Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Maj 2007

masz 1 URLOP w koszyku

jak nic PMS (albo trzeci trymestr).
Rozplakalam sie dzis jak zawloklam moskitjere (na wzor zeby dorobic pozostale)na drugi koniec miasta i ledwo mi weszla do samochodu i oczywiscie musialam wziac ze soba dzieci i gowno bo nie dalo sie zmierzyc tej moskitjery i ten pan mi powiedzial BOZE NIECH PANI JUZ TU DO MNIE NIE JEZDZI Z TYMI DZIECMI JA DO PANI PORZYJADE PO PRACY PRZECIEZ NIE MOZE PANI TAK SIE TU WLEC.
potem pojechalam zapalcic za urlop i matko swieta jakos tak chyba dawno w biurze podrozy nie bylam.
no nie wiem ale wydaje mi sie ze w takim miejscu powinno byc bardziej intymnie no nie wiem jakies konfesjonaly powinny byc a nie ze tak przy 5 innych pracownikach mam mowic gdzie chce pojechac. ja to jestem w stanie opowiedziec tylko tej MOJEJ PANI IWONCE anie Panu piotrowi i Pani kasi.
i ja cos pytalam a to pytanie rozbrzmiewalo w calym pomieszczeniu i tak nie wiem. w dodatku dzieciary wyly i fajnie naprawde.
boze no ja to bym chciala chyba kupowawac urlop w ciszy i spokoju a nie nerwowo podtykajac biszkopty bahorom.
moze az tak bardzo przywyklam do kupowania przez internet ze nie umim pojsc do sklepu?
no nic urlop kupiony.
potem jeszcze chcialam jechac do pzu ale nie dalam rady psychicznie.

zjadalm garnek pesto plus miska truskawek z bita smietana i zaczelam ogladac bridget. duzo se nie poogladalam.

ide kompac dzieciaki a potem to ja juz sama nie wiem co.

))))))))))))

juz.
nie nie potopilam dzieci w wanience. choc mnie raczki swierzbily.
matko jak chce mi sie plakac.
dobra, ide sprzatac. jak codzien.
lazienka wyglada jakby pierun jebnal pralnie chemiczna.
kuchnia jakby mieszkalo w niej 7 studentow.
w sypialni mam lumpex zaraz po dostawie.
na tarasie mokre pranie – nadal.
w lodowce stary sledz.
i nie mam jajek.

yyyyyyyp

with jalapeno red peper

stary w rozjazdach , lodowka zapakowana lodami bambino w czekoladzie, a ja w rozsypce.(bylam w kerfurze, luz, zgubilam tylko pomidory)
przez chwile wydawalao mi sie ze panuje nad struacja.
hahhahahah
hhahaha

hahahha

tzn moje wyobrazenie o KONTROLOWANIU SYTUACJI polegalo na tym iz franek lezal i gryzl cos tam a zosia chodzila sobie i cos tam se robila.

az tu nagle franek zaczal sie ruszac w kierunku przeciwnym niz siostra i mam kurna problem.
nie nadazam jak boga kocham.
nie daje rady.
po 6 min od zaprzestania sprzatania jest tak samo.
pamietacie parapet ktory raz posprzatalam?? to dobrze. Takim go zapamietajcie.

dobra no powiem wam no (jestem w ciazy).
kurwa po raz pierwszy w macierzynstwie lapie sie na tym ze nie nadazam. ze cos mi sie wymyka.ze kurwa zastaje franka ja wylewa se na glowe miske z woda dla psa.
ze lapie sie na tym jak robi sie nagle siedemnasta.
ja przepraszam ale z jednym dzieckiem to jest plaza.
ja przepraszam.
naprawde chwilami jest co robic wiecie? ale nie, przeciez to nie jest tam zadan praca. przeciez ja nie zarabiam na dom. no co wy.

no nic. jutro za to musze jechac zaprzestac polise do pzu i zawiezc moskitiere. tak z dwojka dzieci. bo opiekunki sie glownie ucza albo choruja. i tak od 3 tyg. ani grama opiekunki. zajebiscie.

padam wiec w czelusc poscieli i tyle.

i jestem tak wyluzowana ze pranie mi dzis zmoklo 2x.
let it rain.
on me.

