Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Luty 2012

maszoperia

 

Zbieram się już od dluzszego czasu.

Az wreszie masz! Zlozylo się ze mam czas i moge.

Bulki mnie dochodzom w piekarniku. Siostra kazala mi zaczac piec więc pieke.

Zeby było jasne, miloscia mojego zycia jest chleb baltonowski z fawora i tyle.

To co pieke jest akceptowalne i traktuje to jako wyzwanie. Które rzucam drozdzom.

Ale siostra miala racje ze jak się ma te maszyne to ona robi a ja pieke. I to rzeczywiście ma sens bo nie wyobrazam sobie wyrabiania tego recznie.

Mialam, przyznaje 3 epizody w moim zyciu z drozdzami zakonczone fiaskiem więc naprawdę. Siostra mnie upila i w nocy upieklysmy pierwszy chleb.

No i poszlooooo.

 

Czas poza tym jest cudowny.

Taki marzec zaraz się zacznie a marzec taki nijaki.

 

Koncza się właśnie juro ferie.

Ferie jak to ferie, Zosia ma wolne, więc franek tez ma wolne bo razem są mniej upierdliwi.

Acz ja po tych 2 tygodniach jestem wrakiem.

Czuje się jak w areszcie sledczym. Areszcie bo siedze jak dupa, a sledczym, bo 5i6 latki tylko pytaja. O wszystko.

 

Nie wiem , mam druga fale uderzeniowom buntu macierzynstwa.

 

Bo tak, one są już samoobsugowe. Posmaruja chleb maslem, same się wykompiom, umyja se glowy, wysusza je, poloza się i tyle.

Ale nadal. Nadal nie moge wyjsc.

Nadal tkwie.

Tkwie w cieplej bulce.

Nie mam cierpliwosci. Mamunia się nie usmiecha bo mamunia zaciska zemby a jak się zaciska zemby to kiepsko wychodzi usmiech.

Brakuje mi swiata, wiatru, swiatel, halasu, dzwiekow miasta.

Nie interesuje mnie dźwięk klockow ani szum piekarnika.

 

Tak, jestem podduszona.

 

Przypomnialo mi się ostatnio jakim fascynujacym zajeciem jest poznawanie ludzi.

Jakie zaskoczenia powstaja w momencie zetkniecia z drugim czlowiekiem.

Niezalezenie od tego czy są pijackim belkotem czy dyskusja o wierszach są zawsze poznawcze.

Moja poznawczosc konczy się na przepisie na chleb.

 

Tak, ferie mnie dobily. Jestem gotowa wyruszyc z plecakiem w podroz do Indii.

Tak. Marzenie o tirze zrealizowane, to co teraz.

Ferie dobily mnie tak, ze nie mam slow. Jak tylko dopadam paniom w spozywczym to opowiadam jej cale życie. Ale zapowiada się ze nie będę chodzic do spozywczego bo chleb pieke sama.

Nie zaleznie od wszystkiego i mówiąc o wszystkim – zawsze jestesmy sami. Ze wszystkim.

 

W chwili obecnej jednak mam dość.

Codziennosci, domu, pracy, dzieci, blota na ulicy, prania, gotowania.

 

Malowalam dziś mlodociana na urodziny w stylu lat 50, czy 60.

I pieknie wpoili jej rodzice ze wszystko zalezy od nas. Ze moge wszystko jeżeli tylko będę chciala.

Jasne. Tylko, że jestem jak namiot.

Śledzie trzymaja mnie z kazdej strony. Po jednym sledziu na czlonka rodziny. Jeden sledz to praca, jeden sledz to dom i tak dalej. Jeden sledz to tilapia pieczona w folii. Zdaje sobie sprawe z metafory ze mimo wszystko sledzie nie pozwalaja namiotowi odfrunac. Tak. Że trzymaja go w kupie gdz na swiecie zawierucha. Są dla niego PODPOROM. Wiem, ze namiot można przeniesc gdzie idziej, wiem, rozwazam.

