Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Listopad 2005

krociutko bo ziewam

bozEEEE
larwa uspiona. ja uwalona i tak o.
Do larwy dotarlo ze lozeczko jest do spania.
o 20 sie kompiemy nastepnie lawa zamawia catering, i potem jeszcze chwile gadamy i nastepnie larwa idzie do lozeczka i zostaje kladziona na brzuchu.
od niechcenia possie lape i zasypia.
matko!!!
i spi ostatnio 8h budzi sie znowu na caterina i spi do 10-12.
mam nadzieje ze tak jej zostanie do 18 roku zycia.

ja tymczasem zasiadam z kieliszkiem wina i jest no wogle fajnie.

boze a co robicie na sylwestra??????

modowe dywagacje na kolacje

wyrwalam sie dzis do matrixa celem rozeznania co sie teraz nosi i wogle celem nabycia prezentow swiatecznych.

oczywiscie nic nie pamietam co sie dzialo i wogle nie patrzylam na zegarek bo jasno powiedzialm w domu ze niewiem kiedy wroce.
w matrixie na szczescie ruch poki co umiarkowany. jeszcze nie bylo kolejek w empiku na 367 osob.

ale o czym to ja chcialam. aha.
zawsze napawa mnie zdziwnieniem ale jednoczesnie fascynacja sklep co sie nazywa PROMODA. przysiegam ze zawsze wchodze tam z postanowieniem ze dobra. jedna rzecz se tu kupie. jedna. prosze.
i zabijacie mnie wogle mi sie to jeszcze nigdy nie udalo.
bo wchodze nie i patrze i normalnie ciuchow milion pincset wieszaki napchane, kolorow sto pincdzisiont i wogle o boze.
i zawsze po przejzeniu kazdej sztuki odziezy wierzchniej mam wrazenie iz projektant i szwaczka robiac te ciuchy byli totalnie nawaleni, na prochach i przedawkowali wibowit. kazdy ciuch bowiem to barwny pachtwork ewentualnie cwytr skladajacy sie z jednego oczka (jak sie robi na drutach to sa oczka tak)., ew koszulki koronkowe wygladajace jakby lekko nieswierzo.
a w dodatku jeszcze te ciuchy przez moment walaly sie na podlodze , troche sie rozdarly troche potem je pozszywano i takie im makatki wyszly.
naprawde fascynuje mnie ten sklep.
jak dzicy lansuja pieknie ubrane manekiny. tyle ze ja w zyciu nie widzialam osoby ubranej w promodzie.

idzmy dalej!!!!
solar.
piekny sklep z odzieza wloczkowa. wszystko jak jeden maz zrobione na szydelku. spodnice szydelkowe, spodnie, kapelutka, paseczki, torebusie , kolczyczki, buciki. no jak leci. i co to wogle za nazwa solar?
proponuje zmienic solar na kordonek.
ale ale!!!
moja ulubiona nazwa jest MONTON.
kuźwa. Monton – ponton.
naprawde jakis kosmos.

przechadzajac sie dalej napotykamy sklepy z odzieza dla mlodzierzy.
tam to sie boje wogle wchodzic bo ciuszki sa tam raczej jednorazowe.

a no i h&m!!!
tam jest dopiero pierdolnik!!!
tam jak dowala to niewiem czy to arkadius projektowal czy kurpianki z podhala.
dzis padlam trupem na widok spodnicy w pawie oko. kroj – ala wczesne mazowsze. jezusssss. do tego pawie oko w kolczyku i nie pozostaje nic inngo jak poscic pawia.
fascynuje mnie rowniez upartosc manaiakalna h&m w posiadaniu stojaka z bizuteria meska. gadzety sa w miare niektore fajne ale nie widzialam w zycu faceta coby cos kupowal z tego stojaka.

w zarze tez jest dziwnie bo wszystkie spodnie sa mi pol metra za dlugie a w bluzeczki rozmiar 40 ledwo wchodze.
no dobra.

o sklepach z butami pisac nie bede bo soso dostanie zawalu.
raz przezyla ze mna szukanie butow. i kupilam te buty tylko dlatego ze ona sie uparla ze mi te buty kupi.
ja sie probowalam nauczyc od soso pokory w stosunku do butow i takiej wiecie akceptacji i wybaczania. ale efekt tego byl taki ze soso wybaczyla takim japonkom ze nie sa czarne tylko zlote choc moze to i lepiej a ja nic nie moglam wybaczyc bo bylam w ciazy i musialam isc sikac.
(boze kiedy to ja w ciazy bylam!!! nic juz nie pamietam).

