Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2007

pierwsza-zona pierwsza-mama

lubie ta chwile jak poloze dzieciary spac i wezne sobie orzeszki i usiade na chwilke z laptopikiem i tak bez sensu polaze po wirtualiach.
to jest nieprawdopodobne ze kiedys nie bylo internetu. to co bylo jak go nie bylo?

jak to napisala jakas wielka aktorka emma thompson ze jak posprzata w domu (oczywiscie sama sprzata nie ma zadnej pomocy) to potem siada i ma chwilowe poczucie ze panuje nad swoim zyciem.
no to mi sie teraz tez tak wydaje.

Zoska zaczyna mowic. i wziela dzis sobie pomidora urwala z plantacji i go wrombala. i umie mowic DZIURKA.
Dziwne to. przypomina to chyba uczenie sie obcego jezyka. stara sie powtarzac po mnie i dopasowywac wyrazy do rzeczy.
to jest ale czad ze jakbym zaczela do niej mowic po estonsku to nauczyla by sie po (chinsku) estonsku. i skoro ja ja ucze ze zaba robi KUM to ona tak wlasnie umie , a inna mama by zapewne inczej podeszla do zagadnienia. dziwne i przerazajace jak wielki mam na nia wplyw. dobra to jak wplynac zeby nie zachlala majac 12 lat.
Pasja Zoski sa owoce i no patrz pan, cukinia.

Francik natomiast to taki chyba moj syn.Histeryk z nigo troche ale brnie do celu. Caly czas mam swiadomosc ze zlapal sie psim swedem na ten swiat i ze moglo by go nie byc. i ze to jest takie dziwne ze byl ze mna sznurkiem zwiazany a teraz jest odrebny.widze ze Franek jest tuz tuz przed kolejnym skokiem rozwojowym i szykuje sie do chodzenia. Pasja Franka jest to co znajdzie na podlodze, kabanos, stary orzeszek, makaron, zurawina. cos tam zawsze sobie podje.A no i Franka wszyscy olewaja BO Z NIM JESZCZE NIE MA KONTAKTU. Nie to co Zosia.


no. to dzis bylo o dzieciach.

tak nie wiem, tak mi sie zebralo. no bo moze dlatego ze troche je lubie.
i jestem mama. dziwne.

A u mnie wszystko dobrze.
Glowa mi peka. nie wiem czy to nadal przez te tabletki ale w zyciu mnie tak czesto glowa nie bolala.
no ale juz je wyjebalam.
i tak o.
pojde posiac rukole i wsadze agrest do sloikow.

pofarbuje wlosy, zrobie pedicure i padne na ryj.

papa

i FEEL THUNDER IN MY HEART

z racji tego iz przyjechali chopaki z thunderbirds to nie mialam ostanio czasu na nic. nic spokojnie zjesc, zebrac dyniowate, no nie wiem, siku zrobic.
Przyjechali juz w poniedzialek i sie troche rzadzili.

Poszlam do ogrodu po cukinie i WTEM! pierdut.
W zasadzie to byli dosc nisko. W zasadzie to krzykneli WHERE DO YOU GOING WITH THIS CUKINIA. nie no umarlam. latali i latali. kij tam ze dzieci spia i w zasadzie nic nie slychac od godziny. wazne ze lataja.

we wtorek mial byc festyn lotniczy.
oczywiscie lało. Ale o moj boze.
Do lotniska mam rzut beretem to uwaga jade. no dajcie spokoj, ja nie pojade?

Oczywiscie od mojej strony wjazd juz zamkniety pani pojedzie przez miasto i w lewo. pfff.
Pani pojechala na most.(bo z niego i tak wszystko widac)
Kocham ten most bo z niego nie mozna dojechac nigdzie bo konczy sie polna droga i tam jezdzilismy z pierwszym na piwo, a teraz ja tu z wozkiem. Pf.
No nic. siedzimy, czekamy, dzieciary zjadly obiat.
No nic.
zaczelo malowniczo lac.
No nic. siedzimy wiec w samochodzie.
pf. troche oberwanie hmury.

dobra no. kurna TRUDNO. nie jesem juz tak do konca spontaniczna.
wrocilam do domu bo w sumie z tarasu tez widok jak z wiezy na lotnisku.

Troche sie chopaki domyslam wkurwily jak zaczeli latac a tu jebut thunder walnal. przelecieli 2x i polecieli jak widac na skedżulu (jak zobaczylam ich plan zajec na ten rok to zeszlam ) do la bella italia.

A ja co.
ja zrobilam cukinie faszerowane.

i tak bylo dziwnie. bo raz walilo gradobicie a potem ostre slonce.
i oni zapewne szli w tych strugach deszczu przez plyte lotniska, a sztandar ameryki łopotal na wietrze.
Strugi deszczu, polskiego deszczu laly im sie po twarzy ale oni nieugieci kroczyli do przodu.
Zeszli ze swoich maszyn przegrani ale dumni.
Zapytali swego dowodcy WHAT WASIT?? WHAT WASIT??? co to bylo? CO TO BYLO?? CZY TU W TYM KRAJU ZAWSZE KOBIETY MACHAJA DO SAMOLOTOW ZIELONYMI OGÓRKAMI?

jade zapytac czy nie potrzebuja pomocy kuchennej na lotnisku.

pamietacie???

kobieco

jestem w wiadomym okresie miesiaca wiec tak chce mi sie plakac ze umre.

ale nic to. dzisiejszy dzien byl odkrywczy.
i znowu dowiodl sily internetu.

