Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2007

to byl maj

Chcialam dzis poruszyc dwa tematy.
tematy nasunely mi sie dzis jeden jadac na krzciny, drugi wracajac z krzcin.
Oba frapujace i oba cholernie wazne.

Pierwszy to problem przykucania od wielkiego dzwonu a drugi to syndrom dojezdzania na raty.

Czyli ze wpierw o przykucu.
Jest cos takiego zauwazcie na wszystkich imprezach typu wesela, chrzciny, komunie (na innych imprezach tez do wystepuje ale tu jest nadwyraz widoczne wrecz ja tylko to widze na tych imprezach) ze sie przykuca.
Obrazowo nazywajac sprawy to siedzi Panna mloda juz 1/3 wesela za nia, atmosfera nieco rozluzniona i siedzi ta panna na szczycie stolu i co rusz do niej ktos podchodzi. A to stryjenka ze strony wojka, a to kuzynka z elblaga, a to cioteczny szwagier. I zauwazcie ze zawsze jest takie charakterystyczne ujecie ze ona siedzi a ktos podchodzi i KUCA zazwyczaj za jej krzeslem, ot tak zeby zamienic slow pare ah no bo kiedy taka nastepna okazja, ah musimy sie zdzwonic, ah piekna sukienka ah w kosciele myslalam ze zemdleje ah kiedy planujecie dzieci ah ten prezent od nas mam nadzieje ze sie przyda. I zawsze ktos kuca kolo tej panny mlodej, ewentualnie obok innej czesci rodziny ale tylko tej najblizszej panny mlodej.
I to z reguly za jej krzeslem no bo wiadomo ze para mloda siedzi przy tesciach a ci roznie z tanczeniem. No dobra jak jest miejsce to siadaja kolo niej.
Na chrzcinach jest kucanie wokol matki dziecka, na komuni nie wiem, powiem wam za 6 lat.
I zawsze ino tak patrze jak impreza przechodzi w podgrupy kucajace.
Taki zwyczaj narodowy.

A drugi syndrom skojarzyl mi sie bo my zawsze wyjezdzalismy z takim naszym towarzystwem na dlugi weekend do tuczna pod poznaniem. No i boze jak bylo fajnie.
Nie wiem z 10 lat tam jezdzilismy. Wpierw sami jakby tzn trzon staly jechal a potem zaczely sie robic pary wiec trzon sie podwoil. I wszystko bylo fajnie ale wszystko popsula larwa bo odkad sie urodzila to urodzilo sie jeszcze z 5 dzieci i tyle bylo z wyjazdow. Szlag.
No ale jest cos takiego nie? Ze dajmy na to trzon skladajacy sie z 7 osob juz jest na miejscu i w zasadzie od 13 juz leca piwka, posciel z recepcji odebrana, gril lezy pod drzewem, lodowki zaladowane karkowka i siedzimy PRZED DOMKAMI.
I zaczyna sie.
Bo wszycy zaczynaja dojezdzac. Z reguly niektorzy znaja droge wiec tylko dzwonia zeby powiedziec gdzie wlasnie sa , ale ci co nie wiedza!!
no i to jest wlasnie ten syndrom, ze dzwoni telefon, jedna osoba odchodzi na bok i tylko slychac jak tlumaczy szescdziesiaty raz jak dojechac , ze za tym drzewem w lewo za tabliczka na Nieprószewo 8. i tak 46 razy. A potem jest juz ciemno i za drzewami widac swiatla samochodu i ta/ te osoby przyjedzaja wszyscy sie dra i ktory nasz pokoj a my juz tacy nabombani hahaha a tu jest toaleta hahah a tu dla was piwko.
Tyle ze jak wczuje sie w ten syndrom to czegos mi zal.
Tych blyskajacych swiatel za drzewami.
Tych melodyjek starych nokii.
Tego pierwszego wieczoru kiedy jest tyle energii jeszcze.
(kurna to juz za mna ten etap? Osz kurwa ja pierdole)