tak wiec jezeli chcecie mnie zapytac gdzie ja w takim razie DO CHOLERY ROBIE ZAKUPY to szczerze wam powiem ze az mnie DZIW bierze ze nie chodze nago.

tak wiec mowie wam. masakra z tymi sklepami.

prezenty kupilam, sobie kupilam za to ze bylam taka dzielna ze kupilam te prezenty czapeczke z krolika i super.

teraz oswiadczam iz zamierzam sie wlasnie uwalic winem i zalec przed kominkiem.

ubrana w czapeczke z krolika (z plejboja?).

li i jedynie.

dowieźli flipsy

melduje ze bylam na jodze , w solarium i odebrac pesel larwiany.
na jodze bylo nie tak fajnie jak kiedys bo chodze gdzie indziej na joge. BO MAM DZIECKO I TAM GDZIE LUBIALAM TO NIE DAM RADY BO ZA DALEKO.
No ale bylam u nas na wsi.
joga na wsi od jogi w miescie rozni sie tem ze na jodze na wsi baby se robiom jaja z tej jogi. a na jodze miastowej panuje cisza skupienie i afirmacja ucha wewnetrznego.
na jodze wsiowej wszystkie kobiety tak maja z 46 lat i wszystkie maja takie same skarpetki z abesem przysiegam. i glownie chichocza.

na solarium zaleglam jakze skutecznie.
tradycyjnie rumieniemm mam zajety poslad oraz przestrzen miedzycyckowom.

larwa w tym czasie zabawia dziadkow. oczywiscie moja mama czuje co sie swieci i caly czas mi powtaza ze jakbym miala tyle dzieci co ona (jedno)to tez nie chcial by mi sie siedziec z nastepnymi.
acz nie dyskutuje z nimi za bardzo tylko podrzucam becik na prog z kartkom DRODZY PANSTWO JESTEM SAMOTNYM NIEMOWLAKIEM.PROSZE O ZAJECIE SIE MNA PODCZAS GDY MATKA MOJA ZAJETA JEST PROWOKOWANIEM MELANINY DO ZMIANY KOLORU POD WPLYWEM PROMIENIU UFAŁ.
no i biora ja bo co maja uczynic.

(kij tam ze zmarzlam dzis w solarium)

no nic imac sie bede wszytskich sposobow by pokonac ten listopadowy sklep rybny.

bylysmy dzis z o. na spontanicznym spacerze w lesie.
a w lesie co. lekki harry potter. o 15.56 wygladalo jak w srodku nocy.
stanowczo wozki powinny miec przynajmniej swiatla mijania (a larwa w srodku takie swiatelko jak w samolotach nad siedzeniem zeby sobie mogla cos poczytac albo co).

a teraz pozwolicie ze udam sie do wyra bo zaraz zaryje nosem w klawiaturke.

aha. czy ktos wie czy w poznaniu mozna gdzies cwiczyc (nie mowie ze zaraz joge) z dzieckiem? bo ja sie za duzo naogladalam telewizji. i tam zagramanicom to sie normalnie cwiczy z dzieckiem.
wiem. wymyslam.

chris o poranku

przysiegam ze czuje sie jak w przystanku alaska.
(nic dziwnego moja panno jak wstajesz o 12!!!! )
no bo jak sobie tak pospimy i potem wstaniemy to mamy 2-3 godziny swiatla dziennego. nie slonca nawet bron boze!!!!
wiec jak juz wstaniemy to biegusiem szybko na spacer bez makijarzu bez sniadania byle by tylko choc odrobine na ta mgle i chmury popatrzec!!!
normalnie i co rusz przypomina mi sie ten odcinek alaski gdzie u nich jest tylko noc i nosza te urzadzenia na glowe z lampkami zeby im swiecilo w oczy zeby nie mieli depresji.
chetnie bym cos takiego ponosila. ale probowalam!!
lampka z ikei nie czyma sie na plaster do czola.
jako ze od czekolady juz zygam pije pinaKOLADE zeby tak przywolac wspomnienia lata. (tym bardziej ze dzis juz mozna bylo odsniezac!!!! i bez skrupulow zapalic lampki choinkowe co wisza OD ZESZLEGO ROKU).
no i tak ide se nie i tak sobie wyobrazam nie ze jestem na alasce (myslicie ze juz oszalalam nie?).
i tylko nie wiem czy mam sie utozsamiac z szeli winkur czy z megi okonel.
do szczescia brakuje mi tylko baru gdzie mogla bym wejsc na stek z łosia.
i tylko mijani menele cos mi nie pasuja do scenerii sisili.
ale flaiszman bylby moim pediatrom!!!