Lezalam na kanapie i gleboko rowazalam czy skoczyc z tarasu czy utopic sie w oczku wodnym czy skoczyc na róg szafy ze stolu.
(i nie mam sie w co ubrac).

ale wtem! przyszedl sms od cashew ze z cloudy chca mnie widzec.
pf. i juz po 4 h bylam wyszykowana. podwieczorki rozdysponowane, stary na strazy i o moj boze 1,5 h wolnego.

fajnie no.
jezus jak dobrze porozmawiac z kobietami. matko jaki ja mam maly kontakt z kobietami. wlasnie to pojelam. ze kiedys kobiety byly czaescia skladowa mojego zycia.kwintesencja. i boze jak dobrze porozmawiac z normalnymi kobietami co sa przed slubami. i w zasadzie bylo by fajnie ale one caly czas chcialy rozmawiac o dzieciach.
w zasadzie nie wiem czemu ich nie wzielam, nie wreczylam po jednym i nie poszlam po japonki!
no ale ale. kocham swiat kobiecy. swiat pelen blyszczykow, lęków, nadziei.
musze sobie koniecznie wpisac w przypomnienia zeby o nim pamietac.
kocham kobiety za to ze nie analizuja, nie musza miec wzoru matematycznego na wiekszosc rzeczy, ze kieruja sie emocjami a nie kalkulacja, kocham je za to ze placza bez powodu.

no nic.
melancholia mnie dopadla i nostalgia.
i tyle.

nieznana jest sila boska swietego BOGDANA BLOGA (kiedys jak poznalam soso to nie jadlam i nie spalam, ale to juz inna historia. o moj boze no, chyba mialysmy wspolne zycie plodowe).

troche mi lepiej.

ale mam niedosyt kobiet.

dawac mi tu wszystkie!!!

cukinia faszerowana niczym suka nieokielznana

dobra no. nie mam czasu bo wyzwalam w sobie ta suke.
no, to troche zejdzie.
dzis ta domniemana suka ryczala przy kompaniu dzieciarow. no normalnie no kompiemy je, plusk plusk a ja normalnie rycze. nie mam slow na ten ich rozczeniowy sposob bycia. zycia.
no bo wkurwia np w robocie jak wszyscy od was czegos chca nie? no, to ja tak mam.
no nic. suke musze wyzwalac nie ma rady.

moj maz za to owszem wyzwolil w sobie wczoraj samczą suke.
zadzwonil se do blekitnej lini.

niektore cytaty :
- MYSLI PANI ZE MI PRZYJEMNIE INSTALOWAC TO PANSTWA GOWIENKO?
- PO JAKIEMU WY MOWICIE W TEJ FIRMIE??? PO FRANCUSKU? TO MOZE CZAS ZEBYSCIE ZACZELI PO POLSKU??
- JA NIE MUSZE Z PANIA GADAC, ROWNIE DOBRZE MOGE SOBIE OTWORZYC DRZWI DO LAZIENKI I TAK WSZYSTKO WYKRZYCZEC.
- PANI JEST ZDENERWOWANA??!!! ALE PANI NIE MA PRAWA!! TO JA JESTEM KLIENTEM. MI WOLNO SIE DENERWOWAC.
- I WIE PANI CO? WOGLE NIE POJDE DO TEGO WASZEGO PUNKCIKU I NIE BEDE TAM STAL 6 GODZIN W KOLEJCE Z EMERYTAMI!!!

ewidentna suka z niego co? (ma racje mowie wam, problem mamy z tepsa i szlag nas trafia).

i na to wszystko pisze mi cashew ze siedzi z cloudy w matrixie i kiwaja nozkom. fajnie. naprawde.

ide jesc cukinie.

tylko prawdziwe suki jedza cukinie.

ssssssssuka sssssuka ssssssuka

suka suka suka i znalezc nie moze

jestem bliska rozszarpania wlasnych dziecaczkow a przynajmniej zapytana O CO WAM KURNA CHODZI??????
nie mam pileczek, lalek, picia, wafelkow NIE MAM!!!!!!! KURNA NIE MAM!!!
Chce chwile posiedzie ci pogapic sie w sciane.

a no i cukina w ogrodzie ma wysyp.
jedlismy juz wszystko z cukinia.
skoro jest kawa z cykoria to moze zalac te zielone ogóry wrzatkiem?
ale przedtem chyba zaleje se wrzatkiem melise.
albo dzieci zaleje wrzatkiem.
no w kazdym razie zjedlismy juz makaron z cukinia, leczo z cukinia, quiche z cukinia i wygladamy juz jak zielone ogórki.