Gdzie ten maj w moim sercu???

ps. wstalam dzis rano i apropos tego wszystkiego przydazyla mi sie taka oto histroryjka.
w zasadzie to wydawalo mi sie ze jedynym moim problemem bedzie to iz telefon meza darl sie od 8 i nas obudzil.
tja.
no nic zanim dzieciaki wstaly spakowalam torbe bo o 14 jedziemy do znajomych na wies, gril, taras, ah to moze winko,ah co uwas, ah jak cudownie sie wyrwac.
i tera uwaga bedzie ostro.
kurwa.
wchodze do zosi i co widze????
gluty zesz jego mac.
gril poszedl sie jebac, wtorkowy tez.
caly tydzien bede siedziec i wycierac gluty i nawilzac sluzowki.
ja pierdole.
nie dosyc ze wziely mi zycie,pieniadze i wolnosc i wyjazdy to jeszcze to.
chce mi sie plakac.

i love fashion tv

odrobine mnie zmartwilłyscie ze problem suchych rak jest taki globalny,

Mysle ze ja teraz udam sie do jakiegos koncerniku i opowiem o waszych problemach i stworzymy wreszcie kosmetyk na miare wspolczesnej kobiety.

Za zarobiona kase wynajme opiekunke na 78lat.
(jutro opiekunka! boze dziekuje ci za Marry Poppins)
no ale zmobilizowalo mnie to wszystko i spie w tych rekawiczkach i walcze.
(apropos, zaraz zasne),
i wlasnie apropos rekawiczek.,
musze isc do ogrodka odchwascic groszek. bleee
nie mam sily za grosz ale sie zwleke.

co ja chcialam, dawno nie bylo o facetach nie?
ze penisy bez wyobrazni.
oj dawno. bo niby juz wszystko zostalo powiedziane.
ale jedno co powiedziala pani B. jest troche prawda czasami.
Ze kazda z nas jest samotna matka, przez wiekszosc dnia przynajmniej.
i cholera czasmi meczy mnie to ze jak ja nie bede pamietac to juz koniec. to dzicko bedzie mialo zeza i krzywe zeby bo przeciez stary w zyciu nie zapamieta , on nawet nie zauwazy ze jego dziecko ma zeza.
i tak chyba bedzie. ze do konca zycia bede pilnowac, notowac i umawiac. niby normalne ale dla mnie nowosc.

i jeszcze jedno co powiedziala z kolei L. ze taki facet to jak idzie do pracy to tam go naladuja pozytywnie. Alez Panie Marianie derektorze gratulujemy udanych negocjacji, zna sie pan na rzeczy. no ma jakies efekty pracy. I jest doceniany. A kobieta w domu jasne jest doceniana przez meza. jasne.
i usmiechy dzieci wynagrodza. jasne.

trudne to wszystko
stanowczo ide powyrywac hwasty. no juz lec lec bo sie ciemno zrobi.

possszzla

ps.aha.po 2h
teraz to juz moge z pelnym spokojem powiedziec FACECI TO CHUJE.
UF

brand new day

te wspolczesne detergenty mnie kiedys wykonczom.
i wogle wspolczesne zycie kobiety. jako takiej. (jestem bliska posolenia sobie wszystkiego wiec uwazajcie)
ale po kolei.
temat suchych rak nadal aktualny. i blagam was nie mowcie mi ze tylko neutrogena.
nic. absolutnie nic mi nie pomaga.
po calym dniu moje rece wygladaja jak suchy papier toaletowy.
w kazdym pomieszczeniu i torebce mam krem do rak. spie w rekawiczkach – wpierw wdziewam foliowe kradzione z orlena, na to bawelniane, smarujac rece polowa tupki nanobase , starcza na 16h. po 16 h az mnie bola z suchosci te rece.
a to juz maj a ja mam te rece jak w grudniu, jakbym z mokrymi przeleciala sie po 34 stopniowym mrozie a potem wtarla w nie benzyne, alkohol etylowy, zalała super glu a nastepnie starla go papierem sciernym.

