Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Listopad 2009

Leże.

Nie pisze bo mam grype. I jeszcze was zaraze.
nie mam sily . leże. spie. pracuje.
jakby co to po smierci niech ktos wreszcie poprawi wszystkie bledy w tym blogasku.

ohhhh quin of saaabaaaa

Siedze i czekam.
Polozylam bahorki i czekam.
na czisburgera. ah.
maz ma przywiezc.

tak sobie tu dywaguja z siostra na temat rzeka, czyli o tym jaka to uboga jest medycyna albo moze inaczej ze farmaceuci to leniuszki.
nie wiem moze to nauka jest ograniczona a moze mi sie w dupie poprzewracalo, nie wnikam.
pije do tego ze nic nie ma wtych aptekach.
tzn maja ful dragow nie przecze ale np wezmy taka odpornosc.
jest taka teoria wogole ze jak sie jest chorym (zdaje sobie sprawe ze od 2 lat pisze notki o chorobach wiem. ale jak nie to zapraszam na blogi jakis syngielek. one to dopiero maja zycie!!! a przypomnialo mi sie, o zyciu singla to rozwine pozniej) no wiec ze jak sie jest chorym to nie wolno brac witamin bo wtedy te wirusy maja pozywke.
a tak organizm czysty wyjalowiony to prosz. nic sie nie ima.
wiec zeby witaminy i inne odpornosciowe brac jak sie jest zdrowym.
bo jak sie jest chorym to uklad immunologiczny jest juz tak pobudzony ze kamman, ze mu wystarcza.
tak jakby mi po kawie dac tabcin.
wiec nie wiem ale mi sie nasuwa jeden wniosek ze jak sie jest chorym to w zasadzie ma sie spokoj bo nic nie trzeba brac.
oprocz oczywiscie augmentinu.
bowiem ze wszystkich cudow typu aktimel i aloes to ja augmentin.
i czerwone wino na montekasino.

tak mi sie wlasnie o tej singielce ostatnio.
znalazlam blog jednej singielki (wogle sa jeszcze jakies zajebiste blogi singielek ?) i bozeee jakie ona ma zycie.
i wlasnie tak myslalam o zyciu (kochanie ty lepiej nie mysl o zyciu).
i doszlam do takiego wniosku.
jezeli tylko byla bym w stanie sobie przypomnic w ktorym roku skonczylam studia a jest to nie do zrobienia to bym wam powiedziala dokladnie.
dobra zakładając ze ostatni rok studiow mialam ok to wychodzi 4 lata.

4 lata beztroskiego zycia.

cztery.

4.

1234

ani chwili wiecej.

bo tak. to sa jedyne lata pomiedzy koncem edukacji a dziecmi i domem.
Pomiedzy koncem edukacji a dziecmi zazwyczaj jest sympatycznie. ma sie pierwsza prace albo i nie. luz. generalnie.
i potem bum tarara bum wskakuje sie w pieluchy i koniec.
Wpierw nam truli teraz my trujemy.

czyli 4 wspaniale lata.

(ja swoje spedzilam z niejaka B. robiaz magistra z paznokci i szalajac po knajpach).

no.

dzis uslyszalam od zupelnie nieznanej osoby WIESZ JA O TOBIE SLYSZALAM. JAKAS ZNAJOMA MOWILA MI ODNOSNIE KOBIET CO ZAKALDAJA WLASNE FIRMY ZE JEJ ZNAJOMA MA WOZKI.
budujace.

kobiety! na traktory!

weekend w listopadzie

Od czego by tu zacząć?
Od kuracji na wypadnie sierści? Od syna Franciszka z 40 stopniami?

W piątek wypadłysmy na chwile trzema pokoleniami (babcia matka wnuczka) na kawe do matrixa i smarowanie brokatem w seforze.
Franciszka syna po powrocie zastałam cieplego ale moze to dlatego ze byl w wannie. Zastanowilo mnie to nieco.

Następnie zajelismy sie zwijaniem suszi.
Miałam jakies skrawki ryby i wrzucilam je do kocich misek.
I tu zamyslilam sie po raz drugi.
Brzdęk spadajacej pangi w metalowa miske nie spowodowal zadnej interakcji.
Z reguły bowiem towarzyszy temu szalenczy wyscig lub proba wywarzenia okna przez rozpedzonego kota.

