Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2007

bywalo lepiej

na stanie mamy angine, gluty i katar. plus bolace gardla.
plus moj kaszel i moje rozbicie wewnetrzne i zewnetrzne.
i naprawde mialam mimo wszystko dobry humor. i maz kochany. i pomimo tego wszystkiego tych katarow ciesze sie z zycia.
ale. ale. ale.

ale zawsze musi byc cos.

jebane dorosle zycie.

marze o tramwaju – symbolu wolnosci.

haps hapsi

z racji tego iz kaszel uniemozliwia mi w zasadzie wszystko od jedzenia przez mowienie do spania wlacznie poszlam do lekarza znowu.
prosilam blagalam tylko nie kodeina-amfetamina.
no to dostalam antyhistamine-spiacą Krystyne.
dżizas jak ona buja.
reranium jak nic.
kiedys bralam zyrtek i tez tak bylo. zwiekszone laknienie w przerwach wiecznej krainy snu.
a tera podobnie.
w zasadzie to chyba cel byl taki zeby mnie wprawic w takie odretwienie zeby kaszel mi wisial. no to mi wisi. tak mi sie chce spac ze w zasadzie mi wszystko jedno. moge spac i kaszlec. prosze bardzo.

poza tym nie wiem czy to jest dobry pomysl bym w tym stanie pisala swa strone internetowa.
bo w zasadzie wydaje mi sie ze jestem najlepiej malujaca wizazystka na swiecie.
i najbardziej oryginalna.
bo maluje w stanie permanentnej spiaczki.
moze zglosic sie do szkoly cyrkowej?

no nic.
w zasadzie w obecnej sytuacji problem zaszytych rekawkow jakos malo mnie obchodzi.
dzis jest 6 noc i w zasadzie szybko zasnely.
poprzednia noc chyba tez dobrze spaly.
no ja w kazdym badz razie tak.

na ulotce cudownych tabletek anty kaszlowych – jest napisane ze u doroslych moze wywolac sennosc (ale nie powinno lecz z racji subiektywnie odczuwanej sennosci nie zaleca sie prowadzenia schoolbusu)a u dzieci pobudzenie.
schizofreniczna pigula.
a moze jak te nowe podklady co dopasowuja sie do koloru cery?
ona dostosowuje sie do wieku.

no nic.
lece ogladac kube.

film o nieszczesliwych kobietach

powoli moj nastruj sie stabilizuje.
powoli przytlaczaja mnie nieszczescia tego swiata i swiadomosc ze NIIIIKKKTTTTT MNIEEEEEEE NIEEE KOOOOCCCHHHAAAAAA.

NIESTETY EUFORIA NIE TRWA WIECZNIE.
mnie trzymala tydzien wiec umowmy sie ze mam plan wyrobiony na najblizsze 3 lata.

poza tym mam taki kaszel ze nawet mowic nie moge wiec to tez nie za dobrze bo jak wiadomo kobieta musi mowic.
w aptece dostalam kodeine wiec dziekuje nie skorzystam bo pamietam jak wygladalam kiedys po kodeinie.
tak samo jak po ferwexie.
i sudafedzie.
mialam kontakt z panem kleksem i mocno rozszerzone zrenice.
wiec chyba pojde w persen bo w sumie nie wiem w co.
lekutko chce mi sie bowiem kaszlec szczegolnie jak zasypiam.
i juz po 2 h duszenia sie spie jak kamien.
az ktores z dzieciatek nie zorienuje sie ze zaszyte rekawki to rzeczywistosc a nie zly sen.

poklady cierpliwosci lekutko mi sie koncza no ale walcze.
po 4 dniach sam na sam z dziecmi , no wiadomo.
opiekunek glownie nie ma. a urocza pani G. jest super, ale jak juz przyjdzie, bo w zasadzie to jej sie nie chce.
juz w zasadzie to niepamietam kiedy gdziekolwiek bylam sama.
pierwszy sie rozbija po swiecie i potem jest zdziwony ze mnie nosi, a przeciez w tym tygodniu bylismy i tu i tu a nie sorry kochanie to ja bylem.

no ale nic to.

obejrze se jakis film o nieszczesliwych kobietach np.

nadal super.