poza tym czeka mnie dzis obrobienie konczyn dolnych co wywoluje u mnie niemoc ogromna.

poza tym jestem o godz 19 tak zmeczona ze w normalnej sytuacji pomyslala bym ot, jestem w ciazy.
o 19 bowiem dopada mnie zawrot glowy i mam ochote jebnac wszystko i pojsc spac.
Ale nie!!
o 19 to ja rozpoczynam swoj codzienny SZLAK MATKI DREPTAJACEJ. zbieram zabawki, klocuszki do klocuszkow, maskotki z noskiem do maskotek z noskiem, wiaderko na glowke i pukam sie lopatkom. myje butelki, jakies 69 butelek, niepamietam, przelewam mleka, nalewam wody do termosow, pojezdze troche wozkami, w lazience burdel, segreguje pranie, musze napisac oczywiscie jeszcze notke, ceruje, szyje, prasuje, odklaczam, piore kanape, oh jeszcze rzodkiewka zarosla, i zaraz padne na ryj przysiegam.

a do opiekunki jeszcze 2 dni.
po ostatnim scieciu z tesciami zapewne z wnukami przyjda sie zobaczec na 18 urodziny.trzeba chyba spojrzec prawdeczce w oczeta i uswiadomic sobie ze oni po prostu nie chca.

a! i chciala bym co sobote rano chodzic do fryzjera. takie mam marzenie kobiety wiejskiej. zeby mnie fryzjerka WYCZESALA na weekend zebym taka byla piekna. zawsze chcialam.
wogle juz nie mam sily ukladac wlosow a musze je dzis jeszcze umyc.

nie wiem moze mi kurwa jakis witamin brakuje? moze powinnam zjesc kanapke z magnezem.

BAHAMA BAHAMA MAMA

globalna hiszpanska truskawka 6zl/pol kilo

mielismy wczoraj wychodne wiec nic juz nie powiem.
jedlismy dosc dobra salate z kielbasa hiszpanskom.
zosia preferuje kabanosy i ogorka konserwowego.
Franek preferuje cokolwiek na czym mozna ukoic swedzenie dziasel.
moj maz preferuje praktikera jak wiemy.
a ja preferuje chyba poledwice z maslem czosnkowym. (oddala bym sie kucharzowi ktory nauczyl by mnie jak robic polendwice miekka, krucha, nie do konca wysmarzona i posypana grubo pieprzem.)
to chyba odnosnie tyle preferencji.

Zosia ewidentnie wkracza w bunt dwulatka. ciezko spelnic jej oczekiwania a niezrozumienie zawoluowanego pragnienia owocuje klasycznym rzutem na podloge i rykiem.
Franek ewidentnie rozpoczal podbuj swiata, pelza srednio 50cm na godzine.
swoja droga jak dziecku sie powieksza swiat nie?
poczatkowo ogranicza sie do wozka, potem wedruje na mate/dywan, potem swiat urasta do wymiarow pokoju, potem dolacza korytarz i lazienka. Dla zosi jej swiatem jest ogrod, troche moze chodnik na wsi. a potem dziecko wyjedzie do nowej zelandi bo pozna przez internet kolumbijczyka co w wellington pracuje w wyporzyczalni rowerow. globalna wioska, cosmopolitan i we are the world. peace.

i ja pkam ten wozek a nademna te samoloty.i sms co do stanow idzie 1 sekunde.
i nikogo nie dziwia truskawki polane winegretem z musztarda.
matko boska starzeje sie. zaraz bede wspominac jak to podczas okupacji chodzilam na tajne komplety.

ide zjesc tych truskawek z musztardom.
i wykompac dzieci.

bo stary w praktikerze.

słoneczko późno dzisiaj wstało i w takim srednim cos humorze.

i takie wzniosle mysli paletaja mi sie po glowie i takie przyziemne bardzo.
(a moj stary siedzi i ostrzy olowki matko swieta).