wczoraj byli u nas sasiedzi. matko!!!
trzeba miec niezly refleks zeby nadazyc z dolewaniem im do kieliszkow!!!
jako ze ja juz pic moge rowniez zaszalalam. matko swieta.
obudzilam sie o 3 w nocy marzac o herbacie mietowej.
jezusss jaki kac.
dziecko na szczescie zrozumialo ze mamunia miala ciezki wieczor i spalo do 12.34 a nastepnie zostalo podstepnie wywleczone na spacer zeby jeszcze mamunia mogla dojsc do siebie.
ze spaceru wracalysmy w burzy snieznej ale no o moj boze.

bywa.

jutro rozpoczynam terapie promieniami solarycznymi.
zjaram sie maksymalnie zrobie se tipsy i zapuszcze blond loki. i bede czatowc na gosci w beemkach.
taka mam strategie na zime.
hołk.

trąci myszkom

mam nadzieje ze larwa wdala sie w mamusie.
ostatnio bowiem spi do 11.
naprawde no.
potem szybciutko sie szykujemy i juz o 15 jestesmy na spacerku!!!!
troche komplikuje nam teraz to ze o 16.04 zapadaja egipskie ciemnosci ale o boze no.
tak jak ide i pkam ten wózik pod wiatr i snieg to przed oczami mam tylko te palmy.
jakas nienormalna jestem chyba normalnie.
taki lekutki masochizm.

siostra zeby sie nie czula odosobniona to my tez mamy myszke!!!!
napewno jest sliczniutenka jak stjuard malutki. na pewno.
myszek pojawia sie nieregularnie i skrobie sobie w sufit nad sypialnia.
bezczelnie olewa lapki na myszki gdzie normalnie ma szwedzki stol z zarciem.
choc w sumie moze lepiej bylo by pozostawic lapki puste bez sera a tylko polozyc obok menu?
takie male menu dla myszek (w karcie byly by dania STEK Z KOTA. ALBO KOCIE WASY W CIESCIE FRANCUSKIM. ALBO WATROBKI NA KOCIA MODLE PODAWANE. no nie wiem ktora mysz by sie nie dala na cos takiego skusic). i taka mysz mogla by zamowic co chciala by zeby bylo w lapce a nie ze my tam zakladamy ser boczek i bogwiecojeszcze. A TERAZ PRZECIEZ TRZEBA BYC ZORIENTOWANYM NA KLIENTA.
chociaz moze te mysz wchodzi kominem na ten strych a zywi sie w dzien karma dla kota ktora mamy w piwnicy?
no no. jak by sie moje siersciuchy dowiedzialy ze mysz im podrzera karme to nie wiem.
w sumie mozna by sie pokusic o dosc odwazne stwierdzenie ze SKORO MAM W DOMU KOTY TO ONE POWINNY ZAJAC SIE PROBLEMEM MYSZY. ale chyba jestem naiwna i niedzisiejsza.

moze ta moja mysz mogla by korespondowac z myszom siostry?
i wtedy jak miedzy nimi wiezi sie by zaciesnily to wtedy dopiero siostra mogla by ja wykonczyc ta swoja mysz i wtedy ta jej mysz zapisala by wszystko w testamencie mojej myszy i dostala bym poczta siostry smieci – dla myszy oczywiscie.
a poki co mogly by sobie popiskac przez skejpa przez takie malenkie mikrofoniki. piii pippp iii ???!!!

no nic.

ide pmyslec o palmach. bo cos za mocno mi sie humor poprawil.

seja

pierdu pierdu

siedze i pije herbatke pt SEKRET PIEKNA.
jakze gleboko musi byc to ukryty sekret bowiem po obaleniu calego kubka nijak mi pieknosci nie przybylo.
zmarszczki opanowaly juz w zasadzie cale moje cialo.
to juz koniec.

w dodatku ryba na dworze zamokla bo glownie leje.
opryskal mnie opel i mercedes. wozek caly w blocie, ja do przebrania. masakra.
nastepnie postanowilam zrobic dziecku soku z jablek tymi wlasnymi recyma, w celu tym odpalilam wyciskarke, obralam japka tyle ze zapomnilam podstawic naczynie na wyciekajacy sok wiec soczek dla coreczki znalazla sie na ziemi.

mam dosc piosenek w radiu pt akapulko albo sanszajn rege. protestuje.

oddycham do torebki po czekoladkach.
ide robic sole w kaparach.

sija

ps.