wreszcie mam porzadny szlafrok czy jak tam zwal.
zawsze wydawalo mi sie ze szczerze nienawidze szlafrokow bo sa nieprzewidywalne.
w sensie ze mialam do tej pory taki rozowy wielki frotowy co byl totalnym ekshibicjonista.
jak kolwiek oplatalam sie paskiem jakikolwiek wezel zeglarski na nim wykonalam po 36 sekundach stalam gola i fajnie jezeli nie akurat pakujac wozek do samochodu.
i tak mnię to zniechecilo.
az wreszcie kupilam sobie szlafroczek la senza, nie za duzy nie za maly, lekutki z polarkowego cicika, taki za kolnko. czarny.
i ja w nim chodze juz 3h (zaspalam dzis matko swieta. dzieciary tez. o 10.30 zbudzil mnie wyrzut sumienia) i nic (jasne, 12.45 a ona w pizamie. nawet nie!! nago!!), nie rozwiazuje sie.
domniema wiec iz tamten rozowy mial po prostu jakas schize.
wiec zakochalam sie w tym bo jest mi w nim cieplo i zamierzam isc w nim po chleb.

no.

pisalam o bandarzowaniu kciuka.
pffff
larwa w miare zaakceptowala, ale blagam zawiazcie bandarz na malej raczce zeby nie spadl do rana. hahahha.
larwa jest na tyle uczciwa ze co spadl jej ten bandarz albo sie rozwiazal to wolala OJEJ!!! wiec latalam co godzine i wiazlam go coraz ciasniej.
wiec postanowilam pojsc na calosc.
doszylam do spioszkow przedluzone rekawki i zaszylam je skrzetnie.
od razu u fransa tez.
no bo przeciez nie bede oduczac wpier jednego potem za rok nastepnego.

no wiec frans jak go ubralam te ten spioszek po kapaniu sie lekko wkurwil.
a potem zeby podkreslic wage sprawy legl na kafelkach i szarpal zebami za rekawki.
larwa w zasadzie ok.

w nocy interweniowalam pare razy gdyz jakims cudem rączka wychodzila im przez dekolt.
super. musze zaszyc tez dekolt.
troche wyly ale wyspalam sie.

raniutko wiec skoro ten swit dalam jak zwykle im soku, fransowi zdjelam gore spioszku zeby mogl chwycic butelke.i poszlam ubierac larwe.

i za chwile dopadla mnie TA zlowroga cisza z franka pokoju.
wparowalam wiec wtepedy i zeszlam.

nie wiem pisac dalej?
czy nie?

bo bedzie wiecie o tym o czym rozmawiaja wszystkie mamuski.
heheh

otoz jak juz synek moj zdjel sobie spioszeczek do konca to sie okazalo ze zawartosc pieluchy wyszla plecami.
i on ten moj synek (bedzie artysta teraz juz wiem) rozmazal ta zawartosc na lozeczku, nozkach, przescieradelku, ochraniaczu, kouderce, scianie i buzce.

wybieglam wiec z domu i z glosnym aaaaaaaaaaaaaa pobieglam tam gdzie konczy sie horyzont.jak strus pedziwiatr.

tiiiiiiiiiii tit!!!!!!!!

a ty co robisz z rodzina w weekend?

niestety euforia trwa nadal.

lałam sie juz dzis po pysku, chlustalam woda po ogorach ( a pisalam wam ze jak sie pakowalismy na krete nie to juz bylam taka cala wiecie do podrozy, makjarz, drzinsiki sexowna koszulka no bo co nie bede podrozowac jak ostatnia. WYKOMPALAM SIE.i otworzylam lodowke. a w lodowce stalo wiaderko z jednym ogorkiem malosolnym. na najwyzszej polce. i to wiaderko postanowilo mi spasc na glowe. centralnie. wylalo mi sie pol litra wody po ogorach. ale no nieuwierzycie tak mi sie wylalo ze sie podtopilam. nie moglam zlpac oddechu. jakbym plywala w kiszonce. potem minute lapalam oddech. przylecial maz bo ma ratownika zrobionego wiec mowi PIERWSZA ŁAP ZA KOLO PLYN W STRONE LATARNI (latarnia nadaje sos jak oszalala – potem sie okazalo ze to bylo migajace swiatlo w lodowce). mowie mu NIE DAM RADY WODA DOSTALA SIE DO PŁUC.
wzywam ambulans NIE RUSZAJ SIE – DRYFUJ.
no. to sie poszlam wykompac. ale to byla tylko taka dygresja) i nic.

Nadal się ciesze.
A już extazy doznalam na spacerze po pomidory.
Somebody stop me
I w sumie co.
Jako ze nic mnie nie zniszczy to weszłam w odzwyczajanie larwy od kciuka
Bo ja mam dzieci kciukowe nie smoczkowe
I nadeszedl ten moment
Metody sa dwie : zaszywanie rekawka i bandażowanie
Weszlam w bandażowanie.
Poki co znosnie
Damy rade.

