Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Lipiec 2006

lato 2006

z poradnika rozowgo pantofelka od prady cz.4

Już kiedys udowadniałam ze kolor czerwony pasuje do każdego.
W tymże artykule jest również podstawowa wiedza o kolorach wiec go tu przytocze i będzie choc jedno z glowy.
Dobra to przytaczam: znaczy wklejam bo żeby nie było latatnia i szukania.

****************************

dzis bedzie wyklad o tych cholernym czerownym cieniu do oczu.

uwaga. koniec tych bzdur. zaczynam.

KOLO KOLOROW RAZ.

I TERAZ UWAGA. BEDZIE KROTKO W PUNKTACH. no dobra moze troche sie rozpisze. ale zaczne na pocztek konkretnie zeby mi tu nie posnely.

UWAGA

1. sa 3 podstawowe kolory:
zolty
czerwony
i niebieski.

Mieszjac je – mamy :
z zoltego i czerwonego – pomarnczowy
z czerwonego i niebieskiego – fiolet
i z zoltego i niebieskiego zielony.
jasne chyba tak? no.

2. w kole w/w mamy naprzeciwko siebie :
naprzeciwko zoltego – nieiesko fioletowy,
naprzeciwko czerwonego – zielono – niebieski.
bo: te kolory co sa naprzeciw siebie to moga :
A. zestawione obok siebie nawzajem sie podkreslac tzn zielony obok czerwonego bedzie jeszcze bardziej zielenszy np.

B. pomieszane razem jak farbi daja kolor szaro – brazowy.

Z podpunktu B wynika jasno ze jak mamy zaczerwienione policzki to stosujemy zielony korektor a jak since fioletowe pod oczami – zolty.

co wynika z podpunktu A to ponizej.

3.
uwaga teraz bedzie wazne. NIE GADAC MI TAM!!!!!

zalozmy ze sa trzy kolory oczu (upraszczajac bo w kazdym kolorze oczu sa przynajmniej 4 kolory skladowe)

ZIELONY

NIEBIESKI

BRAZOWY.

i tak jak mowilam – jezeli te kolory co leza naprzeciw siebie zestawimy obok to bede sie podkreslaly.

i tak

oczy zielone (kolory od 28 – 35 blizej zewnetrznej czesci kola) najlepiej wygladaja w czerwieniach , rozach i fioletach.

niebieskie ( 18 – 25 )najlepiej w zolciach pomaranczach i czerwieniach

brazowe (od 34 – 4 – kolory blizej wnetrza kola) najlepiej w fioletach, bordo, niebieskosciach.

MAM NADZIEJE ZE WYCHWYCONE ZOSTALO SLOWO CZERWIEN.

Tylko teraz tak.
zawsze mozna troche ten kolor przygasic. Majac na mysli pomaranczowy mozna se trzasnac ceglasty albo lososiowy.
A zamiast rozu leki fjolek albo zdechla sliwke.
Tak wiec nie szalec mi tu zaraz z tymi czerwieniami bo jutro bede miala kroliki na stanie anie kobiety.
Wpierw zacznijcie od jasnych fiolkow i pomaranczy i jasnych lososi.
Ima jasniejszy kolor tym latwiej sie nim maluje.

aha.
nie wiemczy zauwazylyscie ze jakos nie pojawil sie kolor BRAZOWY. ulubiony kolor 99 % kobiet.
I slusznie ulubiony. bo bezpieczny i neutralny.
I postarzajacy.
powazka.
Wiec blagam was!!!!!!!
wywalcie te brazy!!!!!!!
no chyba ze jest to braz ceglasty albo jakis taki wesolutki brazik. ale w sumie ja nie widzialam wesolutkich brazikow. no od biedy braz czekolady mlecznej! ale nie braz gorzkiej!!! w zyciu!!!!