Jedno wiem na pewno. ze ciaza a juz tym bardziej sytuacja wynikla po ciazy (generalnie) nie spowodowala u mnie wewnetrznego wyciszenia.
a wrecz przeciwnie.
Jestem bardziej nerwowa.
na pewno bardziej zaczelam sie denerwowac o rzeczy zdrowotne zwiazane ze dziecmi oczywiscie ale takze ze mna, z mezem. odpornosc na tego typu stresy znacznie mi spadla.
plus inne jakies tam pierdoly typu konflikty rodzinne, finansowe, i co tam akurat sie zdarzy.
Zdaje sobie sprawe ze spowodowalo to wszystko ograniczenie zycia do analizy kupy i w zasadzie tyle.
napewno to sprzyja. no ale w kazdej pracy czlowiek sie denerwuje szefem, idiotom co siedzi obok, zeby zdazyc, zeby ocena pracownicza.

nie wiem jak funkcjonuja matki kiedy dziecko jest chore. wiem wiem, daja rade bo musza.
bo jezeli mama nie dopilnuje to wiadomo.

zdaje sobie sprawe ze to siedzi tylko w mojej glowie i ze martwienie sie na zapas nic nie da. bla bla bla.

stanowczo powinnam isc na zakupy.
stanowczo.
powinnam wbic sie w jakies dzinsy rurki, top z cekinami i tak w tym pozostac do konca zycia.

no nic.
dzis przeciez sobota.
wywleczemy sie na dwor i pobiegamy po trawie slalomujac pomiedzy kupami psimi.

poodycham troche do torebki i moze jakos minie.

oho widze za mezus w super humorku.
Juz sie boje co zaprezentuje larwunia (ewidentnie wchodzi w piekny czas kiedy to wydaje sie jej ze osiagnie cos kladac sie na podlodze i dosc wierzgajac. )

dobra ide robic sniadanko dla moich pociech. takie jak zwykle.

ps. wlasnie zadzwonila do mnie pani z obopu i cos tam gada ze robia jakies badania spoleczne osob w wieku 30-34 lat i czy sa takie w tym gospodarstwie domowym a ja ze sa ale za cholere nie maja czasu majac dwojke dzieci. a ona mi ALE JA CHCIALAM ROZMAWIAC Z MEZCZYZNA. kurwa super. jasne z mezczyzna, bo ja juz sie kurwa nie nadaje nawet do przeprowadzenia ankiety. nosz ja cie pierdole. wiec jej mowie ZE MEZCZYZNA WYSZEDL. (pojechal do kastoramy jak co sobota) a ona A KIEDY MOZNA ZASTAC. MEZCZYZNE??? TAK.
wiec mowie MEZCZYZNA POSZEDL DO KASTORAMY I NIECH MNIE PANI ZABIJE NIE WIEM KIEDY WROCI. jak wroci to na pewno bedzie mial czas z pania porozmawiac bo on nie ma dzieci przeciez. Pani wymiekla.
tak. jest 14.09. maz od 78 min jest w castoramie.

a ja dusze fenkuła na maśle.

coco-nat

dzieciary spia, franke zjada muchy na tarasie, zosia poci sie w lozeczku.

a ja zrobilam to indyjskie znowu.
Nosz kurwa mac jak to pachnie. nosz ja pierdole.
Smarzona cebula z kurkuma cynamonem i czili i czosnek i kardamon i to wszystko zalalam mleczkiem kokosowym.
Wogle pierwszy raz mialam w domu mleczko kokosowe. i jak je otworzylam to z ust moich wyrwalo sie łoł.
Bo wiecie ze mleczko kokosowe w puszce jest biale konsystencji maseczki do twarzy. matko mialam ochote sie w nim wytarzac.i dolalam soku do drinkow matko.umarlam.
pachnie tak ze nie mam slow.