i tylko czarne oczy snia sie czarne oczy

zjadlam wszystko co bylo czekoladowe w okolicy. szlag mnie lekki trafia bo chyba jak sie wykupi cale czipsy flipsy czekoladowe to nalezy zaopatrzyc sie w nowe zeby klienci w depresji jesiennej mogle je kupic co? he????

teraz mam herbate i czekolade i kurna co.
naprawde chciala bym sobie jakos pomoc tej jesieni ale nijak nie mam jak.
nie umiem i nie mam pomyslu.
bowiem w gre wchodzi tylko ten mauritjus.
na dworzu juz nie wali morszczukiem.
wali jak na kutrze rybackim co stal w porcie 6 dni po brzegi wyladowany szprotom i w chlodni agregat padl.
a pojutrze ma byc snieg. no i o moj boze i co z tego.
mrozone ryby tez smierdzom.

poza tym zmarszczek mi przybylo po tym połogu.
kocham slowo połóg. naprawde.
spie po 12 h i potem patrze w lustro – i wygladam jakbym caly dzien kierowala bankiem swiatowym.
wiem wiem. wystarczy zmienic zarowke.
od lat sie dziwie ze niektore patalachy nie kojaza ze w przymierzalniach w sklepach z ciuchami wystarczy zamontowac zarowke EMITUJACA CIEPLE SWIATLO i kurna sprzedaz wzrosnie. bo czyz nie pieknie sie wyglada przy blasku swiec? nie to te palanty w przymiezalni montuja jarzeniowe ze zimnym swiatlem w ktorym wyglada sie jakby dostalo sie w twarz pelnym pampersem a odrosty wydaja sie zielone (siostra zaswiadczy).
ze nie wspomne ze mozna zamontowac lustra lekutko wyszczuplajace. i tak sie nikt nie kapnie. ale nie ja jestem od tego by zwiekszac popyt w zarze.

poza tym postanowilam sie ksztalcic.
w jezykach obcych.
obecnie mam na tapecie jezyk niemlowlat.
czytam ta amerykanska ksiazke ktora ma pozwolic mi na przejzenie na wskros niecnych zamiarow larwy.
matko normalnie jakie to jest skomplikowane.
ksiazka amerykanska czy tam angielska no i wiadomo ze nie mozna wszystkiego brac serio ale cos tam zaczynam jarzyc.
bierze sie taka larwe i sie patrzy.
i juz np wiem ze jak macha recyma i nogami to zmeczona. jak strzela dzieciola – to smeczona.
jak ssie lape to niekoniecznie chce jesc.
jak przekreca glowe w jedna strone to chce jesc. jak w obydwie to by sie zdrzemnela.
powiem wam ze normalnie bylam pod wrazeniem jak po jedzeniu larwa zaczela kiwac i wierzgac a ja ja polozylam do lozka i ona zasnela ot tak po prostu.
oczywiscie jak w kazdym jezyku sa wyjatki i zasadzki.
bo jak mi larwa zapodaje 3 komunikaty na raz to ja wymiekam. HALO!!! NIE WSZYSTKO NARAZ!! MOW WOLNIEJ!!!

ale naprawde ksiazke mozna przeczytac bo cos tam sie z niej przydaje.
jezyk niemowlat sie nazywa. podobno dostepna w necie.

dobra kochani.
ja bede leciec spac.
jest mi niedobrze po czekoadzie ale oj tam.

a co u was?
jak znajdujecie listopad??

dream dream dream

nikt mnie dzis nie kocha.

nikt a nikt.

na dworze pachnie starym sledziem.
larwa wyje.
deszcz sie siąpi.
pranie nie chce schnac.
jestem glodna ale postanowilam nie jesc na znak protestu.
w calej wsi skonczyly sie Flipsy czekoladowe.
czy ktos na sali ma zyletki? albo przynajmniej krem do depilacji?

zewszad otaczaja mnie gazety TWOJE DZIECKO, MAMO TO JA, TATO TO TY, JAK WYCHOWAC NIEMOWLE, DZIEKO I JA, NIEMOWLE A PERSEN.
Kiedys to czytalam vive i jebany twoj styl.

nie no naprawde to nie jest dzis dobry dzien.
dzis jest dzien by dostac biet na mauritjusa. taki piekny bilet w owijce z palmami. i z pieknym tiketem na serie zabiegow.
dzis jest dzien zeby spakowac klapki i bikini i isc na lotnisko.
taki wlasnie jest dzis dzien.
i zeby zadzwonic wieczorem do znajomych ze o!! dolecielismy. hotel piekny.
o przepraszam ktos puka. plis wy postawic ta pinakolada na komoda.