Grunt to rozowe rajstopy.

dolargan’s effect

krociutko bo mam 8 minutek

od 4 dni jestem w euforii
tak wiem, ze to sie kiedys skonczy i caly swiat rzuci mna o podloze i powie OCKNIJ SIE MALA THATS LAJF.
ale poki co plywam gdzies pod sufitem
i wiem ze chwilami jestem zalosna bo wiem ze bywa roznie a ostatnio pod gorke
ale chyba chwilunie moge sie pocieszyc?
w zasadzie zadowolona jestem ze wszystkiego
ze stanu swojego naskorka, z liczby dzieci, z odcienia zieleni trawy, z metrazu domu.
do niczego nie jestem w stanie sie przyczepic
czyli znaczy ze powinnam pojsc do lekarza jak powiedzili by znajacy mnie blizej
moze ma to zwiazek z tym ze maz mi powiedzial ze sie we mnie znowu zakochal,nie wiem (slodko sie zrobilo co??)
moze jestem pod wplywem jakis promieniowan z ksiezyca
moze sa w studni
a moze to tylko to ze kupilam larwie metalizowane bordowe kozaki na allegro?
naprawde nie wiem.
i tak mnię trzyma od 4 dni.
niewiem naprawde.
a nazwa listopad jest najpiekniejsza na swiecie wszak pochodzi od spadajacych złotych lisci z czerwonymi akcentami.

boze jaka jestem zabawna.

arabika ekslensso

otworzyla oczy.
przeczytala godzine z sufitu.
dziewiata… hmm. dziewiata. wstac?polezec? pokaszlec? wyprasowac? sprawdzic czy glos wrocil?
wszystko wydalo sie kompletnie bez sensu w obliczu blogiego spokoju panujacego w domu.
do uszu jej dobiegl tylko stukot kocich łapek i miarowe oddechy (chyba jeszcze bez stanu zapalnego krtani) jej dzieci.

polezala jeszcze 18 sekund po czym z nieprawdopodobna energia, jak codzien zreszta , ruszyla zbawiac swiat.

metodą malych krokow „codziennie po trochu” wyprasowala jedna bluzke, odlozyla na polke z wielkiej sterty 3 podkoszulki, 7 skarpetek i 8 stringaskow.
systematycznie i juz za miesiac pozbede sie tej gory prania.
nastepnie tak jak tego wymagaja miedzynarodowe kanony zalozyla wisniowe spodnie i zolty podkoszulek.

zamiotla skrzetnie izby.
z oddali dobiegl ja drzwiek kocich konwulsji.
minie zapewne doba lub dwie zanim zlokalizuje kocie wymiociny.

naczynia brudne umiescila w zmywarce.
czyste umyla jeszcze raz.
przeciez byla perfekcjonistka.

i jak codzien 16 min dla siebie.
z filizanka podrobka villeroy&bosz pelna parujacej arabiki akcelenso usiadla do komputera by schrupac dwa ptasie mleczka.
wiedziala, ze jest to jej przydzial slodkosci na najblizsze pol godziny. potem nastepna porcja.

przez ramie spojrzala na otaczajaca ja zielen.
padalo rowno. raz na maly kwiatek a raz na psie gowno.

zanim obudzila swoje pociechy rozpalila kominek i blask powoli oplótł jej sylwetke.

i z taka oleciono ciasna sylwetka w zasadzie nie byla w stanie sie nigdzie ruszyc. ale ona byla silna.
zrzucila kajdany i jak codzien podjela trud wychowawczy.

truchtem wbiegla na pietro by budzic swoje pociechy.

otworzyla drzwi i juz od progu zawołała:

KTÓRE MA KUPE DO JASNEJ CHOLERY???

ps. CZYTAM TWOJ STYL. udzielilo mi sie co?? kocham ta gazete.

nic nie mowie ale swoje wiem.ale nie powiem.

no wiec przestalam mowic. ale moge pisac!! heheh.
moge mowic szeptem albo gwizdac. moge tez zajarac cmika i puszczac litery z dymu.
moge tez kursywa wyryc conieco na tabliczkach gipsowych.
w zasadzie wszystko moge.
albo moge napisac cos mokrym palcem na czarnej tekturze a nastepnie sobie to POSOLIC.

od rozmow o zyciu dostalam zapalenia krtani.
zwykla obrona organizmu.
kupilam se wiec Twoj Styl, zeby pograzyc sie w lekturze i nic nie mowic. do czasu jak mnie szlag nie trafi po paru artykulach.

malowalam znowu dzis tematycznie pania z oseskiem.
z dzieciarami zostala niejaka pani G.
Pania G. znam stad, ze chodzilam do niej do przedszkola.i to jest dziwne.
byla moja pania przedszkolanka 30 lat temu i prosze znowu sie spotykamy.
hmm. i co sie wydarzylo przez te 30 lat? hm, jakby ich nie bylo.
sa kolejne dzieci.
matko ile ona dzieci przepuscila przez swoje rece.

no i po takim wyrwaniu sie z domu moge w zasadzie siedziec i patrzec na moje bączki ze wzruszeniem.
wogole nie najgorzej mi dzisiaj.

