Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Styczeń 2010

wedrujac

wszystko mnie swedzi.
a jak mnie swedzi to znaczy ze jestem zla albo mam swierzb ewentualnie powinnam sie wykompac albo uciec z domu albo wypalic paczke fajek albo zrobic orla na sniegu z mokra glowa.

zla jestem.

na caloksztalt.
na stagnacje weekendowa.
wialo tak ze dziekuje.
siedzialam wiec i jechalam baloniku nasz malutki, niedziwedz chrapie i rolnik w sandolinie.
grrrrrrrrr
teraz dla odmiany musze popracowac.

stary maluje lazienke.

i tak zawsze sie pocieszam jak jest tak zimno i sniegiem sypie w oczy.
wyobrazam sobie sredniowiecznych wedrowcow wedrujacych polami i lasami w sniegu do pasa.
w nocy. plus wilki w tle, pełnia i takie tam.
I szron na brodach.
i tylko troche chleba czerstwego za pazuchom.
i tak wedruja w milczeniu.
zadnych domostw bo to jeszcze nic nie bylo wtedy na swiecie.
tylko wilki.
echo pradu oczywiscie.
pochodnie juz dawno zamienili na chleb.
i wedruja.

a gdzie oni tak wedruja?

nie robie takich rzeczy ale kot w pizamie mojej mnie użekł

ODMIANY ZIMY:


+ 20°C
Grecy zakładaja swetry (jeśli je tylko mogą
znaleźć).

+ 15°C
Jamajczycy włączają ogrzewanie (oczywiście, jeśli
je mają).

+ 10°C
Amerykanie zaczynają się trząść z zimna. Rosjanie
na daczach sadzą ogórki.

+ 5°C
Można zobaczyć swój oddech. Włoskie
samochody odmawiają posłuszeństwa. Norwedzy idą się kąpać do jeziora.

0°C
W Ameryce zamarza woda. W Rosji woda gęstnieje.

- 5°C

Francuskie samochody odmawiają posłuszeństwa.

- 15°C
Kot upiera
się, że będzie spać z tobą w łóżku.  Norwedzy zakładają swetry.

- 17,9°C

W Oslo właściciele domów włączają ogrzewanie. Rosjanie ostatni raz w sezonie
wyjeżdżają na dacze.

- 20°C
Amerykańskie samochody nie zapalają.

- 25°C
Niemieckie samochody nie zapalają. Wyginęli Jamajczycy.

- 30°C
Władze podejmują temat bezdomnych. Kot śpi w twojej piżamie.

- 35°C
Zbyt zimno, żeby myśleć. Nie zapalają japońskie samochody.

- 40°C
Planujesz przez dwa tygodnie nie wychodzić z gorącej kąpieli.
Szwedzkie samochody odmawiają posłuszeństwa.

- 42°C
W Europie nie
funkcjonuje transport. Rosjanie jedzą lody na ulicy.

- 45°C
Wyginęli
Grecy. Władze rzeczywiście zaczynają robić coś dla bezdomnych.

- 50°C

Powieki zamarzają w trakcie mrugania. Na Alasce zamykają lufcik podczas
kąpieli.

- 60°C
Białe niedźwiedzie ruszyły na południe.

-
70°C
Zamarzło piekło.

- 73°C
Fińskie służby specjalne ewakuują
Świętego Mikołaja z Laponii. Rosjanie zakładają uszanki.

- 80°C

Rosjanie nie zdejmują rękawic nawet przy nalewaniu wódki.

- 114°C

Zamarza spirytus etylowy. Rosjanie są wnerwieni.

krem takila i bahama mama

dzis jest wlasnie ten dzien ze trzeba wypic tekili.
Wlasnie taki czwartek.
picie w czwartek nic nie warte ale jednak zaryzykuje.

mam sledzia, tekile, cynamon i pomarancze.
i cala tancze i zrywam pomarancze.

ide posmarowac dzieci kremem. zaraz wracm

…………….

no dobrze byc moze nie jest dzisiaj czwartek, byc moze.
skoro jestescie tacy madrzy to moze mi powiecie po co sa te TAGI na dole jak sie pisze notke.

…………….

i najbardziej nie lubie jak zdejmuje te pieprzone kalesony termodynamiczne i one sypia iskrami jak lamplki choinkowe.
elektryzuja tak ze stoja mi wlosy i brwi.
nienawidze ich.
nie lubie tez wspanialych gorskich butow ktore to bardzo mocno przeprosilam.
sa tak sztywne ze w zasadzie noga nie zgina mi sie do samej miednicy ale trzeba im przyznac ze sa twarde i 37 min nie dopuszczaja spadku temperatury wewnatrz buta ani o pol stopnia.

swiece w kominku od rana do nocy. i siedze tam w tym kominku.
niestety drewno wali wymiocinami ale cos za cos.

to takie mam spostrzezenia odnosnie czwartkowego mrozu.

ide pic tekile. taki czwartek tylko zasluzyl na tekile.

wiem ze nie nalezy po alkoholu wychodzic na mroz wiem.

jak sobie pomysle o tej robocie co nas czeka przez najblizsze miesiace to mi slabo.

arivederci.

we have a situation here

W koncu dzieci poszły do dziadkow, my poszlismy na miasto. kij tam ze -19 poszlismy.
przeciez raz na miesiac taka szansa.

wzielo mnie podczas przystawki.

