Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2005

najslodsza kruszynka

potwornie zaluje ze nie przeszlam przez szereg testow przygotowujacych do roli wzorowej matki.
uwazam ze koniecznie i bezwarunkowo powinny sie tam znalezc nastepujace zadania (teoretyczne i sprawnosciowe):

- na dowolnym sukmanie przyszywamy jakas liczbe zatrzaskow. w roznych odleglosciach, zatrzaskow musi byc podchwytliwie nieparzyscie ale o tym dowiadujemy sie jakby na koncu. i tera uwarzac mi.
na czas nalezy zapiac wszystkie zatrzaseczki tak by utworzyc przestrzen miedzy zatrzaskami taka gdzie wejdzie niemowle. aha. no i oczywiscie jeszcze w polmroku bo glownie jest to noc gleboka a nie chcemy rozbudzic naszej kruszyneczki slodkiej co to nam jednym usmiechem wynagradza wszysciutko!!! poziom wyzej prowadzacy test szarpie jeszcze ww suknem na boki.

- test drugi. przygotowywanie mleka na czas. w tle placz dziecka sygnalizujacy ze jezeli w ciagu 3 sekund nie dostanie zarcia umrze z bolu a winna bedzie tylko jedna!!!! WYRODNA MATKA!!! pokarm nalezy przygotowywac szybciutko i jeszcze opanowac rozmieszowywanie grudek w mleczku na czas. bez dotykania plynu nalezy umieszac mleko o temperaturze 36,76.
nastepnie nalezy smoczkiem trafic w otwor wielkosci dziesieciogroszowki. i utrzymac tąże buteleczke przez najblizsze 10 minut nie zwarzajac na perturbacje spowodowane KUPA, TRZASNIECIEM DRZWIAMI I PRZELECENIEM KOTA PO NIEMOWLECIU.

- test trzeci.
jak spowodowac by twoja pocieszka nie wyla w kapieli. zaloz sobie torbe z tesco na glowe, twarz wymaluj najsmieszniej jak umiesz i przez 30 min opowiadaj najwieksze pierdoly jakie ci kiedykolwik przyszly do glowy. calosc wyprobuj przed kotem starajac sie by przez te 30 min nie spuscil z ciebie wzroku.

- test czwarty. dwie slomki od drinaskow umiesc w dnie miski z kisielem tak zeby kisiel wyciekal raz wolniej raz z predkoscia niagary.
majac do dyspozycji paleczki do uszu postaraj sie by w ciagu 46 sekund juz nic ze slomek nie lecialo. ta umiejetnosc przyda sie jak znalazl gdy nasz skarbek zlapie katarek od zimowej sloty.

- test piaty.
postaraj sie przekonac meza ze da rade zostac w domu sam z dzieckiem. w tym celu daj mu kocaca sie kotke, ktora zaraz padnie po porodzie zostawiajace jemu 8 malych kociat.

- test szosty. pobierz kotu mocz do analizy. niemowleciu tez kiedys bedziesz musiala pobrac.

-test siodmy.Pochylaj sie nad kocia kuweta taka 8 dniowa przez 10 minut, usmiechajac sie i radosnie kwilac tititi i agu agu aga.

- test osmy.
uwierz ze zycie z niemowlakiem to wielka nowa przygoda ktorej sprostasz z latwoscia poniewaz jestes SUUUUUUUUUUUUUUUPPPPPPPPPPEEEEEEEERRRRRRRR MAAAAAAAAAAMMMMMMMMAAAAAAAAA.

ide pic wino.

żegnam.

ps. kanapy 2

hes just the same

jezeli ktos jeszcze pokaze mi chciaz kawalek zdjecia z jakims czlonkiem (!) mojej roziny albo wogle jakiejkolwiek rodziny to walne.