Podobnie z zielonym i niebieskim.
Bo mozna jak najbardziej malowac sie w kolorze oka. a prosze. tyle ze to nic ciekawego no czyba ze zielone oko polmaluje sie i zielonym i np lososiem jako pochodnym czerwonego.
Bo zobaczcie sobie ile kolorow ma w sobie czerwony. od pomaranczu do fioletu.

I oczywiscie pamietajcie ze sa wyjatki.

Dobra.
Udowodnilam NAUKOWO ze w czerwonym wszystkim dobrze

*****************************

I teraz tak.
Jeżeli chodzi o nakładanie.
Podklad, puder i jakis cien taki bezbarwny (cielisty) albo bialy (od razu rozjasnia oko) – to wszystko jako baza pod właściwe cienie.
Podkładów takich ze gotowe pod cienie nie uzywam bo nigdy nie potrzebowałam, no jakos tak nie jestem przekonana.
No
I mamy to oko tak przygotowane.
I teraz najfajniej jest posiadac 3 odcienie jednego koloru. Np. jasny roz, roz i fiolet/bordo.
Bierzemy takiego cienia troche na pędzelek (blagam o pędzelek, z ta gabka na patyku nic się nie da zrobic przysiegam. Pędzelek powinien być przycięty na okrągło, nie za twardy. Można go rozcapierzyc i sprawdzic czy jest rowno przycięty. Bron boze pędzelek ścięty na prosto. Np. w h&m sa takie pędzelki do cieni, male czarne i calkiem dobre) i uwaga jak nabierzemy troche tego cienia to pędzelek należy lekko otrzepac. Dotknąć nim wacika, chusteczki, reki nawet. Chodzi o to, żeby nałożyć na oko minimalna ilość cienia.
Po to minimalna żeby się nie obsypywalo to raz a dwa, żeby mieć kontrole nad tym co się robi. Cien bowiem naklada się 30-40 x a nie dwoma machnięciami. Powoli i delikatnie.
JA WOGLE POWINNAM MOŻE POWIEDZIEC NA POCZATKU. ZE MAKIJAZ OKA TO MINIMUM 15 MIN. NO DOBRA, 14. i nic na to nie poradze. Na codzien trza se znaleźć jakas wersje minimum i tyle. Ale żeby to mialo rece i nogi to nie ma bata. I jak ktos mowi ze PSZE PANI MI NIE WYSZLO, to nie dziwne skoro robil to przez minut 3.

Dobra. I teraz tak.
Nabieramy cien (najjaśniejszy rozowy), otrzepujemy i przykładamy w zewnętrznym kaciku oka. Zawsze przykładamy pedzel w tym samym punkcie. Zaraz nad rzesami w ZEWNETRZNYM KACIKU. I rozsmarowujemy w lini rzes do 2/3 dlugosci i pod gore, tak żeby po otwarciu oka cien był widoczny nad rzesami.
Potem bierzemy ciemniejszy roz i jedziemy nim tak samo ale gdzies tak do polowy oka. Do lini przechodzącej przez srodek tęczówki.
I najciemniejszy – w kaciku , w samym kaciku.
Zawsze pedzel przykładamy w zawietrznym kaciku.

I teraz tak.
Należy pilnowac tego żeby granica pomiedzy skora pomalowana cieniem a skora pod brwiami – nie pomalowana była niewidoczna. Żeby była rozmazana.
Zawsze po nałożeniu cienia otwieramy oko i pilnujemy żeby ten cien wychodzil nam z tego zagłębienia i szedł lekutko ku gorze, ku brwia.
Duzo nie powinien wystawac, ale troche. Ta granice można rozcierac na bierzaco pędzelkiem albo potem lekko przetrzec wacikiem na patyku.

Troche jeszcze zalezy od budowy oka, ale tu się skolei zaczyna zabawa z kształtem oka a tego moi drodzy wybaczcie nie podejmuje się opisac.
Bo można z tym makijażem wyjedzac w dol, w bok i w gore ale to już musze widzec takie oko. Bo jak jest male np. to mogę podciągnąć kolor wyzej, jak oczy sa wypukle to przeciągam w bok, a jak duze to cien koncze rowno z kacikiem zewnętrznym.
Generalnie jest tak, ze oko powinno mieć szeroksc 3 cm, miedzy oczami odległość 3 cm. I to jest klasyka. Jak jest inaczej to makijażem się kombinuje tak żeby wyglądało ze wszystko jest ok.