wiec zasiadam do twojego stylu i ciesze sie ostatnimi chwilami zanim dzieciary sie zaraza ode mnie i bedzie jazda bez trzymanki.

ohhh I believe that I’m ready for the love has to bring

na mazurach bylam. trudno uwierzyc nie??

pomijam ze jedziemy tam 8 h.pomijam.
takie zycie.

no i w zasadzie co.
pobyt uplynal nam na szykowaniu dzieciom posiłków zbilansowanych, ogladaniu Ally i piciu wina (i rozmowach o zyciu).
nalepszym wyjsciem byla zawsze jednak ucieczka z domu co przy trojce dzieci spiacych w zasadzie ciegiem caly dzien tyle ze na zmiane jest dosc trudne. wychodzilo nam ze wyjsc mozemy tylko miedzy 13.15 – 14.00 kiedy to żadne nie spi ale za to wszystkie jedza obiad.
ale przeciez dzieci nas nie ograniczaja!
trzy foteliki weszly z luzem i tak oto zaliczylysmy miejscowy ciuchland gdzie ciocia soso vel ciocia titit (larwa tak na nia mowila)kupila w zasadzie wszystko i tak oto mamy ubrane dzieci na sezon jesien/zima 2007.nastepnie zaliczylysmy miejscowe agroturystyki, konie, tuszki okonkow, pizze z pietruszka. tak, wszystko krecilo sie wokol zarcia. tak tak. a jak soso zrobila sos do mdłych gołąbkow to niczym feliks z popiolow golabki wstaly i odlecialy. jadlam te golabki na sniadanie obiad kolacje a sos wlewalam do wina.
no dobra ale co.
bylysmy np w kauflandzie.
o 20. bez dzieci (w pelnym makijarzu i najlepszych butach).
kiedy to punkt 22 znalazlysmy sie przy kasie jako ostatnie z pelnym koszykiem „trudnych produktow” pani dostala apopleksji.
Winogrona ja przerosly. Bulki, chleb, maslo. Oszalałyśmy.
Przy słoneczniku, który caly zjadlam przez 2h chodząc po sklepie pani dyskretnie zasugerowala ze DOSC POZNO ŻEŚMY SIĘ NA TE ZAKUPKI WYBRALY.
Bo ona nie ma kodu na słonecznika. A TA PANI ZJADLA CAŁEGO A W DZIALE NIKT NIE ODBIERA.
No to mowie ze niech go nabije jako rzodkiewke albo mopa. Albo kwiat lotosu.
No to usłyszałam NIECH PANI NIE UTRUDNIA I TAK JEST DOSC TRUDNO.

Raz Ewa wziela nas na spacer szlakiem typowej mazurskiej rodziny.
Wpierw poszłyśmy do najbliższego domostwa – stolarza.
Na dziendobry dostałyśmy po kieliszeczku bimberku, swierzo ubitego masla i ogolna wiedze jak wyglada zycie u podstaw bez firmy henkel.
Potem poszłyśmy do kolejnej rodziny wielodzietnej gdzie dostałyśmy pierogow fjużn bo z grzybami i kielbasa . Zosia gdzies się rozbiegla za kaczkami a ja ja wolalam ZIAZIA DZIE JESTES. Siedzące dwie staruszki podchwycily od razu : JADZIA!! JADZIA!! DZIE IDZIESZ!

Wysypiałam się dobrze bo nie słyszałam czy cos wyje.

I tak w zasadzie jak tylko przyjechałam to dostalam depresji ze zaraz będę musiała wyjechac.
I mysl ta zawsze nachodzila mnie gdy stalam na tarasie a wiatr owiewal pranie, i wtedy gdy zmarzlam gadając z mezem i potem soso kazała mi moczyc nogi w misce a do tej miski wpadla mi kapsulka z tranem i nogi walily mi śledziem.
I potem tez jak zza firanki widziałam odchodzące lato.

I do tego ta ally mc bill.

szkoda ze teraz bedzie jesień.

siedem lat w tybecie na taborecie ecie pecie

jestem.
o 10 lat starsza.
przeczolgana.
ale o 7 lat cofnal sie czas.
wiec w sumie i tak jestem 3 lata do przodu.
czasami trzeba bardzo siegnac bruku, wywlec flaki i sie w nich wytarzac.

na mazurach bylo bardzo sympatycznie.
napisze wam, no przeciez.

poki co. musze isc odeagowac do matrixa.
wejde we fjolety nie wiem, co jest w kolekcji jesiennej.

jedno jest pewne.

cos jest magicznego po 7 latach zwiazku.

cos sie magicznie zmienia.

i albo wte albo wewte.

u nas poszlo wte.