dzis wydaje mi sie ze wszystko co mialo mnie spotkac w zyciu wlasnie mnie juz spotkalo.
juz nic sie nie stanie i na nic mnie juz nie bedzie stac.
juz zawsze bede miala uczepionego u szyi bahora i obsliniony cwetr.

zjadlam juz cala czekolade jaka byla w domu.

nie pomoglo.

ide dalej wyc.

back to matrix

jezuuuussss no jestem no.
masakra.
LARWA MIALA GOSCI.
cale 4 dni.
naspraszala a ja musialam podawac uslugiwac i sie szczerzyc.
goscie byli, poczynili spustoszenie a larwa potem odreagowywala pol dnia wyjac i robiac podkowke i siorbajac i lkajac znaczaco.
mowie jej – chcialas atrakcji moja panno – prosz.

jako ze pediatra zezwolil nam na w miare wychodzenie z domu to latamy jak z pecherzem po wszystkich centrach handlowych, kupujemy rozne fajne rzeczy no i wogle jest fajosko.

udalo mi sie wyrwac do kina. mowie wam. pierwszy zostal z kumplem i z pol litrem wodki. wiem, nierozsadnie. ale opijali corke wiec co.
a ja poszlam na CZAROWNICE. z nikolką kidmanek.

jezuńku.
naprawdeczko.
w zyciu nie wiwdzialam ze mozna z siebie zrobic taka idiotke. w zyciu.
Nikolka caly film zachowywala sie jak szesciolatka i brakowalo jej dwoch kiteczek i lizaczka.
jedyne co to miala piekny czarny czarownicowy plaszczyk. taki zez szpiczastym kolnierzem z rozszerzanymi rekawkami i zielona wysciolka. piekny.
absolutnie chce taki.

poza tym larwa grzeczna.
czytam ta ksiazke o tej dzieciecej szeptunce co niby uczy rozpoznawac placz dziecka.
jezus no duzo bym dala zeby umiec czytac z ruchu warg larwy.
wiec wnikliwie sie przygladam i odgaduje zawowalowane przekazy larwowe.
matko jakie to trudne.
i zaloze sie ze zanim ja sie naucze rozpoznawac jej placze to ona nauczy sie mowic.
bo tam w tej ksiazce jest napisane ze placz jest jedynym sposobem wyrazania potrzeb i dziecko dlatego roznicuje go w zaleznosci od potrzeb.
i jak sie na kazdy placz bedzie wpychalo jej cycka w gebe a szanowna larwa nie to miala na mysli to larwie sie znudzi bo ona chciala co innego i wogle bedzie juz do konca zycia miala kompleks niezrozumienia.
OSZALEJE.
wiec teraz siedze i robie notatki z placzu.
w zasadzie umowmy sie ze duzo nie mam do wyboru. placz moze byc albo ze jesc, albo ze kupa albo ze zmeczona albo ze nuda.
umowmy sie ze zmeczenie mam obcykane.

no bo w sumie racja ze nasza frustracja z obslugi noworodka bierze sie z braku mozliwosci porozumienia. ze kurna zgadujemy jak deramtolodzy albo weterynarze.
a wystarczylo by wyposazyc larwe w tabliczki z 4 napisami i larwa by tylko te tabliczki wysuwala z wozika.
i prosze. w tym momencie jakze bylo by to proste.

patrzac na reakcje gosci i wogle ludzi na placz dziecka jestem przerazona.
nie ma osoby ktora by sie nie zerwala DALEJ KOLYSZEMY DZIECKO!!! NOSIMY!!! TRZESIEMY!!! PODRZUCAMY!!!
ONO NA PEWNO CIERPI.

placzace dziecko bowiem na pewno jest w stanie krytycznym i natychmiast nalezy wezwac pogotowie, gopr i efbiaj.
ale juz na pewno nalezy wszystko upuscic z rak i leciec!!!

a umowmy sie ze jak dziecko jest zdrowe to kurna ryczy z w/w powodow z ktorych wydaje mi sie zaden nie jest smiertelny.
no ale wytlumacz to gosciom.

JESTEM MATKOM POTWOREM I TYLE.
boze no mowie wam.

w h&m rzucili nowe hinskie sukienusie dla larw.
piekne.

ha!!! matrixie przybywam!!
ajm back!!!!!

krociutenko

absolutnym odkryciem jest pieczywo wasa z szynkom i maslem. w zasadzie tym sie zywie od 3 dni i nie zamierzam przestac.

no i widziecie.
napisalam tylko o tym i musze isc.
musze isc jesc.

i wlacze sobie stare odcinki pelnej chaty!!!
ha!!!!