To wszystko powyżej tyczy się makijażu klasycznego.

A teraz dalej to można szalec.
Można walnac cala powieke gorna na jeden ciemniejszy kolor , dol tez. Takie obrysowanie oka naokoło. Ale zamyka to i zmniejsza oko. Nie zawsze ale generalnie.
Można jako pierwszy cien przy rzesach nałożyć cien kontrastowy do tęczówki a jako cien drugi – powyżej nałożyć cien w kolorze tęczówki.
Można cale oko zasypac brokatem.
Można oko zrobic na jasno i nastepnie walnac w zagłębieniu nad powieka gorna tylko jakis ciemny cien. Możliwości jest milion.
Co do dolu oka to ja wiem ze niektóre nie lubia malowac tam bo łatwiej to się może rozmazac itd. No ale mimo wszystko dobrze żeby tam chociaż musnąć ciemniejszym cieniem, tak do polowy dolnej powieki, pilnując by kreska zwezala się ku wewn. kacikowi az jej nie będzie widac.

Jeżeli chodzi o kreski to – jeżeli chcemy sobie zamknąć oko i zrobic je plaskie to proponuje je obrysowac czarna kreska dookoła.
Zasada z kreska jest taka sama jak z cieniem. Najciemniejsza w zewn. kaciku, i zanika na długości 2/3 oka. Można ja rozetrzec pędzelkiem albo wacikiem na patyku.
Kolor kredki zalezy od fantazji właścicielki.
To samo z tuszem – bardziej tuszujemy zewnatrz oka nic wewnątrz.
Oko pomalowane gradacyjnie od najciemniejszego do najjaśniejszego przy nosie wyglada bardziej przestrzennie i jest „otwarte”.

Dobra. Bo jestem mokra.
Musze jeszcze napisac cos o cieniach błyszczących i matowych, o malowaniu do zdjęć, o brwiach, o dziennym. Wieczorowym i niewiem co jeszcze.

hihi

tak tylko

Dobra wpierw krotko o kolejności bo widze ze się troche hejzel robi.

Kolejność makijażu

1. krem (niekoniecznie)
2. korektor zielony/zolty/bialy
3. korektor cielisty (ale może być tez po podkładzie)
4. modelaz (może być tez przed korektorami)
5. podklad
6. puder (w tym modelaz pudrami sypkimi)
7. oczy
8. usta
9. roz
10. o ja pierdole jestem spozniona

a żeby cienie na oczach wytrzymywaly dłużej niż 3 min tez na powieki trzeba nałożyć podklad i puder i jeszcze najlepiej jakis cielisty cien albo bialy i dopiero właściwy kolor.

Dobra to ja ide jesc zapiekanke ala sosko i pisac o oczach.
Proszę o absolutna cisze, recznik i duzo goracej wody.

Boze o tych oczach jest tyle. Jak nie zdaze napisze po macierzyńskim.

ps.

a w Paryzu to chociaz maja tak nad rzeka

bylo sobie zycie

to jak juz tak idziemy za ciosem przejdzmy moze plynnie z wyrodnych chylinskich matek do wyrodnych ojcow.