ciach ciach ciach

i co no. i nie zdazylam kupic lodow i bede musiala kombinowac. no nic wyrwe sie jak poloze je spac. trudno.
starego nie ma wiec jakos musze kombinowac. wiec opcham sie lodami i udam ze nic nie wiem o zaistnialej sytuacji.
no i co.
wczoraj udalo sie nagle wyrwac bez bahorow do miasta wiec nie mowie nie. poszlismy az sie kurzylo (stary zapomnial portfela i musial wracac no ale nic nie zburzylo mej radosci).
poza tym zaistniala opcja urlopu.
nie wierze, nie ciesze sie i ubezpieczam W PRZYPADKU REZYGNACJI.
rodzice moze i lekko przejrzeli na oczy bo zaofiarowali tydzien ze zabiora bahorki.
wiec biore ten tydzien i nie dyskutuje.
a no i poszlam obciac wlosy.
bo mowilam ze juz nie zdzierze.
Wygladam troche jak panienka paziowa, no ale ubylo mi z pol roku wiec nie narzekam.
a no i stary w delegacji. hata wolna wiec co.
wiec nic oczywiscie.
rozkoszuje sie latem upalikiem i tym ze niech se bedzie upalik i nie jestem w ciąży (wiem wiem, wy biedne co niektore macie brzuchy w te upaly. cos o tym wiem. ).

wiec wiecie.
dziekuje za wszystkie historie waszych żyć, lubie je wszystkie.

zrobie sobie kawunie.

0000000000000000000

no i nie pojechalam po lody bo poszlam podlac ogrodek i zobaczylam ze szpinak jest w zasadzie na wylocie wiec se mysle a wezne go, umyje, podsmarze i zamroze.
tjaaa
wyszla z tego wielka skrzynka i w zasadzie wrzucilam go od razu do wanny i mylam go 67 min.
potem drugi raz zeby juz na pewno wygonic mrowki i slimaki i teraz juz nie mam sily go usmarzyc bo jak nic 10patelni wyjdzie.
a w morde.
i tak co.
i tak siedze sama dzieciaczki cicho posapuja w lozeczkach a ja tak sobie siedze.

888888888888888888888

i tak sobie siedze, pisze plan makijarzu na jakis tam konkurs i wiecie co?? zmrozilo mnie. jasna cholera.
macie no. wszystko przez to wyluzowanie blogaskowe.bunt ortograficzny przyniosl rezultaty.
wlasnie mi world poprawil slowo makijarz na makijaz. o jezu no mi sie zawsze myli , makijaz , kamuflaz, modelaz. cholernie ortograficzny mam zawod. i jeszcze wizaz. i skad ja mam to pamietac. no ale w kazdym razie wyslalam zapytanie meilowe do firmy kosmetycznej uzywajac w meilu 2x slowa makijarz. w takiej to wlasnie oto pisowni.
zajebiscie. ide sie powiesic na zakladce ze slownika pwn.

a no i ogladam faschion. a tam same gole cycki. i wlasnie!!! jezus!!! ja po tych ciazach wiecie stracilam bjust.
halo czy ktos widzial moj bjust.
wsyslo mi.
nie mam nic. nawet lekkiego uwypuklenia. nic. ratunku. gosiu. co robic. slyszalam ze implanty wprowadza sie teraz przez pempek. i na to powinno byc becikowe. na doprowadzenie bjustu po ciazy do stanu pozadanego.
gosiu no.

kamis – zycie ze smakiem

jakie to jest dziwne (moment wina musze se nalac, no i masz babo placek wino sie skonczylo) ze poza moim domem o obrysie 8×9 m i dzialka rekreacyjna o obrysie prostokata ze no poza nimi dzieje sie jakis swiat nie?
ze gdzies tam dzieje sie tyle rzeczy.

bylam u kolezanek, tak.
znowu zachlystnelam sie zyciem zewnetrznym ( i zobaczylam jak na kanapie w gazecie – gazeta lezala na kanapie, wystapil moj byly kochanek i w sumie to opowiadam go raczej jako legende no moze anegdote bo powiedzial WIESZ CO NIE MOGE TERAZ ROZMAWIAC ODDZOWONIE ZA CHWILE. czekam czekam i czekam. po paru miesiacach dowiaduje sie ze sie ozenil. pewnie dlatego nie dzwonil) i co. i teraz tak siedze zachlysnieta i co. i co ja se tak w zasadzie mysle. ze moge wszystko?