4 dni swiat to stanowczo za duzo.
larwa wogle juz wymiekla, przez ostatnie 10 dni widziala okolo 40 nowych twarzy i w zasadzie juz nie wie kto jest mamusiom kto tatusiem i gdzie w zasadzie mieszka. (tym bardziej ze u dzadkow spala na ziemi na materacu taka jest grandżowa oh yeah)

dzis lezymy na kanapie i ogladamy sex&city i jemy paluszki slone zeby odreagowac serniczki, pierniczki i makowczyki.
a wrecz mamy ochote na pizze!!!
taka na ostro!!! taka z peperoni!!! jezuuusssss

dobijcie mnie szkieletem karpiowym

stanowczo nie lubie swiat i stanowczo ciesze sie ze nastepne beda za rok

w dodatku kapusia czerwona puscila mi sok w lodowce i mam buraczkowe maslo.
poza tym zaraz zasne.
bo oczywiscie od rana czatowalam na larwiane siuski.
tym razem od razu w zasadzie nasikala do woreczka.
wyniki wyszly prawie ok wiec no.

najbardziej to w tych swietach podobala mi sie jazda autostrada gdy w radiu lecialo driving home for christmas. i ta autostrada byla taka pusta i slonce swiecilo tak zimowo.
fajnie bylo.

i jeszcze udalo mi sie troche fajnego nastroju zalapac umawiajac sie z moimi kolezankami zez szkoly.
spotkanie bylo cholernie ekspresowe ale bylo jakos tak gwiazdkowo i kanapy byly mietkie.
i stojac w korytarzu wszystkie jak jeden maz albo i zona powiedzialysmy sobie wielki sekret ze srednio przepadamy za swietami.
ulzylo mi bo myslalam ze to tylko ja.
i potem jak stalam na przejezdzie kolejowym i padal deszcz i w radiu cos fajnego lecialo to w zasadzie przed oczami przelecial mi caly ten rok i poczulam ze jednak mi skrzydla wyrastaja. ze jednak moze jestem aniolem?
rok temu przed swietami nie myslalam nawet jaki bedzie ten rok.
rok minal i niby nic sie nie zmienilo.
niby nic.
jakby porownac dwa zdjecia naszego pokoju i wskazac potencjalnemu widzowi by zaznaczyl 10 szczegolow ktorymi roznia sie te dwa zdjecia to z trudem zaznaczyl by 2. butelke i wozek.
a mu nadal kwitniemy na kanapach.

a co u was misie patysie???

kochani

mnie juz nie bedzie do wtorecku.

wiec wiecie.

(a ciekawe by bylo jakbysmy wszyscy razem sie spotkali na wigili nie? tak po prostu)

kochanie zycze wam wiercacego w nosie zapachu choinki.

i milosci.

all you need is love.

naprawde.

i dziekuje wam za wszystko.

lubie was.
(troche oczywiscie) hihihi

tesco!!!!! dla ciebie!!!! dla rodziny!!!!!!!!

normalnie to bym tego nie zrobila. o nienienienei
w zyciu nigdy.
przenigdusienko

aber ze tak zagaje z niemiecka
cierpialam wczoraj na larwiwstet.
bardzo mi przykro ze jezeli chodzi o cierpliwosc to jechalam na rezerwie i bylam bliska wykorkowania.
bo siedze 24 h z maupom larwowa i jade juz tylko a gu agu aga
larwa jest aniolem (przesypia juz ciegiem 10 h bez zarcia)ale nawet aniolow ma sie dosyc czasmi umowmy sie.

stary wrocl z zakladu – patrzy na mnie i mowi STARA WYPAD MI Z CHATY
WROC O 2 W NOCY ZALANA W TRUPA BO PRZECIEZ PATRZEC NA CIEBIE NIE MOZNA.
no to poszlam smetnie powloczac nogom.

poszlam do tesco bo i tak musialam kupic pieluchy.

a w tesco.
no zgadnijcie jak bylo w tesco!!! no prosze!!!
w tesco byl atak klonow!!!!
pińcset takich samych gospodyn z listami zakupow dlugosci rolki papieru toaletowego z pieskami velvet.
za nimi orszak grubaskow z lysinkami i rozchelstanymi polaciami dracych sie HENIA!!!!! JESZCZE JAJKA!!! PASZTETÓWE TEZ WRZUCIC???
baska ma racje – przed swiatami populacja wzrasta.
GUS i COBOS powinny sie tym raczej zajac.

no nic. latam ci ja po tym tesco. i nic a nic mnie nie przeraza. naprawde . jade sobie slalomikiem pomiedzy wozkami i dre sie AJM SINGINGING IN THE REIN.