Taki facet to ma zaplanowane zycie :
no musze znalezc prace, potem druga, niewiem moze bede musial wyjechac do warszawy, potem musze znalezc jakas kobite chyba, potem sie zmieni prace, ona bedzie nalegac na dziecko, no dobra zdecydujemy sie , potem musze zmienic prace bo drugie dziecko ,no i generalnie chce miec taki facet dom, rodzine , te dzieci. ale umowmy sie ze on wie ze do konca swoich dni bedzie chodzil do pracy.

a taka kobieta wie, ze gdzies tam ja czeka ta luka wielkosci od 5- nieskonczonosci lat ze bedzie z dzieckiem.
tak ja stworzyla matka natura i koniec.
no chyba ze inaczej.

byc moze jakby facet od poczatku nosil to dziecko wydalo by sie ze to wcale nie jest zakorzenione w umysle tylko milosc matczyna i instynkt wynika z zasiedzenia dziecka w jej organizmie i zyciu a nie z genow.

i tu wybaczcie ale powtorze po raz kolejny ze facet nie jest w stanie skumac co sie dzieje we lbie kobiety. to prawda jest jakby wszech obecna.
a co sie dzieje jak ona jest w ciazy i dajmy na to czuje juz to dziecko a tu ciaza zaczyna sie komplikowac….
to tak jakby próbować sobie wyobrazic zycie na promie kosmicznym chellenger.
Owszem posiadamy zdjęcia, plany i nawet dokumentacje filmowa. Ale jak tam jest – nikt naprawde nie wie.

I tu rodzi się takie dziecko.
Facet oszołomiony , skacowany. Ona pozszywana, otarta i zmeczona.
On wezmie jej to dziecko nawet na 2,6 h ale potem z nim wroci bo glodne! Ile razy marzyłam żeby zapomniał i nie przyniosl go do karmienia.
A taki facet ma pewność ze w razie co to dziecko przezyje bez niego nawet i cale zycie.
A bez matki – gorzej.
Ja wiem ze on pokocha to dziecko tak samo jak ona i ja i wiem ze jakby co to on będzie porafil wszystko zrobic.
Ale kurna wiez jest inna.
I ta wiez to wlasnie ta cala radocha / pietno . to my mamy a oni nie.
I może wlasnie mamy to w genach a może wyhodowane przez 9mc.
Facet wie ze będzie 2-3 tyg w domciu a potem wychodzi do pracy – a tam nie ma zmiluj się i wyścig szczurow. I przypomne tylko jak same wracałyśmy z pracki zjebane maksymalnie i wkurwione na szefa i ostatnia rzecza na jaka miałyśmy ochote to żeby ktos nam trul dupe.
Ja wiem wiem. Dziecko jest słodziutkie i nie można tego nazwac truciem dupy.
Albo proszę – nie daleko jakby szukac.
7 tyg dziecko rzyga . potwornie. Konieczna hospitalizacja. I zgdnijcie kto siedzi z nim na stoleczku przez 3 doby w szpitalu? Kamil Durczok? Wujek Mietek?? No czemu nie ojciec???

Poza tym matka przebywając z dzieciakiem uczy się dźwięków wydawanych przez dziecko. Facet tez jak jezdzi samochodem codziennie to wie kiedy dzwoni mu w przegubie.
Wiec kobieta jest pierwsza osoba która wie ze takie kwilenie oznacza temperature 37,8 i idzie do pokoju dziecka od razu z panadolem.
Może to znowu ten instynkt a może rzecz nabyta.
(nie wspomne już nic a nic o braku zdolności przewidywania rzeczy mających się zdarzyc za chwile choćby. Facet nie wie ze jak się idzie nawet na impreze do cioci trzeba założyć ladne stringaski bo ktoz to wie. Tak samo nie wie ze dzieciak oblizujący brode już jutro będzie miał piekna angine)

Tak wiec se mysle ze pewnie, facet może się zajac dzieckiem. Oczywiście ze tak. Może odciążyć fizycznie.
Psychicznie natomiast nie da rady. Z tym kobieta musi poradzic sobie sama.
Jeżeli potrafi wyłączyć myslenie i zapomniec ze ma dziecko na 3 dni to gratuluje. Ja nie potrafie.
Choćbym zostawila larwe z ordynatorem szpitala, z tatusiem , z dietetykiem . z babcia i pluszowym misiem to i tak znam to dziecko najlepiej. Tak se sama zrobiłam. Trzeba było na pierwsze pol roku wyjechac.