i nie wiem co mam powiedziec jak patrze na zdjecia zrobione przez A. jak je ulozyc pyta A. a ja co. ulozyc trzeba wedlug schematu. schematy sie sprawdzaja to wiem, rano mleko potem zupka jarzynowa potem kleik potem znowu mleko. wiec moze ulozyc wedlug konsystencji? rzadkie geste geste rzadkie? moze wedlug kolorow zabrudzen sliniakow?

i spotkalam przedtem na starym pchajac wozek K. ze studiow. i co i ona ze meza nie ma i ze dzieci tez nie ale wie ze juz czas. ale moje takie slodkie. blllaagggaammm. slodkie. i co i ona wlasnie wyszla z pracy i szuka kiecki na wesele. bo caly czas chodzi na cudze wesela. a ja caly czas chodze na wlasne kinderbale.

ale slucham i chlone. fasynuja mnie inni ludzie. fasynuja mnie ich historie. fascynuje mnie fakt ze mowie do kogos a ten ktos mnie rozumie i jest relacja komunikat-odbior-przekaz zwrotny. i ze jak cos temu komus powiem to on nie rzuca sie na podloge z rykiem tylko mnie slucha. dawac mi tu szybko wszystkie historie zycia bo potrzebuje ich do zycia.

nimi posole wlasne.

szał-wia.wia-dro.

alez oczywiscie ze mozna.
z dwojka dzieci.
alez jasne.
wypralam hamak (nic nie zeszlo bo plamy od zywicy. ale co se poprałam to moje.wiem wiem, PLAMY Z ZYWICY WYWABIAJ TERPENTYNOM).
Umylam taras (nic nie widac bo pies napil sie wody z miski i z kapioncym pyskiem przebiegl sie po tarasie).
zrobilam obiad.
pojechalam zrobic frankowi zdjecie do paszportu (wyszedl jak kretyn ale to nie moja sprawa).
kupialam mamie prezent na dzien matki, (taki wieszak do postawienia i wloklam go przez pol miasta razem z wozkiem z bahorami wiec troche wygladalam jak kretynka ale to juz nie moja sprawa).
teraz tylko czeka mnie prasowanie, podreptanie i zemdlenie.
ale wpierw musze se posprzatac kanape z kocich zygowin zebym miala gdzies zemdlec.
aha jednego czego dzis nie zrobilam to nie zamowilam moskitier.i nie umowilam franka do dentysty bo pediatra zahisteryzowala ze trzeba mu podciac wedzidelko ale chyba nie podetne bo podobno sie nie podcina.
mam wrazenie czasami ze swiat medycyny zatrzymal sie gdzies w wieku czternastym i nadal panuje ciemnota i wrozbiarstwo jezeli chodzi o stawianie diagnoz. a i owszem mozemy wykonac milion badan ale i tak nikt nie umie ich zinterpretowac. wiec moze po prostu jak komus wyjdzie wrzud na dupie to wieszajmy go od razu bo to znak ze chory ma trad i powiazania z mafia czarownic.
no i nie wiem moze se jednak jeszcze ten dowod wymienie?
czy nie ma sensu moze?
i musze zrobic liste extrimow, co mozna zrobic jeszcze z dwojka dzieci.
a nie umyla bym wszystkich okien??
ja bym nie umyla???!!!
i nie skosze trawy??
(jak nic przyplyw energi, charakterystyczny dla drugiego trymestru)
i nie opieke kurczka w lisciach szałwi?

z luzikiem.

no ale jak robi kaczka?

mozecie mi kurna powiedziec jak to jest mozliwe ze jest 17.03 a z widocznych rzeczy widac ze posprzatalam papiery na parapecie???!!!!
to co ja robilam od 10 rano? dosz cholery no co.
bo przeciez efektow wymiernych nie ma czyli nic. no tak. jestem w stanie sama uwierzyc ze caly dzien nic nie robie.

bączek wyruszyl.
i nosz kurna moja czujnosc oslabla. dziecko mnie raczkuje i sciaga i wpieprza wszystko a ja normalnie sie rozleniwilam i lapie sie jak juz pol celulozy zjedzone.
boze alez jak ja sie ciesze ze juz to ostatnie raczkowanie w moim zyciu.
za stara juz jestem.
no nic.

stary maluje hustawki, a ja co.
ja nic.
zaraz wykompiemy bahorki i poszukam www.wielkopolska – na – niedzielke – z maluszkami.pl

dobra lece jeszcze na dwor.
poloze sie na trawie i powacham pomidory.