3h bez larwy

postalam sobie nawet troche w dziale plyny do spryskiwaczy bo tam bylo nader luzno i popatrzylam na ludzi.
boze co za ped do konsumpcji!!!
zachowywali sie zupelnie jak ja w matrixie!!!

ustawilam sie do kasy.
kolejka na 5 Helenek i 4 Tadzikow.
pffff w dupie to mam.
wzielam se z polki ksiazke pt „1937347 pierwszych randek” i zanim dobrnelam do pana kasjerowego juz mnie bylo wciagnelo. chyba pojde dzis tez stanac w tej kolejce zeby poczytac. a jak bym tak poszla w piatek to bym cala ksiazke w drodze do kasy rozpukala!!!

w tesco nie wiem czy wiecie na klienta czeka w drodze do kasy wiele zasadzek.
bo np. kasjerzy dysponuja tajna bronia w charakterze tabliczki OSTATNI KLIENT.
i moga ja wystawic w kazdej chwili i to zazwyczaj nie tobie a gosciowi przed.
i w ten sposob trzeba szybko popierdalac do nastepnej kasy gdzie rowniez jest dreszczyk niepewnosci uzyskania tej zoltej tabliczki.
a potem oczywiscie dowiadujemy sie ze ustawilam sie w kasie TYLKO ZA GOTOWKE ACZ BANKNOTAMI O NOMINALACH DO 16 ZL. i zapierdziela sie do bankomatu a cala kolejka wogle sie nie denerwuje a wrecz przeciwnie porzyczaja mi kase.

wrocilam do domu.
dziecko nakarmione spi.
na mnie czeka kieliszek wina.

oj no lubie czasami mojego meza.

larwe dzis tez troche lubie.

ale tylko troche!!!

no!!!
lece ogladac noce i dnie.

oh ten Tolibowski.
juz nie ma takich mezczyzn.

jezu

zamknelam sie na strychu z gora piernikow i kawa i wogle wstalam wczesniej (wiem wiem)zeby wrescie dopchac sie do netu.
Podla larwa spi w nocy i w zasadzie tylko w nocy. ja wiem wiem. wybaczam jej naprawde bo spi 16 h od 20 – 12 w poludnie z jedna lub dwoma przerwami na zarcie.
za to w dzien HALO MATKA!!!! ZABAWIAJ!!!!
a matka naprawde lubi PERIODYKI KOBIECE czy inna prase kolorowa. i naprawde lubi lezec na kanapie. larwa wiec tez lezy. na szczescie nie wyje i chwilowo zafascynowana jest maksymalnie lampkami choinkowymi.
ale niewatpliwie znak to jest ze iz czas opiekunki zaczac szukac.

sluchajcie a ile sie placi opiekunce jakbym chciala na godziny? tzn tak z 5 h dziennie a czasmi moze byc roznie bo roznie bede pracowac wiec musiala bym na godziny jednak.

bo ja mam cierpliwosc. ale chyba nie do istot ktore z uporem maniaka wypychaja smoczek jezykiem przez 15 min.

z atmosfery przedswiatecznej udalo mi sie uszczknac troche w piatek bo maz wypuscil mnie z ranca do matrixa. i byla nawet milo jak usiadlam z kawa, lecialy utwory tematyczne i troche bylo czuc ze w miescie jest lekka zadyma swiateczna.
(wogle znowu przez ten pecherz larwy jestem udupiona. przysiegam ze jestem na granicy wyczerpania. marze o steku z poledwicy i zasmarzanych ziemniakach w takiej jednej knajpie).

w weekend nie pamietalam jak sie nazywam bo mielismy rozne wigilie klasowe. pryszlo 20 osob plus 6 drobiazgu wiec manadrynki do tej pory wydlubujemy spod lozka.
panowala swiateczna atmosfera acz bylo lekko gwarno ze tak powiem.
chyba juz zapomnialam jak to jest zorganizowac impreze na tyle ludzi bo padalam na pysk.
lezalam otempiala na kanapie i zabronilam pierwszemu sie do mnie odzywac.
mam nadzieje ze gosciom tez sie podobalo bo nie wiem.
Najdluzej zostali ci z najmniejszym dzieckiem ;)

plan na dzis – nie dac sie wyrolowac z kolejki na poczcie!!!! walczyc jak lwica o dostarczenie na czas przesylek przeze mnie dzis nadanych.
acz przyznam ze jak co roku zapewnie pocztowcy beda zaskoczeni iloscia nadanych kartek pocztowych. pacz pan!!! doba internetu i jeszcze wysylaja skubani.

dobra.
ide surfowac poki małpa spi.