i teraz ogladam travela i tam glownie sa palmy i hamaki na plazy.
a wlasnie trzeba hamak rozwiesic.

lubie byc tak zawieszona (to chyba apropos hamaka) popoludniem ze siedze przez chwile i troski nie zaprzataja mej glowy.
apropos mej glowy fryzjer by sie przydal.
oj przydal.

nastapila ostatnio ta chwila kiedy to raz na pol roku kupilam twoj styl.
jak zwykle ta gazeta mnie zadziwia.
te artykuly pisze raczej jedna osoba. wszystkie opisuja kobiety bezproblemow no ewentulanie maja jakis maly problemik popoludniu ale ich swietna organizacja wrodzony talent i sila psychiczna rozpykowuja je w 3 sek.
kocham te zdania w stylu KAROLINA PRACUJE DO 24, POTEM BIEGNIE NA ZAJECIA Z LATYNO, WYPROWADZA OWCZARKA I GOTUJE NA PARZE FLACZKI Z KASZANKOM.

ale czasami lubie sie tak nim upodlic.

ide wyrwe chwasta pod tarasem.

caluje was w trzecia fałdke.

cherry mint

zerwalam sie skoro swit, jak codzien podbiegalam z hantelkami w central parku, wzielam naprzemienny prisznic lodowato-goracy, natarlam kazdy minimetr ciala szczotka ryzowa, wmasowalam serum do bjustu, posladkow, nosa, ud, posladkow, miesni miedzypalcowych, zjadlam jeden plasterek odtluszczonej szynki, popilam ziolowa herbata, zalozylam kostjum od szanela rozmiar 32, w pospiechu wsunelam manola, wlosy zwiazalam w ciasny konski ogon i drac sie TAAAAAAAAXXXXXXXXXXIIIIIIII wybieglam na ulice.

A za mna odezwaly sie machajace tluste łapki MAMA DZIE IDZIEŚ.

W zasadzie do momentu „zerwalam sie”, wszystko sie zgadza.

dwie rzeczy wywarly na mnie ostatnio wielkie wrazenie.
Po pierwsze iz Rogalskiej dokoptowali do miasta kobiet ta ruda co prowadzi taki program „harytatywny” Zielone Drzwiczy uzekla mnie twoja historia czy zerwane wiezi bodajze.
I ja naprawde nie wiem jak ona bedzie pytac o sex i o zdrade kiedy jest lekko spieta i naprawde kurna to jakby nie jej klimaty.
A no i byl u nich zebrowski. I te go mecza o kobiety jego zycia i hihocza na kanapce a ten juz naprawde ma dosc bo by pogadal o wajdzie,krzyzakach albo wolodyjowskim a te mu tu truja. swoja droga to chyba widzial gdzie idzie.

A no i program mlynarskiej Żądło. Matko swieta. Uzekl mnie najbardziej perkusista siedzacy metr od prowadzacej i robiacy kul drzezi przerywniki.matko swieta. i ona co chwile bila brawo temu perkusiscie ze tak fajnie jej tam robi.

i troche mnie to martwi ze blogasek wisniewskiego podobno wymaga rejestracji zeby go czytac trzeba samemu miec blogaska.

no nic.

sie tam trzymajcie.

life is a mistery!!!!!!

oczywiscie wylaczyli nam telewizje.
Zawsze to robia bo ja zawsze sie orientuje jak widze haslo SYGNAL ZAKODOWANY
Moge se to posolic w zasadzie.

no i tak siedze i czekam az moje pocieszki oznajmia ze juz czas,
pranie sie suszy, szuuu szuuu i w zasadzie tyle.

ide dzis na gospel bo zawsze chcialam i koniec. i zawsze chcialam by gospel zaspiewalo na moim slubie. no normalnie zeby zrobili zadyme i porwali ludzi niewiem gdzie.
ta pani co u mnie spiewala chyba chciala bowiem zemdlec.
no ale wszystko przedemna. moze mi jeszcze kiedys zaspiewaja.
a jak nie to ja juz sobie jakas okazje wymysle. wiem, wiem za duzo amerykanskich filmow.