no, no regret

Bardzo bym chciala zeby muzyka byla mocno obecna w zyciu moich dzieci. zeby sluchaly jej zawsze, jakiej to juz mniej wazne.

z mojego dziecinstwa przed tym jak sama dokonalam wyboru czego bede sluchac (wybralam zespol hereys i modern talking) wpojono mi boney M i Edith Piaf. Tzn Edith pojawila sie pozniej ale byla to pierwsza ambitniesza muzyka w moim zyciu.
Moi rodzice mieli takich pseudo znjomych co ona byla pseudo artystkom a on pseudo wariatem.
Prowadzili pseudo scene artystyczna, na starym, z jedna z pierwszych w poznaniu restauracji.
Mialam moze 10 lat i pamietam stoliki z lustrami, zaciemnione okna, poledwice z malem czosnkowym (stad moje pytania o poledwice kurna kochalam ta polendwice jezus), i Edith Piaf grajaca gdzies w tle.
ale to bylo miejsce artystyczne i weneckie maski na scianach byly dla mnie fascynujace.

no i wlasnie.
ta edith.
pierwsza inna muzyka, francuska, melodyjna, zywiolowa, wpojona z krwia z poledwicy.
no co. kochalam edith.

no i wlasnie.
dzis tak sobie luzno zucilam TO JA POJDE DO KINA NA TA EDITH.
NO. TO POSZLAM.

I CALE MOJE DZIECINSTWO LEGLO W GRUZACH.

caly film przeryczalam, potem szlochalam a potem zabraklo mi husteczek.

bo co no. bo okazalo sie ze ona byla nieszczesliwa i ze te wszystkie jej piosenki co tak pieknie brzmia po francusku to jeden wielki zebraczy niekochany ból.
nie moge no.
jaka ona byla biedna ta edith no.
nie no wiem, byla slaba, troche sobie pomogla wiem, ale nosz kurna no.
przejrzalam na oczy i teraz juz umre ze smutku.
ja nie wiem czy ja jako matka sie zrobilam taka wrazliwa no ale ja nie wytrzymuje jak oni mi pokazuja znowu brudny paryz i zasmarkane brudne dziecko, dziewczynka lat 5, z glutami pod nosem i ona marzy o lalce i ma w koncu ta lalke i to jest jedyna lalka w jej zyciu.

i kurna jest ta edith potem ikona muzyki francuskiej . Po smierci. oczywiscie.
nie moge no.

i ta edith byla tak zakochana. a on mial zone a ona dla niego wszystko. a on zginal. nie mam slow. boze jak jej musialo byc ciezko. jak ja ja rozumiem.

i jak mozna bezczescic edith puszczajac ja do kotleta.

a wezcie.

rozbita jestem.

23.03.16.05.2007.

