Archiwa

Najnowsze wpisy

na czy zdrowaśki do pieca

Od 42 dni jestem chora.

Znachor. Nic więcej mi nie pomorze.

Fajnie fajnie ale mi tam katar od razu nie mija . to znaczy mija ale z nosa mija i idzie w zatoki.

Pomorze, zatoka Pucka te klimaty.

Teraz od czwartku jestem orędatorką medycyny starodawnej. Ślady baniek na plecach noszę z dumą, lampa z czerwonym leflektorem odkurzona, siedzę przed nią w okularach słonecznych i wyobrażam se to Aspen.

Do naświetlań lampom czerwoną zakładam też czasami japonki i bikini i wtedy czuję się jak na Małritjusie. Bosko.

Glut jednak ściele się gęsto.

Narty nie pomogły na gluta. Myślałam że hart górski (i owczarek nizinny) pomogą a tu nic.

Z Aspen wróciłam w osmarkanym stanie.

Franciszek zresztą też , no ale on przynajmniej umie jeździć.

Cały dzisiejszy dzień przeleżałam pod kocem.

Zwierzęta coś nie chcą wychodzić. Zdziwioną byłam. Ale pacze nagle w tem na dworze minusz czternaście.

Może koty mają taki czujnik zewnętrzny na blutufa, że im się wyświetla gdzieś temperatura na zewnątrz ?

No nic, wszyscy spać poszli.

Macie coś dobrego na katar i odporność co skrywacie przede mną całe życie ?

 

 

aspen

W Aspen było cięnszko.

Raz że śniegu nie było. to znaczy był, ale mało, i sztuczny. A wiadomo sztuczny niby jak prawdziwy ale jednak sztuczny.

Zawsze. ale to zawsze na nartach jest tak samo.

Wszyscy już dawno poszli, wszyscy są ubrani i mają plan zjazdów na najbliższe 34 dni.

A ja jak zwykle jak ten debil pytam się co 3 minuty jak mam się dostać z orczyka na kolejkę, a z kolejki na orczyk.

I jak się uczepię jednego orczyka to jeżdżę na nim 3 dni (bo nie umiem wysiąść).

I fascynuje mnie to, że przez te ostatnie 20 lat co nie miałam nart na nogach moje umiejętności nic a nic się nie zmieniły.

Cały czas jezdze pod górkę, zsuwam się ze stoku ewentualnie pługiem zgarniam resztki śniegu.

No może jest trochę inaczej niż jak jeździłam 20 lat temu.

Ciągnę za sobą ryczącą larwę.  MAMAAAAA mamaaaaa stój ! mama ! mama ! jedź. no jedź. mama stój !

Cudownie z larwą spadamy z wyciągu lub nie udaje nam się wsiąść , i lecimy jak domino. Wyplątanie nart wymaga pomocy dwóch Zenków z obsługi tatrapomy czy innej kolejiii wysokogórskiej.

Po 4 dniach jeżdżenia jestem trupem.

Jazda w polskich górach przypomina walkę o przeżycie. Ja jednak głęboko wierzę, że jazda na nartach może być przyjemnością. tak mówią najstarsi górale. I cały czas WIERZĘ, że pojadę kiedyś do tego Aspen i że tam ubrana w jenota i kolię od swaroskiego będę miszczynią świata.

Póki co pozostaje mi kask z dekatlona za 34,78 i lód na stoku.

Towarzysko narty też są trudne.

Niby jedziesz ekipom na narty a potem cały czas sama. sama na wyciągu, sama z górki, sama pod górkę.

Trudny sport. Ale jak widać wracam z uporem maniaka.

Czyli co. Widzimy się w Aspen z kieliszkiem proseko i brokatem na dekolcie.

Macie liste marzeń na 2017 ?

no ale chyba już wszyscy wiedzą

że się rozwiodłam nie ??

nono

Przeczytałam gdzieś u koleżanki bardziej rozgarniętej ode mnie, że

Mózg kobiety to raczej ciągłe pasmo analiz miłosnych, przemyśleń bezsensownych i uczuć skrajnych - przeplatane , a raczej brutalnie przerywane pracą zarobkową.

Nosz jaki ten ser z pieprzem zielonym ostry, żyć się nie da.

Listopad minął z racji szeregu spotkań, aktywności i innych takich.

Była siostra na chwilę, ale nic nie robiłyśmy, czytałyśmy cały czas Twój styl.

Boże czy ktoś w ogóle jeszcze pisze bloga ? Czy ktoś w ogóle jeszcze czyta blogi ?

Czy warto chować wspomnienia, zdjęcia i zasuszone kwiaty ?

Świat jest taki jakim go pamiętałam. Tyle , że teraz bardziej mam to w dupie.

Mam do wykonania zadania i je robię. Jeżeli ktoś nie nadąża to nie nadąża.