Lubie jak wszyscy sa w nocy w domu (7 osob).
Rozejrzalam sie nieco.
Połówkę zlokalizowalam w piwnicy.
Wpierdzielal prosto ze zrodla (z worka 15 kg) karme.
Rybe zjadl jeszcze ale ledwo.
Krążąc po domu zarejestrowalam 2 rzeczy. 40 stopni u Fransa pod pachom i brak Sylwestra.
Podałam ibuprom , wyszlam na dwor i wydarlam sie KICI KICI (klasycznie, lekko zawodzac, niczym moja babcia wołając 25 lat temu kota uwaga BASIORA).
Sylwek jednak nie przyszedl.

Suszi wyborne.

Nastawiwszy budzik na co 4h poszlam spac.
Franek rano 39.

Usłyszałam jak moj maz wola koty na sniadanie (biały serek pomieszany z pokrojoną w drobną kosteczkę świerza myszką ozdobiony wycieta z rzodkiewki myszka z wasikami ze szczypiorkiem).
I przyszedł tylko Połówka.
No to się zdenerwowałam.
Jak zyje z Sylwkiem 7 lat, 3lata wychodzi na dwór to punkt 7.00 melduje sie przy drzwiach.

W zasadzie cały dzień minął mi na sprawdzaniu czoła franka i darciu sie na ulicy KICI KICI.
Wiedzialam, że jak nie przyjdzie przez najblizsze 24h to no.

Zasnelam cala zapuchnieta od placzu i tyle.

Dziś rano Franek ozdrowial.
Pierwszy odsunal żaluzje.
Na tarasie siedzial Sylwek.
Z cała głową oblana jakis olejem samochodowy, terpentyna, cholera wie czym.
tzn wiedzialam ze jezeli wroci to byc moze bez glowy ale z glowa w smarze?
Sprawdzilismy tylko czy widzi.
Pierwszy dosc przytomnie zaproponowal wykompanie kota.
Kot zamkal oczy i pograzyl sie w retrospekcji.

no nic.

Siedzimy.

Franek bez apetytu ale ok.

Ja wyjezdzam do sanatorium.

romb

I jeszcze chcialam przeczytac co na sniadanie jutro w przedszkolu a tam bold New Romans Time – ŚWIĘTO.

Tzn ze co, ze moge przyprowadzic tylko nie bedzie jedzenia? to ja dam im kanapki.

Oczywiscie zartuje bo oczywiscie od rana bedziemy piec rogaliki i wesolo plasac nago wokół kominka.
Napiwszy sie cieplego winka.
Moze nawet choinke ubierzemy?

mam katar.
Nowina co? normalnie jestem zaskoczona.

niczym stara mamona.
cudownie

trzese sie potwornie, owinelam sie kocem i klikam w fotoszopa.
dretwieje mi palec ok klikania kopiuj wklej.

i lajner mnie szczypie. taka kreska nad rzesami mnie zawsze szczypie jak mam katar.

dobra wiem, nawet pani przedszkolanka jest chora u Fransa.

Fajnie naprawde.
To juz jest nudne ten listopad.

Rozpoczelam sezon w solarium. Pomna poparzonych posladkow podlozylam recznik papierowy.
Mam teraz cudnego romba bialego.
Cudnie.

takie tam o niczym, wiadomo.

jem,
Wszystko jak leci. im bardziej tluste tym lepiej.
Rozwarzam zapiekane w głebokim tłuszczu i w tempurze batony baunty.

Cebulowa, kotlety z dyni, ogorkowa, fasola.
Wszytsko jak leci.

doszlam do wniosku ze z jedzeniem jest jeszcze gorzej niz z depilacja.
Co kurna zjem to musze gotowac nowe.
A depilacja jest zadziej.

Oszaleje.
co mam pelne garnki to przyjdzie ta szarancza i wszystko zje.
i od nowa.