Zawsze jestem zaskoczona i zawsze mam wrazenie ze zaraz umre ale jakos nigdy nie jestm przygotowana na grype zoladkowa.
Zarzadalam opuszczenia restauracji right now bo poczulam znajome mrowienie w rekach.
u mnie grypa zoladkowa objawia sie glownie w rekch i nogach.
dretwiej, mrowia i generalnie zyja wlasnym zyciem.

Cudem dotarlam do domu i najblizsze 3h spedzilam warczac w porcelanke.

bylam
bliska zadzwonienia po pogotowie ale wiecie, ogladamy ten serial wiec
domyslam sie ze rozcieli by mi zaraz te nogi na zywca i nastepnie
otworzyli mozg i dotykali tam roznych rzeczy i pytali czy nadal kumam.
wiec nie wiem.
W
dodatku zaraz by zaczeli badac mi tetno, puls i okazaly by sie ze mam 4
serca i robaka i trzeba by mi bylo zrobic obejscie z krazeniem
pozaustrojowym.

O nie.
Pozbieralam sie wiec do kupy (do
kupy, jakze trafne stwierdzenie), wzielam loperamid, difergan i orsalit
i o 1.20 wyrazilam wstepne checi do zycia.

Spalam 12h.
nastepnie spedzilam caly dzien pod kocem przy kominku.

senkju. jest mi dobrze.

kocham moj zolty koc miloscia ogromna, i ten makaron wczoraj z knajpy byl najlepszym makaronem jaki jadlam.

tak nie wiem co

To białe gówno lerzy.
Jeżeli napada jeszcze 4 cm nie otworze bramy.
Ledwo już wjezdzam.
I jak usłyszałam ze przez najblizsze dni ma byc minus szescdzieciat to sorry.
Zimno mi. wszedzie mi zimno. I juz tego nie chce.

Dzieci mnie dzis dobily masakrycznie, zastosowalam krotkie ciecia mam nadzieje ze da to jakis rezultat.

Zimno, pranie sie nawarstwia, wykrywam co rusz zrodla tajemniczych woni.

i spac.

dobra.

nie wiem co jeszcze.

——————-

a juz wiem co jeszcze.
do 1.20 ogladalismy meredith.
Kurwa, masakra.
Masakra.

Zasnelam na jodze stojac na glowie.
spie wszedzie.
nie wiem jak sie nazywam.

w dodatku bedziemy miec nowe dziecko.
Firmowe. nie prywatne. chociaz u nas firmowe znaczy prywatne.
No wiec bedzie. Nowe.
Im so excited

na przestrzeni ostatnich czasow dochodze do wniosku ze jedyne co moge zrobic w ramach doroslego niezaleznego zycia to samodzielna decyzja czy bede jadla obiad czy nie.
Tak, to uzyskalam stajac sie doroslym.

Bo reszta… cóż…

I jak otwieram zmywarke to takie ciepelko z niech bucha.
Wszystko co bucha ciepelkiem jest dla mnie w tej chwili bardzo atrakcyjne.
Wulkany, smocze jamy, woda na makaron.

Maja przywizc drewno do kominka jutro. ufff.
Bo rozwazalam palenie drewnianych klockow.

Jakiegos przyjemnego slowotoku dostalam.

Moze dlatego ze kominek sie swieci, dzieci sie kompiom a ja siedze.
i pije wino.

thats the prosidżer Dr Szeperd

No. To weszlismy w Grey’s anatomy.
To czesc.

Wróce po 6 serii. narazie.

Jestem zacofana w serialach jak w asortymencie miesa serwowanego na obiad.

No wiec jestesmy pozamiatani ze starym.

Niestety w ciągu dnia nie mozna ogladac. trzeba sie zajmowac dziecmi.
Masakra.
Na stanie mamy zapalenie ucha.
Wstalam dzis po 5h snu bo wypoczywalismy wczoraj przy tym filmiku i pojechalam do lekarza z bólem ucha Sofiji.

No nic. siedzimy wiec.

No ale wracajac do Dr Szeperda on ma caly czas czerwony nosek i załzawione oczy.

A siostra mówi ze sezon piaty ostatni odcinek zmieni moje zycie.

Dobrze ze pospalam dzis jeszcze 3h bo bym zeszla od razu.

masakra.

Inwentura + chirurdzy to jest zabójcze dla organizmu.

you ma haaa you my sooo

Jechałam dziś do selgrosu , nie nie to wracałam z selgrosu i leciało modern talking.
Bardzo nastrojowo.

i rozumialam caly swiat, ale przyznaje ze byla to chwilka.
docenilam fakt ze chodnik jest po drugiej stronie ulicy i ze ja nie musze go odsniezac.

i zrozumialam tez jedno.
ze lubie chodzic na joge.
i jeszcze jedno.

ze z ta medytacja to moze nie jest taka sciema.

a z drugiej strony zabawne.
jestem juz na tyle stara i po przejsciach ze medytacja wydaje mi sie potrzebna.