Ogolnie uwazam ze z pierwszym nie trafilo mi się zle bo i chce i umie.
I da mi pozyc i wezmie larwe na 2 dni żebym odpoczęła.
I widze co jest miedzy nimi i widze jak ja kocha.
I bez gadania zrobi dla niej wszystko.

Ale kumacie o co chodzi nie??

O czkawke.

No bo czy jakis facet miał cos w brzuchu co mialo czkawke??

n-i-e-s-a-d-z-e

ustosunkowujac sie

tzn mam taki odcinek jak jade samochodem na wysokosci troche wczesniej nic multikino ze sie tam zawsze wzruszam ze (znowu) bede miala dziecko.

ale szlag mnie trafia ze znowu czeka mnie porod i połóg.
Wybaczcie moi panstwo ale w pologu uwazam ze wlasny maz nie powinien nas ogladac.
Powinien jechac na miesiac na karaiby. heheheheh hahahahahha i sobie biedaczek odpoczac po trudach ciazy i porodu. naprawde. bo to takie bidulki sa przeciez.
A zona powinna ostac sie w domu bo i tak kurwa nigdzie nie wylezie i jest naprawde szczytem sexu.
Podpaski w gaciach, podpaski w staniku i siedzenie na oponie od tira.
jak juz se tam walimy tu naturalistycznie i idziemy w chylinska to powiem ze juz w szpitalu nie jest najlepiej.
i nie wiem na co tu zwalac wine ale widok ledwo chodzacych kobiet w podartych koszulach szpitalnych i uzywajacych podkladow poporodowych jest dla mnie uwlaczajacy.
2 dni po wywalilam ta wykrochmalona koszule i zalozylam sukienke rozowa co udawac miala pizame.
fakt, nie mialam sily zrobic makijazu i ulozyc wlosow. mea kulpa.
odmowilam posilkow szpitalnych i zostawialam zosie sama na 37 min i szlam pogadac do pokoju obok.
no ale jest to masakra jak te wszystkie kobiety wygladaja po porodzie.
japierdoleno.

po powrocie do domu rozryczalam sie natychmiast. ze zmeczenia i z bezsilnosci.

potem doszlam do siebie.
do uczuc macierzynskich doszlam po 3-4 mc.
na poczatku uzywalam pampersow, spioszkow i piersi z czystego poczucia obowiazku.
Nie bylo calowania stopek i miziania po brzuszku.
TRZEBA SIE ZAJAC DZIECKIEM I TYLE.
Chwilami bylo nudno bo toto spalo.
ale nie mialam czegos takiego ze zapomnialam o sobie i nie pamietam kiedy minal ten czas bo caly czas zapierdzielalam.
wszystko pamietam i na szczescie bylo kilka tylko takich nocy ze byl wrzask i ryk.
swoje dzinsy odzyskalam po 4 mc. przestalam karmic, odzyskalam kieliszek. larwa przesypiala cale noce, z 2 stalymi porami karmien. wyleciala do swojego pokoju. obudzily sie uczucia macierzynskie. wyszedl mi test ciazowy.
stracilam dzinsy i kieliszek.

nie wiem.
mowia – SPOKOJNA MATKA – SPOKOJNE DZIECKO.
acz nie zawsze. oj nieneienei.
dziecku sie udziela – nie ma bata.
ale jezeli wczesniej udzielila mu sie kolka jest ciezko.
dziecko ogranicza , nie ma bata.
i nawet nie ma sensu mowic o tym wczesniej.
bo ja bardzo sie balam ze mi cos zabierze. i zabralo.
Wyobrazalam sobie to wszystko i tak mniej wiecej jest.
zabiera spontanicznosc.
boze no. jak sa trzy osoby to zawsze juz jest tlok i trudniej zadecydowac jednoglosnie.

dobra.

dosc tego.
bo mozna godzinami dywagowac.

bede walczyc.

o prawo do dzinsow i do kieliszka chianti o 12 w poludnie.