poza tym, moje dziecko zaczelo cos rozumiec co do niego mowie. Larwa oczywiscie bo Franek to skupia sie glownie na tym zeby pokryc rownomiernie slina cala podloge jak w gremlinach czy obcych, no wiecie wszystko pokryte zielona mazia.
No wiec ja z larwa migalam w zasadzie od roku , nie non stop ale migalam.
Z racji czystego skompstwa zaczelam jej migac slowo siusiu gdy kwitla na nocniku. Generalnie ona na tym nocniku to lubi ksiazki czytac i tyle. no czasami jej sie uda ale to chyba dlatego ze jej sie tylek wyziebia.
no nic.
siedze ktoregos dnia z miesiac temu a ona do mnie matko boska ze SIUSIU i pokazuje ta tlusta raczka.
zeszlam na zawal, nie wiedzialam co robic, polecialam po nocnik.
Tzn problem jest taki ze ona pokazuje siusiu w momencie jak robi albo juz zrobila. no ale teraz za kazdym razem jak pokazuje to lece z tym nocnikiem.
i przestaly mnie dziwic zdjecia Vilqu gdzy to na skraju szosy Kluska siedzi na nocniku.
Nie wiem kiedy nastapi moment iz dziecko pokaze siusiu przed faktem no ale rozumiem ze tedy droga.
zycze szczescia.

w zasadzie takie mam przemyslenia na piatek.

dobranoc.

happy mary poppin’s day

no wienc na poczatku moze to i bylo smieszne. tzn dla mnie oczywiscie.
bo dajciez ze spokoj.
ale DLA MOJEGO MEZA NIE.
no bo nananan mielismy wychodne bo byla opiekunka – M.Poppins wiec zaszalelismy i prosze. konsekwencje nie kazaly na siebie zbyt dlugo czekac. onie.

ZGUBILAM BILET PARKINGOWY.

ja – najbardziej odpowiedzialna osoba na swiecie. jak smialam wogle.

wsadzilam go do torebusi i fruuu.
do przegrodki z telefonem. tam gdzie zawsze.
no i ja w zasadzie nie gubie rzeczy.
mam kurna taki dar ze jak sie do czegos przyzwyczaje i pokocham to to nosze to np codziennie i potem jak mi np zginie (tzn jakby zginelo bo mi w zasadzie nic nie ginie no chyba ze czarna dziura by wciagnela albo co) to byla by to dla mnie tragedia. wiec nie gubie rzeczy i juz.
no ale jak widac bilecik parkingowy przepierdolilam skrupulatnie.
stary powiedzial tylko TO IDZ TERAZ ZALATWIAJ.
zalatwilam i zaoszczedzialam. luz.

ale.
z racji tego ze dzis mialam M.Poppin’s day to pojechalam do matrixa. (a wiecie co mnie wkurzylo?? ze do przymiezalni w riverisland mozna wziac 6 rzeczy.kurwa jak ja tego szczerze nie nawidze. nigdy nie wiem ktore 6 mam wpierw wybrac bo koncepcyjnie potem wszystko siada, to raz, a dwa ze potem musze sie w tych gaciach wychylac z przymiezali i sie drzec ze juzzzz a tej pani nigdy juz nie ma i musze czekac w tych gaciach balansujac na butach zeby nie dotykac niezamiecionej podlogi. no nic ale w sumie bylam zadowolona bo zmiescilam sie we wszystkie rzeczy co se je wzielam a celowo wzialam same dzieciece rozmiary zeby zrobic test no wiec sie zmiescilam ale kurna jedno mnie przerazilo.
bowiem mierzac dzinsy i rozpinajac je zadalam sobie pytanie KTO DZIS JESZCZE UZYWA GUZIKOW. bo potwornie zdziwilo mnie to ze dzinsy sa na guzik. ale potem mnie zdziwilo czemu mnie to w zasadzie dziwi. nosz kurwa i mam. KURWA MAC. bowiem wszystkie bluzeczki, spodenki, swetereczki dzieciece maja zawsze atrapy guzikow a pod spodem kryje sie zatrzask, no albo maja same zatrzaski. i skoro ja w ciagu doby zapinam/odpinam okolo 100 zatrzaskow to naprawde nie ma sie co dziwic ze ja sie dziwnie ze jeszcze uzywa sie guzikow. ale to tylko taka dygresja byla)

