Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2011

dobra, zrzuta na Merlina

DObra,
Wakacje minely to poczytaliscie troche i na pewno chcecie sie podzielic co fajnego jest.

przeczytalam :
Farfocle
Pipe Lee
slużace
czarna bezgwiezdna noc
dotknac prawdy.

Co dalej.
Co dalej mam czytac.

Podrzućcie cos

krew i ropa

Niedobrzemi.
Oj jak mi niedobrze.
Mam powidok. I posmak. FUJ.

Był weterynarz wacław.

Ojezu.

Wstałam skoro świt żeby nałapać te zwierzyne do domu.

Sylwek ledwo przyszedl do domu po nocce. Ledwo. Już widziałam ze cos nie halo.
Nastepnie sie zrzygał świerzą krwią.
Mam nadzieję ze nie swoja. ale widzialam ze jakies miesko mial na ruszcie.
Slabo mi.

Zaszczepil.

To potem plutowi wyciskal kaszaka.
Matko boska.
Pani trzyma pieska.
matko boska.

Zapach ropy mnie zmiótł z powierzchni ziemi.

No nic. Posprzatalam potem ta swierza krew wyrzygana wiec mialam komplecik.
Potem znalalam jakies zwierze czesciowo przetrawione na tarasie. chyba myszke.

Nie moge nic jesc.

No nic. weterynarz waclaw plynnie podczas rozmowy przeszedl ze mna na ty a potem wrocil do tytulu PANI.
Wolała bym PAŃCIA ale trudno.

Absurdalnie naturalistyczne to wszystko.

Chyba by to trzeba wózkom zalac.
 
O prosze napisalam WÓZKOM zamiast WÓDKOM.
super.

piątek

W piątek, w drugiej połowie sierpnia, dokładnie dziewiętnastego urwalam sie z chaty z kolezankom AJ.
Wypad byl to zupełny spontan.
Z racji posiadanych pociech sztuk 3 słowo spontan powinno byc tu szczegolnie docenione. Co niektorzy moga nawet paść.

Pojechalam tak na dziewiątą.
Z racji tego ze AJ dotarla przed dziesiata , spedzilam cudowne 30 min na krawęzniku na solnej. Wczesniej nabylam czupaczups kolowy plus andruty bez ktorych zycia sobie nie wyobrazam.
Przez te 30 min bylo cudownie.
mijaly mnie autobusy, tramwaje a ja nic. siedzialam i martwilam sie tylko tym ze lizak mi sie konczy.
Przyszla AJ i poszlysmy zobaczyc co tam panie daja w kontenerze. Nie , nie podam namiarow nie zalinkuje wam tak slicznie bo mi go zjecie.
Ale idac do kontenera w tle uslyszalysmy spiewy i charce wiec zboczylysmy jak i wszyscy w prawo przez rozwalony plot.
A tam sztuka!!! SZTUKA na calego.
Jak boga kocham bog nas tam pchnal. Na smo rozpoczecie SZTUKI ulicznej do pierwszego rzedu.

Bylo cudownie, ale to juz chyba pisalam.
Bylo tak jak byc powinno na SZTUCE ULICy.
Aktorzy pluli woda w publicznosc, usilowali ja podpalic, zaczadzic i przejechac łodziom.
Sens byl zapewne ale ciezko lapac sens jak trzeba lapac co sie ma i spierdalac przed statkiem VIDMO.
Ale jak by to powiedziala Nataszka sąsiadka lat 4 – PODOBAŁO SIE MI!!!

I co sie okazalo?? ( ze pogotowie bylo jednak, stało z boku) Ze ten teatr byl z polski.
A wygladal jak francuski przysiegam.
I w dodatku z poznania. Bo nie wiem jakby przyjechali tym statkiem swoja droga.

Nastepnie bedac nadal w szoku ze Palec bozy nas tam pchnal poszlysmy zerknac do kontenera.
A tam co. Silent Dance. W tvn mowili ze to trendy.
Malolaty zez sluchawkami wijace sie po piasku.

Nastepnie weszlysmy na chwile na dach gdzie doszlysmy do wniosku ze macierzynstwo to jest dopiero jazda.

nastepnie poszlysmy na w sumie cel glowny naszego wyjscia spontana.
Do Rzeźni na performens naszej kolezanki Anny ze szkoly.
Szkola normalna nie byla a kolezanka Ania no juz wtedy przejawiala zajawki happeningu i performasu w kazdym dzialaniu.
I nie zawiodla nas.
Bywala owszem tu i tam, w brazyli, w londynie.
I tu do nas tez przyjechala zeby kameralnie sie zaprezentowac.
Mi sie najbardziej podobal utwor BUBBLES ON DESIRE JACUZZI ON FIRE.
Mily, melodyjny.
Nadazac nie musze.