its a pitty

Szkoda , ze tak krotko, no ale majac dziecko sie nie wybiera.

piekna duza łąka

bozee mam tak ciemno w pokoju ze nie widze literek

bozeee…
najbardziej rozwalil mnie komentarz ze moja macica jest juz w polowie drogi. ze ja tu siedze niby a ona jest gdzies na wysokosci pks , na moscie tym kolo dworca. boze. no nic. niech tam siedzi.

jechalismy dzis przez wakacyjna wielkopolske.
tak lubie latem jak sie jedzie i widac to zboze te lasy i to niebo. i pola. wszedzie pola (nie sluchajcie mnie blagam). i tak jest pachnaco i wakacyjnie.
jak sie tak kurna kwitnie w chacie to potem tak wyglada, ze rajcuja mnie puste pola.
Jechalismy my bowiem obejzec szczeniaka dla rodzicow. pozazdroscili nam dziecka i tez chca.
Taki bernenczyk 6 tyg wyglada dosc slodko.
acz widze oczyma wyobrazni pogryzione mebelki i zasikana hiszpanska terra-kote.
poszarpane sandalki od manolo i zjedzone tabletki na grype.
ale nie czepiam sie.

Matka owych szczeniakow natomiast nadal karmila piersia!!!
ile suka ma cyckow? 6 chyba co?
bo chyba nie 8??!!
ciekawe czy ma nawaly i zastoje i czy smaruje sie bepanthenem jak ja pogryza.
jezzzus. to jest dopiero koszmar laktacyjny.

no i mowie wam tak pieknie sie jechalo i te pola i ta pszenica i lipiec jest.

a lato bylo piekne tego roku.

i chwilami wydaje mi sie ze nastanie jeszcze szalenstwo w moim zyciu.

tymczasem pedze na taras bo stary szykoje jakis full romantik wypas.
widze swiece, pochodnie i lazanie.

(a w niedziele powtarzaja zandarma z saint tropez…bozeeee jakito jest wakacyjjny filmmm… nananana saint-tropezzzz….)

ps.
wozik
(strona po czesku bo najlepiej widac, sam wozek made in new zejland na boga)

prac wywrocone na lewej stronie

no i co.
zastanawiam sie o co mi w zasadzie chodzi.
pcham kazdy dzien do przodu. ciagne go od rana do wieczora i popedzam byle szybciej.
ciesze sie z kazdego dnia ktory nie przyniosl zadnych sensacji.
i co.
i zostalo mi 2,5 tyg.
i co i taka jestem z tego dumna?
niesadze.
powoli zapieram sie rencami i nogami.
powoli zacczynam rozciagac kazdy dzien jak za male stringi zeby trwal i trwal.
powoli kurna srednio mi sie to podoba.
i najbardziej na swiecie wkurza mnie to gadanie tych facetow (lekarz , maz) ze WSZYSTKO BEDZIE DOBRZE.
tak samo mogla bym im powiedziec doprawdy, trzymajac w reku skalpel i zamierzajac rozciac penisa na pol.

boje sie jeszcze bardziej nic przedtem i nic na to nie poradze.

i nie umiem sobie zastosowac metody kija i marchewki. nie widze marchewki (halo!!! nie widze marchewki!!!).

w dodatku przyszedl wozek.
podwojny.
teoretyczna przepustka do wolnosci.

no nic pani pierwsza zono.
widzimy sie 7 sierpnia.
wtedy cos ustalimy. wtedy pani powiem kiedy pani urodzi.

ide wieszac pranie.

stany zapalne, stany trywialne, stany zjednoczone

mamy pozadek w piwnicy. bo wiecie bylo juz naprawde tragicznie.
mielismy w piwnicy bowiem wszystko jak leci. lekutko nie dalo sie przejsc.
w zeszlej ciazy to chociaz tam ogarnelam ale teraz jakby juz zycie tam plynace potoczylo sie swoim torem.
no ale pierwszy w koncu wzial urlop i sie zabral. jezzzuuuu szedl jak blyskawica. nawet ulozyl wszystkie 200 pustych butelek po winie (ktore to razem tak obalamy od poltora roku). matkoo.
Nastepnie zabral sie za nasz domek dla gosci..
taka to oto pozostalosc mielismy po szanownych spadkodawcach. w owym domku byly swienie, nutrie i krowy. nie wczoraj, nienie guptasy.
w tym tygodniu go zburza. strasznym katerpilarem.