A jakos garnuszki nie zapelniaja mi sie magicznie.
same.

glodna jestem naprawde.
mam cebulowa z wczoraj ale zapewne do obiadu to juz sie ona dawno skonczy.

a najbardziej w mojej pracy lubie to, że moge w pracy sluchac glosno radia.
potwornie cierpialam w wszystkich robotach gdzie nie mozna bylo sluchac muzyki na cala epe.
(epa. fajne slowo nie?)
no wiec najbardziej lubie to, ze chilli zet jest ze mnom od rana.
i moge sluchac muzyki .
co ja jeszcze lubie w mojej pracy?
cholera no lubie pracowac, naprawde.
po raz pierwszy od 10 lat w niedziele sie ciesze ze w poniedzialek ide do pracy.
(tak tak, i zaraz wam tu napisze ze moje dzieci sa idealne, i nigdy ale to nigdy nie rzucaja sie na podloge i nie dyskutuja ze mna.
Ale spoko to wszytsko kwestia odpowiednich metod wychowawczych popartych lektura i zrozumieniem sensu instnienia dziecka. i naprawde to wcale nie jest trudne!! i to ze frans wczoraj lezal w przedszkolu na linoleum 12 min i darl sie ze nie zdejmie rajstopek to jest kwestia oczywiscie JEDYNEGO RAZU JAKI MU SIE ZDARZYL. bo on nigdy. ja tez nigdy. moje dzieci sa swiadome swoich emocji.
Zosia np raz powiedziala MAMO PROSZE MISKE BEDE RZYGAC. i to byl wlasnie ten jedyny raz.
Tak mi sie tu roznie nasuwa po dyskusji o klapsie. no wiec my nigdy. wszystko nigdy. nigdy nigdy. zawsze nigdy. never ending story, nigdy cie nie opuszcze myszaczku, nigdy ! )

no wiec o czym to ja pisalam, aha o naszym idealnym zyciu.

doprawdy no.

ale sie zapedzilam z tymi wycieczkami o wychowaniu dzieci i mi umkło.

no to co.

piatek.

chill out. do roboty.

basta!

no i jasno widac.

Ze w zasadzie nie maja czasu martwic sie i pytac o naszego lekarza bo kurna dzieciarem sie zajmuja!!
biedni utyrani zyciem, z praca na glowie i jeszcze dziecko.
wy serca nie macie!!

ale co, zaskoczylo was to ? bo mnie tak.
Tak jak ankieta lekarska wyszla zgodnie z planem, tak ta, no nie wiem.
Błagam was, cos trzeba wymyslec dla równowagi bo tu sie okazuje ze co dom to Ojciec Bawiciel na maxa.
Tak byc nie moze.
Pomysle i zrobimy taka ankiete, która nie bedzie miała szans wyjsc dobrze.
Dobra?

No u nas co.

Niedziela.
Zbieramy sily na kolejny tydzien walki z zarazkiem.
w zasadzie wszyscy sa chorzy, apteki zbierają żniwa.
W otoczeniu mamy caly wachlarz wiec zmienia sie jak w kalejdoskopie.

Podobno w drugim roku nie choruja.

Chyba jak nie chodza do przedszkola.

Zoska mi wczoraj w nocy wywalil 38,8 co jest jakby zrozumiale w sytuacji uczeszczania do tej wylegarni ale nie po wlasnie zakonczonej infekcji.
Pomna zapalenia płuc objawiajacego sie nieregularna goraczka mowie wam.

Pamietajcie więc proszę o crp
Wiem, że trzeba pokłóć dzieciaka, ale na boga!

Jestem na etapie że przepłukuję nos juz wszystkim.

Soso mi powiedziala ze jak sie wleje do jednej dziórki od nosa to wylatuje drugą.
Jak pragne zdrowie, nie wiedzialam!
Tzn jest taka specjalan butelka nie i sie ja przykłada do jednej dziórki i sru leci drugą.
CZARY.
Ale dzieki temu wyobrazcie sobie po raz pierwszy nie poszedl mi katar na zatoki.
CZARY.
Tzn dla osoby która jak nie miala dzieci i nurkowala w meksyku to jest pryszcz.
ale ja jestem w stanie plukając sobie nosek utopic sie.
Lekutko.

Udalo mi sie dzis wynegocjowac u Larwy plukanie jednej dziórki.
Weszla w to.
Frans to tam wogle. jemu to mozna wysztko plukac.
potem inhalacje. potem oklepywanie. i juz po 6h mam dzieci obrobione.
caly dzien plucze, pukam i wdycham.

A to dopiero listopad.
poczekamy na hardkor w styczniu.

dobra.
zawijam sie w koldre zielonom i lece spac.

Miałam pozdrowić teatr tanca w poznaniu.
Bardzo pozdrawiam więc.

to tyle.