tak, jezeli o to pytacie stary nadal mnie wkurwia.
plus kurna jakies takie fale zmeczenia ze przysiegla bym iz antonina w drodze.
plus franek stanal sam przy stole,
plus zosia powiedziala slowo TUTAJ (ale tylko jeden dzien).
plus wlasnie skonczylam pedicure i zeszlam z wysilku a to dopiero poczatek akcji BADZ PIEKNA OD STOP DO GLOW POMIMO TEGO IZ PADASZ NA RYJ ALE PRZECIEZ NIE MASZ POWODOW BY CZUC SIE ZMECZONA.
tak, jeszcze troche a uwierze ze moje zycie jest cudowne a zajmowanie sie dzieciaczkami jest wymarzonym moim celem w zyciu plus uprawa ogrodka jednym paluszkiem plus skrobanie kafelkow po malowaniu plus brak urlopu od 3 lat. ale przeciez moje zycie to urlop. dobra jestem wkurwiona nie przecze. musze cos z wlosami zrobic bo mnie wkurw kolejny szczela bo wygladam tak samo od 6 lat i nie bede tak dluzej wygladac. pierdole. posole se te wlosy moze wypadna. potwornie kusi mnie bląd i krotki wlos. chyba musze isc do kolorystki. aha i ogladalam taki program gdzie pewna amerykanska blondyna (jezus jaki mam slowotok) radzila roznym tam fleja jak prowadzic wzorowy dom i ZE TRZEBA MIEC SYSTEM I CALA MASE KOSZYKOW I WOGLE SEGREGOWAC WSZYSTKO ALFABETYCZNIE I BRON BOZE NIE WIESZAC RYSUNKOW DZIECI NA SCIANACH I ABSOLUTNIE NIE POWINNO BYC ZABAWEK DZIECI POROZRZUCANYCH PO CALYM DOMU. NIE NADAJE SIE JAK NIC. dobra ale posprzatalam w szufladzie.
aha boze i hauturzylam ostatnio!!!w sensie ze zaczely mi sie znowu makijarze, bylam na sesji zdjeciowej (blagam was malowalam polozna i bobaska 3 mc i wszyscy cwierkali jaka piekna dzidzia nosz szlag mnie trafia czlowiek sie wyrywa z domu wlecze bahory do matki, ubiera sie paradnie i frunie na skrzydlach (parkomaty zepsute, musialam dzwonic do wydzialu komunikacji ze mi polknelo i to jest sposob mowie wam, ja tak robie dzwonie i zostawiam potem kartke za szyba ze rozmawialam z pania i ona mi nie kazala juz wiecej placic) no wiec czlowiek sie wyrywa z chaty chce poprzebywac w swietle fleszy podelektowac sie studiem fotograficznym a tu masz kurwa BOBASEK. I TO TAKI NOSZ KURWA SLODKI. I potem jeszcze walnelam jeden slubny i kurna ma teraz kasy jak lodu i nie wiem co znia zrobie. i nie mam jak wstac po wino bo mam pomalowane paznokcie u stopek (stopaski kochanie takie slodziutkie tititiit).
aha a w wysokich obcasach stoi napisane ze wiekszosc kobiet to sie najbardziej boi choroby dzieci. czyli ze nie jestem zupelnie nienormalna.
i co jeszcze jak juz tak poszlam w ten slowotok.
czuje ze nadchodzi era (albo plus) zmian. zmienie se posciel, zmienie se obicia kanap, zmienie se wode w kwiatkach. i wymienie sol w solniczce na nowa zeby se wszystko pieknie posolic swierza sola.

dobra.
potruchtam wokol stolu.
i zjem kindziuka.

tez

u mnie tez.
zla passa.

cos dlugo.
a w dupe.

jak zwykle w sobote – castorama

przede mna lezy kalafior.
lezy i patrzy na mnie od 3 dni.
przejrzalam juz wszystkie strony www.100dan-z-zkalafiora.pl i nic.
w koncu postanowilam zrobic z niego taka salatke co w pikolo byla.
nie wiem czy stary zaakceptuje to na obiad a nie udziec barani ale zwarzywszy na to iz no gdziez on moze byc jak nie w castoramie to nic mnie to nie obchodzi czy bedzie zarl czy nie.
wlaczylam dosc glosno zespol WHAM zeby zagluszyc dzieci, i moze sie obudzic bo pije 47 kawe i tylko poczucie obowiazku nie pozwala mi zasnac.

no wiec co.
stary w kastoramie. powiedzial ze musi sobie cos kupic bo nie robimy remontu jednak (kurwa dacie wiare, cement na podworku ale nie robimy jednak bo kurwa zamiast 3 tyg remontu wyszlo 3 mc i 3x wiecej kasy co zalozylismy. wiec dupa. i zeby zaizolowac dom od zewn trzeba by wykopac row o glebokosci 180 cm. i takie tam kwiatki. i wylac 7 ton betonu. wiec chyba jednak wejdziemy w kosiarke, z ktora obstawiam stary wroci).

wiec poprzestalismy na pomalowaniu korytarzy na bordo, fiolet i pomarancz i teraz jest tam ciemno jak u wrozki w korytarzu.

bylam dzis z larwa u okulisty jako ze mam schize ze odziedziczy po mnie astygmatyzm, dalekowzrocznosc, cylindrycznosc czy co ja tam mam.
technika nie ukrywam poszla do przodu.
pani przystawila larwie pistolet do jednego oka, pyk, do drugiego pyk. potem poszla z pistoletem do takiej skrzynki, przeslala tam dane i kurwa wyjechal paragon z werdyktem.
jezus maria.
no i tyle. nic jej nie jest, zeza tez nie ma.

no i tak teraz nie wiem.
kwiaty posadzone, mam ich tyle ze nie ma gdzie przejsc na tarasie, pomidory zagrzewam do walki bo chce jutro zrobic bolonese, pralka chodzi (biale, 90 stopni, ace delikatny odplamiacz, E – wanila&coconut).

chyba pociesze sie chwila.

i skocze na piwko (iwko iwko skocz po piwko taki byl dowcip kiedys).