No wiec jak juz to wszystko posprzatal to zaniemogl.
zaniemogl na klasyczna przypadlosc piwnicowa – zapalenie ucha srodkowego.

w pierwszym odruchu postanowil iz uzdrowi sie sam wlewajac sobie wodke do ucha a nastepnie przykladajac skarpetke pelna rozgrzanej soli.
podzialalo natychmiastowo. na malzowine tylko.
Objawilo sie bomblami pooparzeniowymi.
w zyciu nie wiedzialm ze goraca sol potrafi tak dlugo trzymac cieplo.

po czym maz moj zalegl spac. ale nie zmrozyl oka. tak twierdzi.
wedle mnie chrapal do 9 ale moze sie nie znam.
po zarzyciu antybiotyku szt 1 polozyl sie na kanapie i oswiadczyl ze do dupy te antybiotyki bo nie dzialaja.

no i tak sobie zyjemy.

Larwie – z racji tego ze juz jest zupelnie dorosla – wywalilam ostatnie nocne karmienie bo raz ze ma zeby a jak sie ma zeby to juz nic nie mozna jesc a dwa ze musze byc w pelnej gotowosci na nowego wrzeszczuna ktory domniemam iz bedzie chcial jesc w nocy co 2-3 h, wiec karmiac jeszcze larwe w przerwach na sen zostalo by mi 67 min. idac dalej bede musiala tez larwie chyba wywalic wszystkie karmienia dzienne.
konsekwencja spania larwiszcza od 19 – 10 jest oczywiscie jedna drzemka w ciagu dnia.
larwa zaczela sie troche przemieszczac wiec do snu ukladam ja na placu zabaw.
no chyba ze nie zdaze.

poza tym no co.
bylam u lekarza.
mowi ze wyrzymam.
nie potwierdzam.

byly wieczorem dziewczyny u mnie na tarasie. strasznie sie ruszaly jak widac.

to co?
po kielichu nie???

wasze zdrowie kochani.

ps.
chciala bym tu z kanapy podziekowac wszystkim wystepujacym w obronie mojej.
nie ukrywam ze jest to mile.
siostra ma racje bo kocham zosie jak niewiemco. franka tak samo.
gwoli informacji chcialam tylko powiedziec ze tego pytania tej mlodej damy nie wzielam w zaden sposob pod uwage bo jakos mi umknelo.
nie biore personalnie tego typu uwag bo raz ze jet to wszystko ( blogasek i wogle wirtualna rzeczywistosc) dla mnie jakby lekko z przymruzeniem oka. skoro juz zdecydowalam ze udostepniam kawalek mojego zycia (bardziej lub mniej koloryzujac go) to wiem ze musze przyjac rowniez na klate roznych dziwnych ludzi i inne opinie. to nie tak jak z doborem przyjaciol, ktorych mamy – przewaznie – takich jakich chcemy. tu jest troszke wolna amerykanka. wiec jakby licze sie z konsekwencjami.
krytyki nikt nie lubi to jasne. ale jakby kazdy robi tak jak mu wygodnie i tak jak uwaza. ja daje dziecku zabojczy gluten i truskawki naszpikowane toxoplazmoza i alergenami.

no ale nic.

proponuje dzien rozpoczac (pieknie 14.04 a ta ROZPOCZYNA DZIEN) jakze nam wszystkim dobrze znanym haslem:
CZYTAJMY TE BLOGASKI CO NAM SIE PODOBAJA!!!!

(no lubie was przeciez, no co wy )