Potrzebne jest mi zatrzymanie powiedzenie haloooo ale dokad to gonimy.

bo zawsze wspominam albo czekam.

urlopu na razie nie mam w planach wiec postanowilam sie jednak skupic na tu i teraz.

klu medytacji jest takie zeby wprowadzic sie taki stan jak przed zasnieciem, ze mozg powoli sie wylacza. tzn malo sie pamieta ten stan bo trwa troche tylko bo potem sru w kime ale chodzi o wylaczenie mozgu. bo to on stara sie nas zaorac na smierc.

no wiec zycze szczescia zeby wylaczyc swoj mozg zamykajac sie w sypialni i podczas gdy muza odpowiednia do tego a ja nasluchuje spomiedzy czy aby dzicko nie wyje albo moze listonosz dzwoni.

ta medytacja to mozna sobie jeszcze wmowic rozne fajne rzeczy.

np ze jest sie fajnym. i ze wszystko da rade zrobic.

(mam na oku nowa ankiete, kontrowersyjna, apropo niezaleznosci kobiet, dojrzewam do niej).

wiec jestem juz na tyle stara ze zen, budda i ommmmmmmm.

jakie to jest zabawne ze mnie to kiedys bawilo.

i jak nas z siostra bawilo ze nie mamy dzieci. a teraz mamy ich w sumie 5.
doprawdy.

Jutro poniedzialek.

ciesze sie. bede mogla poopowiadzac o wozkach.

fryz

Przelało mi sie wiec zadzwonilam.

Fryzjer.

Taki wiecie, w tajnym miejscu, na tajny dzwonek, na tajne haslo, w bramie tajny selekcjoner.
Tak tajnie ze normalnie nie moge.

Telefon miałam od zaufanej osoby co powiedziała ze WYPADA tam bywać.

No i co.

Jestem jak abba, ale co wróciła z Jarocina.
Jeden bok podgolony , na drugim lok malowniczo wywinięty na zewnątrz.
cudnie.
Odżyłam. W dodatku odbyło się to wszystko w amosferze dość intensywnych plotek wiec wyszlam naladowana energia kobieca.

Fryzjerka niejaka A. bardzo.
plus zielone pasemka.

Warto bywać.
(i te loki tak wywinięte na zewnątrz tak mi sie pieknie kładły na berecie).

Oczywiście podczas zadzwonił tir, że już jest.

jak już zarządziłam tym tirem z tym lokiem i cekinowym beretem tona moment przysiadłam.

No to wpadł Sylwek z zamrożoną sroką.
Fajnie ale mam inne ptactwo w zamrazalniku.

No wiec jak juz przysiadlam to poczułam magię i potęgę kobiecych plotek.

Gadanie takie w kupie wydziela endorfiny.

Mam wrazenie ze bycie doroslym izoluje.
Tzn moze mnie izoluje. Moze jak sie pracuje w korporacji to nie izoluje.

no mam jakąs refleksje.
wlaczyla mi sie dzis jak zmierzchalo, w pokoju bylo zolto od lamp a na dworze bylo niebiesko.
sniegowa nostalgia mnie capnela przy kurczaku w panierce.

i trzyma.

jakas sie dzis czuje zapomniana przez swiat jak pilka plazowa w kącie ogrodu przykryta sniegiem.

ka i zen

po kolejnym dlugim weekendzie przechodze na medytacje, zen i dofinansowanie przedszkoli w sylwestra.

tzn ja przeczytalam dzis w gazecie sens czy jakos tak, że w przypadku pewnych rzeczy nie nalezy PRZYWIAZYWAC SIE DO REZULTATÓW.
np w sprzataniu
np w oczekiwaniu od meza ze cos tam

i wtedy podobno łatwiej sie zyje.
wiadomo ze jak sie czlowiek do czegos przywiaze to potem mu ciezko sie z nim rozstac

wiec jak nie bedziemy sie za bardzo przywiazywac do czystej podlogi to bedzie sie lepiej nam żylo.

dobra pojde zrobic tylko jakas prace plastyczna bo mnie larwa wykonczy

wroce

jestem.

larwa ryczy.

zrobilam cudny swiecznik z dwoch gwiazdek papierowych i ozdobe na choinke. nastepnie niefortunnie zgodzilam sie przyozdobic je rysunkiem gwiazdek i tu wyniknal problem bo gwiazdki okazaly sie za male albo za duze i larwa chce robic wszystko od poczatku. ja mniej. wiec ona wyje.

no wiec o czym to ja.
aha ze nie przywiazywac sie.

zyc tu i teraz. skupic sie na drobnostkach i na oddechu.
i powoli metoda kaizen do przodu.

oddychac.

w sumie cos w tym jest.

jakby sie czlowiek nie przywiazywal do młodości to by mu łatwiej bylo.