 

Ale ten namio taki kruchy, taki przemakalny, taki no niewiem. Taki zielony.

 

I ZAWSZE KURWA PELNY NIEPOSEGREGOWANEGO PRANIA.

 

SZOK I NIEDOWIERZANIE, nadal.

Mówiom żeby nie żyć wspomnieniami.
Ah.

Powspominajmy proszę.
 

y

dwie rzeczy

po pierwsze. z racji macierzynstwa lukrowanego w sensie ze macierzynstwa bez lukru co to sie ukazalo drukiem i do tego sie ukazal czas kultury o macierzynstwie no to wiec było spotkanie w poznanskim spocie o tymze temacie.
Spotkanie bylo interesujace z racji tego ze zabierany byl glos i publika i prowadzace przedstawiali mocne argumenty.
dyskutowano o tym czy matka moze schowac dziecko pod bjurkiem w pracy i czemu matka mowi moje dziecko a nie nasze dziecko. i czemu matka musi zerwac sie z pracy bo ma dziecko do odebrania i czemu ojcu glupio jest powiedziec ze musi wyjsc do dzieci.
fajnie.
dla mnie fajnie ze mam swiadomosc ze tam jest ktos kto tak samo czuje.

i co wazne ze uswiadomilam sobie jedna rzecz. ze rzeczywiscie kazda matka stara sie narzucic drugiej matce swoje macierzystwo bo ono jest najlepsze. bo rzeczywiscie zawiesc mozna jako zona jako pracownik no ale jak zawiedziemy jako matka to juz gnoj.
i tyle. i ze ocena jest sroga. chustowe atakuja wózkowe. ekologiczne atakuja makdonaldowe, piersiowe atakuja butelkowe.
i tak w kolko i kazdej sie wydaje ze jest najwazniejsza. i najmadrzejsza. i ze te co przytulaja to jada po tych co nie reaguja na placz.
i co. i ktore dobre?
i co wracac 3 dni po porodzie na zaklad czy 3 lata karmic piersia?
ja wam nic nie powiem, bo uwazam ze moja droga jest najsluszniejsza :)

tymczasem sprawa druga.

spelnilo sie dzis moje marzenie.
moja marzenie, ktore mialam od lat 10.

marzylam o nim co tylko kuknelam na autostrade.

boze.

rypnelam sie dzis tirem.

prowadzilam tira.

konkretnego , z normalna naczepa 40 stopową.

mowcie mi KING OF THE ROAD. BON WOJAGE I PRZY ZATANKOWANIU 250 LITROW OBIAD GRATIS.

OK.
bardziej zaprzyjaznieni moga mi mowic TIRÓWKA.

bylo super.
jezu jak bylo super.

minus 38 po dwunastej

Jest git!!!

Świecę sobie w kominku i nanannan jak pomysle ze musze wyjsc po dzieciary to nie ide :)

Jest cudnie.
Kij z tym mrozem naprawde.
Ale najgorsze jest to ze sie nie da ruszac. jak sie czlowiek juz ubierze to nijak nie da sie ruszyc.

o wsciekly wkurw przyprawiaja mnie rajtki pod spodniami.
i jak jeszcze sa te rajtki z jednym chocby kocim klakiem dostaje szalu.
Fryzura bez zmian.
co zdejme czapke wygladam jak muppeshow.
i piekne iskry lecom, w zasadzie sie swiece jak fajerwerk.
sru – sciagam czapke – leca iskry.
sru sciogam ponczo – leca iskry.
jakbym sie rozbierala po ciemku to codziennie mam nowy rok.
(i co sie rozbieram to buteleczka szampana idzie).

Ożylam troche. troche.
dziwne te baby sa.
na dworze -20 a ta ożywa.

Nie ma to jak przy -20 isc na basen z dziecmi.
ale przynajmniej jak wyszlam z tego basenu z szatni gdzie jest pierdylion stopni + chodzace 6 suszarek to jak mi bylo goraco!!!

dobra.

lece.

uwazajcie na siebie.