Tak sie ostatnio poczulam malo kobieca. jak stalam chyba nad garami zapewne.
nie wiem. moze dlatego ze przestalam byc posiadaczka swojego zycia? ze nie mam gdzie zakladac wysokich obcasow. no nie wiem.
no pytanie jak wyzwolic z siebie suke skoro caly czas szuka sie lalki i pilki?
gdziez poszla ta ukryta we mnie suka? nosz gdzie?

dobra kochani lece smarzyc ta cukinie nie wiem usmarza ja z melisa to moze sie uspokoje.
nie wiem.

tui de tła

w zasadzie to goraco.
ale nic to. maz przywlokl klimattzator zewnetrzny i wychodzac do ogrodu wdziewamy puchowe kurtki i lyzwy.

za 2 tyg moze ten urlop nie.
bez dzieci.
juz to widze jak wsiadam do samolotu (czy w samolotach jest teraz alkochol? czy se go trzeba kupic czy jak. bo ja na czezwo nie dam rady. ludzie nie lataja no co wy. patrzcie na ikara) i modle sie zeby nie spasc bo chce jeszcze swoje dzieci w zyciu zobaczec.
juz widze to rozdarcie.
no nic.postaram sie je skutecznie zniwelowac.
no dobra no powoli mysle o tym urlopie (ostatnio to na urlopie bylam w kenii 78 lat temu). organizacyjnie sobie ukladam transport dzieci do rodzicow i takie tam.
ale poza tym nie mysle.

i tak o.

firlipirlitirli

nie wiem co sie stalo krotsze, noc dzien czy moje wlosy ale nie wyrabiam.
nic jakos nie zdaza. nic jakos sie tu nie uklada jak powinno. nawet pranie nie uklada sie samo. a powinno.

jedyne co to dynia sobie wszedzie wszystko poukladala i wzchodzi nam dalej wszedzie.
bedzie sie dzialo w halloween.
a i glodna jestem. a nie powinnam. oj tak. buleczka zez serkiem oj tak.

wczoraj troszke tez jakos bylo a nie pownno tak byc.
najpierw maz poszedl po wino do piwnicy.
i wtem! slysze brzdek i SZZZYYYYYBKOOO SZMAATTEE.
schody rowno uslane czerwonym winem. a ze po drodze stala kocia kuweta to jakos za jednym zamachem maz rozsypal w to wszystko zwirek. niezbyt swierzy.
zwirek zaczal wsiakac bo wiadomo taka rola jego no ale ilez on mogl wsiakac.
no nic. juz za 67 min mielismy sytuacje uratowana a w domu roznosila sie won kocich szczochow w polaczeniu ze spirytem.
czarownie.

nastepnie zapragnelismy miec polaczenie laptop – telewizor.
pozostalo tylko podniesc 45kg telewizor i wszczepic w odp. dziurke odp. kabel.
dodam iz stary stojac na stolku jakos dziwnie krotko byl w stanie utrzymac telewizorek no bo ja nie moglam znalezc tej dziurki i on strasznie krzyczal i stekal a ja tak mam ze jak ktos cos niesie ciezkiego np i krzyczy OJEZUJEZUJEZU ZARAZ PUSZCZE to i sie panicznie chce smiac.
co ja moge w zadsadzie dodac. w zasadzie tylko tyle iz moj wczorajszy smiech nie byl na miejscu i sprawa rozwodowa w toku.

dzieciaczki cudownie.
Frek nadal w okresie JESTEM NIESMIERTELNY CO MI ZROBISZ. HAHHAH. HA.
Zosia dostala pierwsza w swoim zyciu lalke i przepadla.

a ja co.
ja w przyslowiowej dupie.

lece po ta kanapke.

chasing the girl

chejsing the girl

napisla bym cos naprawde ale teraz dla odmiany mnie leb napierdala.

no przeciez ze oszaleje.
i w dodatku moj maz wrocil z delegacji.
a dzis na niebie ma byc widac jakiegos satelite i to okiem nie ubranym. i to za 8 min. a my w przyslowiowej dupie (strasznie mi sie podoba to przyslowie polskie – idzie lato a ja w przyslowiowej dupie. sosko skad je wzielas?).
w zasadzie to zostalo jeszcze 7 min.
a ze mna jest naprawde zle. tak mnie glowa rozbolala ze nie bylam w stanie zjesc bobu. a ja kochm straczkowe).
bo wiecie ta satelita zbiegla sie z tym ze moj eten maz wrocil z tej delegacji.
ale ale.
przywiozl kurwa lunete.
czy ktos moze mi to zinetpretowac?
gdzie on byl na tej delegacji? w NASA?
no nic. a nam sie wydawalo ze sasiad jest dziwny bo strzela ze strzelby choc ostatnio wszedl w japonskie sztuki walki (sasiad zasna u nas ostatnio na kanapie, wiem to od jego zony).

i to w zasadzie tyle.
i ta satelita ma byc widoczna o 21.58.

a i gonilam dziewczynke ostatnio.