no wiec pojechalam do matrixa, zajrzalam do dzialu odplamiaczy, wzielam nastepny z polki zeby przetestowac i cos mnie tknelo przy kasie.
nosz kurwa mac.
zgubilam bilet parkingowy.
(wlozylam go do bardziej zaawansowanej kieszonki).
dobrze ze nie bylo mojego meza bo jak nic odebral by mi prawa rodzicielskie SKORO GUBISZ TAKI WAZNY DOKUMENT TO NIE JESTES W STANIE ZAJAC SIE DZIECMI.
kurna i znowu poszlam sciemniac. jezuusss.
pan mi mowi NIECH SIE PAN USPOKOI I SPOKOJNIE POSZUKA W TOREBCE ZA SIEDZENIEM W MYSIEJ DZIURZE.
NIE MA KURNA!!!!! NIE MA!!!!! SPRAWDZALAM!!!!
NIECH SIE PANI USPOKOI JA ROZUMIEM NERWY.

mysle po prostu ze moja torebka wpierdala te bilety. wsuwa delikatnie w zameczek i oblizuje sie zipperem.

dobra. przeszlam sie po starym.

w sumie kocham swiat.
w sumie.

(kocham jak mi pierdyknie w ogrodzie)

hallo dolly

najbardziej lubie jak wsiadamy do samochodu i tak o spontanicznie jedziemy przed siebie.
tzn pakujemy sie juz poprzedniego dnia wieczorem, rano dopakowujemy, bierzemy bahorki i jedziemy za 22zl za domem w prawo.

lubie ta droge (do tesciow matko), dzieciaki spia, jedza, gadaja, a my wlaczamy muzyczke i w zasadzie nic nie mowimy bo odpoczywamy.
lubie troche moze tępo patrzec przez okno i widzec mijajaca polske.
i zawsze gdzies w okolicach 17zł moj maz kladzie reka na mojej rece i mowi mi ze jest szczesliwy.

a potem to najbardziej lubie jak kolo 23.14 stwierdzam iz nie wzielam nic do demakijarzu i zmywam twarz no wczoraj na ten przyklad bepantenem i woda mineralana zywiec (kiedys pamietam jak zmywalam twarz szarym papierem toaletowym w pewnym hotelu przy jeziorze w centrum, alez ja wtedy bylam mlodziutka).

i to w zasadzie najbardziej lubie w swietach, podrozowanie.
bo rodzine mam taka jak wszyscy – nienormalna.

(i siostra ma racje z syndromem Fiony.
no to nie tak mialo byc!cos w tym jest. musze to przemyslec.
i skoro ja tez to mam to mysle ze to jest to.ale to jest temat na inna notke i chwilowo nie mam depresji wiec poczekam az przyjdzie i wtedy porozmawiamy)

zainicjowalismy sezon tarasowy dzis o 13 symbolicznym kieliszkiem wina.

stary zaklada winnice.
rozkopal pol ogrodu, posadzil rozne badyle i planuje zapelnic spowrotem te butelki co mamy w domu.
aha i planuje maly remoncik.
z racji tego iz bahor sie rozprzestrzenil po chacie i zawlaszczyl wolne pomieszczenia bedziemy sie rozbudowywac w dol. i bedziemy miec takie podziemne miasto jak hitler. labirynty korytarze i groty solne. stalaktyty i stalagmity.

dobra.
zrobie paste jajeczna bo mam niedosyt jajek.