Po tym skumulowaniu sztuki walnelysmy z AJ po mochito bez wkladki i rozjechalaysmy sie do domostw.

Nie umiem opisac slowami nadmiaru i deszczu sztuki co nas dopadlo w ten piatek w drugiej polowie sierpnia, Dokladnie dziewietnastego.

jedno jednak trzeba powiedziec sobie otwarcie.

Skonczyly mi sie emememsy.

Otwieram charibo.

Jacuzzi on fire.

sierpien

Dziękujuę wszelkim pamiętającym o urodzinach matki i syna.
Juz wiem jak to bedzie wygladalo do konca zycia.
Urodziny wlasne bede spedzac juz zawsze na robieniu pietrowego tortu z żeźbionym MCquinnem.

jeżeli nie uratuje mnie dziś zolty ser to nara.

zmeczona jestem,
potrzebuje mauritjusa.
A najblizszy urlop za 10 mc. zaraz listopad. potem styczen i minus 56.

Z rewelacji bylam wczoraj w kerfurze. cala sie zestresowalam.
Bo co jade do kerfura nie czesto ale co jade to wpierw przypomina mi sie opowiesc chudej co to wysiadla na przystanku Carefur i nastapila tak zwana dupa i potem to juz plynnie zaczyna mi oko latac bo chuda pisala ze ta JEJ PANI francuska to jak gdzies jechala to brala fasolke na droge do samochodu i ja tam po drodze obierala zeby nie tracic czasu. a ja co. zmarnowalam cale 7 min drogi do karfura. jeszcze bym zdazyla w tym czasie z dwie kury oskubac.
Potem jak juz przejde przez tego karfura to przy kasie znowu mnie telepie. Bo mam pelen koszyk. I jednoczesnie musze byc z przodu tasmy przesuwniczej zeby wyladowywac a le i tez z tylu zeby zaladowywac. I potem nagle wtem pani mowi 6986 zl a ja nie stoje juz przygotowana z karta do zaplaty droga elektroniczna tylko zaczynam jej szukac w  gumowanej torebusi. A jak nic Barbarella mowila!!! ze najgorsze sa te spiace krolewny co stoja przykasie i nagle sa zdziwione ze tu sie placi i ze trzeba naszykowac portfel.
Wiec nie wypoczelam jezeli o to wam chodzi.
Acz moge to w zasadzie potraktowac jako wyprawe tygodnia.

Nieopacznie tez natomiast dzis podczas lunchu w zakladowej stolowce wlaczylam travela i tam bylo o mauritjusie czy malediwach. niewazne.
zalkalam mocno.

zycie nie ma sensu.
nic nie ma sensu. nie chce listopada.

i zaraz zofia larwa do szkoly.
zaraz z nia pojade na rozpoczecie i juz wiem ze rozboli mnie glowa na 5 godzinnej akademi powitawczej.
przedszkole jest chyba dosc wygodne raczej.
a tu dupa zacznie sie orka. i zaraz matura. dobrze chociaz ze nie w listopadzie.

Musze znalezc zrodlo pomaranczowej czekolady.
Ubogo ubogo w ten produkt rzekla bym i nawet ze na rynku swiatowym.
Ba!!spróbujcie kupic w rawiczu w sklepie sernik instatnt na zimno!!
mi sie nie udalo.

dobra.

musze jeszcze do roboty zajrzec.

co ci sie stalo moj maly

no.
cukinia faszerwowna. nonono.
plus koszyk kurek.
moze byc. obleci.
cukinie oblatuje w sumie juz w dwoch miejscach. sasiedzi tez zapragneli cukini lecz wyjechali na wakacje w czasie najwiekszych zbiorów. Ech no normalnie to jakby rolnik miał żniwa i wyjchal.
no wiec co uzbieram koszyk to upycham po dalszych sasiadach tudziez po innych.
uwielbiam dawac cukinie.
i sie poplakalam.
poza tym co.
kopiom nam kanalize przed domem.
Fajnie. naprawde.
wyglada gustownie, swawolnie i jak na to deszczyk popada to wyglada naprawde profesjonalnie. glina. glownie glina.
Pluto zjadl majstrom w piatek sniadanko, no bo kladli te rureczki a sniadanko pod plotem zrzucili. AH! no i nie ma.
pomidorek podobno zostal.
Pomidorka dokonczył sylwester bo sylwek lubi pomidory.

I susze.
wszystko.
szczypiorek, pora, i pietruszke, oregano, bazylie, tymianek, miete, melise.
Starego tez bym ususzyla i ewentualnie zaparzala sobie po kawalku zima.

no.

lece na poczte.