Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Październik 2011

za oknem zimowy zaczyna sie dzien

Spojrzalam dzis spod zjezdzalni na malcie na zarys MEGO MIASTA.
niestety nie wydalo mi sie ze je znam.
bylo obce.
zmartwilo mnie to.
pamietam te czasy gdy zapach zdeptanych frytek na starym byl dla mnie zapachem znajomym.
ale nie zmiana to faktu ze oddalilismy sie od siebie.
JA I MOJE MIASTO
love of my live

zgarnelam dzieciary i poszlismy do pyra baru
tloczno, domino, swierzo namalowany moj portret
placki kielki kola mamo daj mieska
potem knajpa przystosowana do matki z dzieckiem
ja na kanapie one w kaciapie przystosowanej dla dzieciarow
najsmieszniejsze bylo to ze ta knajpa byla 10 metrow od mojego liceum
i 5 m od bramy gdzie jaralam goldeny w wieku lat 17 i wydawalo mi sie ze swiat nalezy do mnie
a teraz siedzialam tam obok z dwojka dzieci
i co najdziwniejsze to to , że podłoga drżała tak samo pod stopami jak wtedy gdy siedzialam na polskim a z ust Róży leciała nudna melodyjka A IMIE JEGO CZTERDZIESCI I CZTERY.
Podłoga drzala bo tramwaj przejechal.
czy przypuszczalam? czy domniemalam? czy w najsmielszych?
nie.
nie wiedzialam nic o TYM zyciu

potem juz tylko wpadlismy na poduszki w browarze.

dzieci mam przystosowane do Miasta
lubia je chyba
wiedza ze Matka znajdzie zabrudzona ksiazeczke w kazej knajpie albo pozyczy od kelnerki dlugopis i kartke
staram sie to miasto im przysposobic
bo co mi zostalo

ode mnie sie oddalilo
im je przyblizam
inaczej jest teraz

ale chiala bym je poczuc jak kiedys
zimny wiatr na rozpalonych piwem policzkach
polyskujacy bruk od deszczu na starym
zimny powiem od otwartch drzwi zima w knajpie
gryzacy w oczy dym papierosow
smak serowej przed polnoca
tramwaj furkoczacy na zakretach
gines w zamku
ser (od beci) w garpie
blondyn w sarpie
tekila na taczaka
gipsy king w londonerze
stos papierosow pod radiem (koc, makatka, siostra wie)
pieszo przez most
krawat w stajence
wiersze w toalecie

tak wyglada moje miasto noca
gdzie hitler i stali zrobili co swoje
mimozami jesien
i oczywiscie macie racje – zapomnialam – jest tu kilka takich miejsc gdzie nie warto sie pałętać.

i moze jeszcze trzecie liceum ogolnoksztalcace tu wszystko moze sie zdarzyc

(przechodzac obok muru widzialam taka blondynke w brazowej skorze jak stala przy lawce i miala 17 lat i byla bez watpienia MIEJSKA DZIEWCZYNA, NIE NIE nie prawdziwa tam wczoraj, to ja w retrospekcji, tak oczyma wyobrazni widzialam nie)

trudno jest obudzic nawet wspomnienia w codziennym kieracie

trudno poczuc ten zapach /miasta

zaniedbalam ten zwiazek

ma-ma-matra

Dzisiaj MANTRA cały dzień.

Ja specjalnie nawiedzona nie jestem ale jak to słyszę to chce mi się skakać.

To poskaczę do faktury vat.

Wieczorem jeżeli mówicie, że trzeba to trzeba.
Lambrusko.
Może dwa.

Trzy?

Dobra.

Piątek Piątek Piątek.

I larwa ma zły czepek na basen.
Przecieka.
straszne.

Co ja mam jej balon na głowe wcisnac?

ząb dupa dębowa

Ząb wyleciał.
nie wiem czemu ale pierwszy ząb to dla mnie COŚ.
jakaś granica. bach bach bach i mam sześciolatkę.

mam takie wrazenie z całą tą szkołą że to moja druga (no dobra, trzecia) inicjacja.
Po pierwsze nikt nie mowil jak to jest z dzieckiem.
jasne, wszyscy truli farmazony ze zycie mi sie zmieni i ze dziecko zmienia look na swiat.
No jasne.
Wiedzialam o tym tzn cos mi swiatalo ze sie cos zmieni ale co? nic nie pamietalam.
Zreszta kto mowi o dziecku podczas ciazy? podczas ciazy (zdrowej) 90% uwagi skupia się nosniku dziecka i na o-boze-jaka-jestem-gruba.
Dla mnie ciaza byla zadaniem do wykonania ktore konczylo sie gdzies w szpiatlu na pierwszym pietrze.
tam mial sie skonczyc dyskomfort bebzona i strach donoszenia.
a to ,że potem byl tez dzien i to jakby inna sprawa.

No i wlasnie.
Szkola.
Skupia sie czlowiek żeby dziecko dostalo sie do szkoly. i mowi sie cale lato TAKA DUZA PANNA JUZ DO SZKOLY.
i wtem budzi sie czlowiek 1 wrzesnia.
I znowu ma 7 lat i z bolacym zebem wyrusza z kluczem na szyi do szkoly.
przekracza prog i wpada w machine ministerstwa oswiaty.
boje sie szkoly nadal.
tak jak sie balam tak boje sie nadal.
wrecz jestem przekonana ze po tym czego mnie zycie nauczylo to nie zdala bym do drugiej klasy.
nie wiem moze mam nerwice wieku doroslego.
i plakac mi sie chce ze larwa wlasnie ma zabrane 60 min zabawy popoludniu.
a ja 60 min z marnego ochlapa mojego zycia popoludniowego.
bo musimy zrobic szlaczki.
potrzebuję ochronki i klosza pod którym Pani wychowawczyni mnie przechowa te naście lat.
Poraża mnie pęd z jakim rano wstajemy, jedziemy do szkoly. Poraża mnie szybkość z jaką zatrzaskują się drzwi wejsciowe do szkoly.
Tak łatwo mogą uciać nam głowy.

Niby nic. Szkola niedaleko.
Ale rano zostalo nam wydarte 30 min.
Po południu 15, potem te 60. 105 minut.

Niby nic a jednak.
nie wyrabiam.
nie daję rady panowac nad wszystkim jednocześnie.

Może jestem zmęczona. Nie wiem.