A wy jak znajdujecie swoje życie w grudniu ?

wrzesień pierdzieśień

Zawsze tak mam. Wchodzę w ten wrzesień z myślą, że przecież jakoś to będzie. I widzę, że rzeczywiście jakoś jest. Radośnie wstajemy przez pierwsze 3 dni i myślę sobie że przecież daję radę to co ja tak zawsze marudzę. Dzieciaczki się raźno poderwują (podrywują ? )o 6.57 i wio ! Zdążamy do szkółki.

I potem masz.

Przychodzi 7.09.

I już wiem. Już doskonale to wiem. Że będzie przesrane.

Że będę dygać 10 mc o 7.40.

I nikt mi nie powie DZISDIAJ JA ZAWIOZĘ.

no ale nie ja jedna.

Nie ma się co rozczulać.

Acz dzisiaj chyba trochę tego potrzebuję.

Zmęczona jestem.

 

koniec. Siny i pomarszczony.

Idą 3 żółwie przez pustynię.

Jeden za drugim.

Pierwszy mówi :

Idę idę przedemną piasek, za mną żółw.

Drugi mówi :

Idę idę przedemną żółw, za mną żółw.

Trzeci mówi :

Idę idę przedemną żółw, za mną żółw.

I dlaczego trzeci żółw tak powiedział ????? !!!!

BO TO BYŁ ŻÓŁWIK KŁAMCZUSZEK !!!

 

TADATAM.

lato znowu lato

Dzień Dobry.

No wiem wiem. dupa a nie pisanie bloga.

Lato zaczelo się falstartem. No jeblo. kokretnie. Jebło o 4 nnad ranem, chociaż może to i 7 była.

Jeblo. Tzn dostałyśmy wszystkie jakiegoś takiego olśnienia i przemyślenia na tematy różne a w zasadzie jeden.

I to przymyslenie spowodowalo ze jeblo.

Ale wracamy na tory.

No wczoraj tez wróciłyśmy np. na tor regatowy Malta gdzie to np. M. wpadła w krzaki.

 

Co u mnie.

Tańczę sambę. kto by pomyślał.

napieram do przodu. czasami tylko nie wiem czy robie wystarczająco dużo. czasami wydaje mi się ze powinnam więcej.

z drugiej strony czytam o tym ze trzeba być ze sobą ok i złapać oddech. boje się jednak ze może jednak powinnam robic więcej ?

łapię się na tym ze nie umiem odpoczywać. czy to już pracoholizm ?

dawno dawno temu

Sztuka w teatrze a jakże. Przypomniała czasy, o których już zapomniałam dawno.

Może i lepiej.

Zapomniałam o pieluchach, słoiczkach i tłuczeniu rutyny.

Miło nie powiem usłyszeć własne słowa z drugiej strony.

Na afterku też było cudnie. Na drugim afterku też.

 

Wiosna ?

Chyba tak, bo czas się wziąć za grube dupsko.

Dupsko coś się rozpanoszyło po tłustej zimie.  Czeba je zredukować.  Czytam więc o tym węglowodanach i czytam.

Ja najbardziej na świecie nie lubię jak mi zimno i głodno.

Jak mi się chce jeść to mnie się mózg wyłącza.  A jak głodnam to mi zimno. A jak zimno to głodnam.

Więc nie wiem, muszę jeść żeby te węglowodany proste czy złożone zastąpić nie wiem czym, czymś co mi zapcha żołądek.

Obstawiam jednak te waciki nasączone sokiem.

Idę pobiegać za rowerem.

 

 

marzec

Matko jak ten czas leci.

Napierdalam napierdalam.

A najśmieszniejsze jest to, że to o czym pisałam chwilkę w grudniu wcześniej to może i nic z tego nie będzie.

Życie uczy pokory.

Miałam taką może chwilkę dołeczka małego. Ale oczepałam się i idę dalej.

Wiele rzeczy się nauczyłam oj wiele.

i nauczyłam się śmiać od nowa.

Mam bardzo wiele przemyśleń.

wiele rzeczy tak powszechnych – dla mnie zupełnie nowych. Zgłębiam teorię , szukam praktyki i czerpię.

Chwilami jestem szczęśliwa, że minął mi już kryzys wieku średniego.

I chwilami jestem przerażona, że mam już tyle lat.

Tymczasem :

Zapraszamy

hohoho

Naprawdę ostatnio pisałam w październiku ? Naprawdę ?

 

Oj to jakoś zleciało.

 

Wsiadłam do samolotu.

Spokojna jak nigdy.

Zawsze bałam się latać. Bardzo.

Teraz nie. Wsiadłam i poleciałam.

Tam gdzieś u góry złapało mnie słońce. Zawsze już jak je poczuje na swojej twarzy przypomni mi się ten moment.

Kiedy leciałam ku zmianom.

 

To co zdarzyło się po drodze i to co zdarzyło się tam zatrzęsło moim skromnym życiem Pierwszej.

Jeżeli to się ziści, choćby tylko w 50% to będzie niewyobrażalne.

Ponieważ THIS IS MY MOMENT.

 

Kurwa.