chcialbym chociaz za oknem wiatr dmucha zanucic ci prosto do ucha

jakzesz jest to wszystko mile i czarowne!!!
spalam ci ja dzis sobie z larwa jeszcze gleboko. bo odsypialysmy ogolnie tak wszystko po trochu no i spimy nie.
hrapu hrapu

wtem!!!
telefon.

dzwoni maz. nie wiem co mowil ale chyba chodzilo mu o to czy larwa kaszle.
mowie poczekaj spojrze – nie kaszle.
bo larwa wiecie kaszle i psika i ma gluty ale to juz WSZYSCY WIEDZOM.

dobra spie dalej. na dworzu harry potter wiec wogle nawet mi przez mysl nie przeszlo zeby wysciubiac koniuszek noseńka. odslonilam tylko zaluzje i mowie do larwy : PATRZ I DOCIEN CIEPLA KORDELKE W JEZYKI !!!! wiec spimy. trzy cztery spimy.
koty mrucza, larwa spi ja chrapie.

wtem!!!!
dryń dryń!!!!!

dryń!!!

halo.

CZESC TO JA
(kolezanka z pracy)
sluchaj mam njusa. ALE NIE WIEM CZY CI SIE SPODOBA.

(uwielbiam jak ktos dzwoni z pracy i mowi POWIEM CI BO I TAK SIE DOWIESZ, albo TYLKO NIKOMU NIE MOW!! naprawde brzmi to obiecujaco!!!! jak skurwysyn)

wal – mowie. I TAK JUZ NIE SPIE.

BO WIESZ DZWONILI DO MNIE Z PRACY ZE JEST ANGIELSKI OD PRZYSZLEGO TYGODNIA.
A DO CIEBIE NIE DZWONILI??? EEEEEEEEE

EEEEEE

EE

ALE CHYBA DLATEGO NIE DZWONILI ZE WYNIKA TO Z DRUGIEJ INFORMACJI CO JA MAM DLA CIEBIE.

(ZAPOWIADA SIE ZAJEBISCIE)

BO WIDZISZ OD STYCZNIA TWOJE STANOWISKO PRACY PRZESTAJE ISTNIEC.

(zabieraja biurko??? szafki moje im potrzebne???)

czyli ze rozumiem ze ja wracam nieswiadoma do roboty z oseskiem na glowie a tu dziendobry ale DOWIDZENIA?

nie zeby mi przez mysl przeszlo wracanie do tej roboty nieieieneien.
ale ja mialam jakies wyrzuty sumienia!!!
ze bede oszukiwac mojego kochanego pracodawce!!!
ja je mialam!!!
o ja nienormalna!!
chyba mnie powalilo na umysl!!!

przewrocilam sie na drugi bok.

z rozanieleniem na twarzy zasnelam.

kocham moja kouderke.
i mojego jasieczka tez kocham.
i mojego misia henia tez kocham.

yyyyyyyyp

wizje

za tydzien konczy mi sie macierzynski.
jak sobie pomysle ze miala bym w piatecek udac sie na zaklad to robi mi sie slabo.
w zyciu nigdy!!! alez dzie tam!!!
br

najchetnie to poprzechadzala bym sie polami elizejskimi takimi pelnymi swiatelek. naprawde. widzialam w telewizorze ze wlasnie je wlaczyli.
ze jest ich miliony i ze to wlasciciele sklepow robia na nie zrzute ale i tak sie im opyla.
no tak bym sie poprzechadzala w nausznikach z kawa w papierowym kubku w zziebnietych rekach. i na pewno by wlasnie zaczal padac snieg i osadzil by mi sie na rzesach i na kiciusiu przy plaszczu.
no dobra cos tam ostatecznie mogla bym kupic u gucziego. o juz wiem!!! kupila bym sobie takie zielone dlugie kozaki co o nich marze od zeszlego roku!!!
i potem z tymi siatkami poszla bym na chinszczyzne, na krewetki. a potem to bym wrocila do domu i napila bym sie kieliszka wina. i usiadla przy kominku, zapalila lampki i wlaczyla christmas songs dajany krall.
(albo oczywiscie spedzila bym swieta tak jak bohaterowie teledysku LAST CHRISTMAS no ale to jest OCZYWISTE)

chcial bym zeby larwa juz byla na tyle kumata zebym mogla pokazac jej te cale swieta. zeby zachwycala sie lampkami i kolorowym papierem.
no ale to w przyszlym roku. teraz zapewne malo ja to bedzie interesowalo.

poki co swieta skutecznie jak co roku popsuje mi moja rodzina.
ah!!! uciec stad!!! gdziekolwiek!!!!

uciec i zapomniec. przezyc te swieta tak jak ja chce a nie tak jak trzeba.
polozyc sie z mezem i larwa, przytulac sie do rana i rano pojsc na sanki.
patrzec mu w oczy i widzec miliony swiecacych sie lampek.

caly dzien jesc tylko kapuste z grzybami.

kochac sie przed kominkiem.

nie wiem chwilami naprawde dlaczego tak nie jest.
czy zeby spedzic swieta po swojemu koniecznie trzeba sie wyprowadzic na alaske?

ps.

EEEE

oczywiscie ze sie denerwuje.
oczywiscie.
boje sie ze larwa ma milion ukrytych ciezkich wrodzonych chorob ktore wlasnie zaczynaja wychodzic.
no denerwuje sie nie bede oszukiwac.
pomimo sukcesu zlapania moczu do przyklejanego do tylka woreczka, okazalo sie ze wyniki sa takie sobie.
nic strasznego ale dostala lekarstwa.
jej pierwsze wlasne w zyciu LEKARSTWA.

i kolejne badanie dopiero za 2 tyg.
tak sie czuje jakbym to ja byla umierajaca a nie mala miala infekcje.
troche jak sie cos z dzieckiem dzieje jest niefajnie i dwa razy gorzej.

aaaaa mowie wam.

do dupy.

lallalaa

od srody przebywam z ciezarna soso.
oszalec mozna!!!!
tylko by lezala na kanapie i lezala.
normalnie nie wiem.
ewentualnie pewne ozywienie nastepowalo gdy siedzialsmy w lazience i pudrowalysmy pyski.
ale ale.
zaczelo sie wszystko od tego ze mialam ten katar nie.
w zyciu nie mialam takiego kataru. w zyciu.
naprawde zamierzalam umrzec.
posiadajac larwe raczej nie mozna posiadac kataru.
na nic zdala sie obsluga larwy w maseczce chirurgicznej.
no ale wracajac do babskich spraw to sroda byla cudowna.
pojechalam z larwa do soso i M.
swiecilo sie w kominku, larwa spala na podlodze bite 4 h dajac nam pogadac o bardzo waznych sprawach, powygrzewac sie przy kominku i zjesc cukinie.
boze jak bylo nastrojowo.
w czwartek larwa ostala kataru wiec po wizycie u pediatry siedzialysmy z lawa i wygrzewalysmy sie przed kominkiem a potem do nas dolaczyla soso. i tak jak sie polozylysmy w czwartek wieczorem to wstalysmy w piatek w nocy.
caly dzien omawialysmy bardzo wazne sprawy zwiazane z ogladaniem na biezaco fashion tv. boze jak cudownie. w sobote niestety pewne zamieszanie wprowadzili nasi mezowie.
ale dzis juz wszystko wrocilo do normy i leze.
soso juz pojechala i mam teraz syndrom dziecka pokolonijnego i mi smutno bo jeszcze przed chwila bylo tyle dzieci i wogle a teraz nastepna kolonia dopiero za rok.
no nic.

larie katar wrocil wiec musze wiecie co robic z jej nosem.
poza tym jutro dajemy larwiany mocz do analizy wiec kurna gutlak.

sie trzymcie.

apsic

oczywiscie larwa sie zarazila.
matko swieta.
od poczatku tygodnia bylam juz przygotowana na odparcie mojego pierwszego w zyciu kataru larwianego.
sprzet do wyciagania roznego rodzaju glutow w zaleznosci od konsyctencji, syropy, termometry i inne przyzady czekaly tylko na sygnal.
w nocy nastapil atak.
w zyciu nie widzialam tak obsmarkanego niemowlaka no ale o moj boze.
pierwszy atak odparlam a potem bylo z gorki.
larwa na szczescie jak zobaczyla ze pffff co mi tam katar to se odpuscila i katar trwal dobe.
matko.
naprawde senkju.

a teraz wybaczcie ale polece bo mam na dole w lazience soso i ja ja tam zostawilam z brokatami a ja jak wiadomo brokat uspokaja i troche sie boje wogle o nia.

a co u was????