Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2005

rowniez krotko

siedze sobie pocichutku i tak tam sie zamartwiam. nudzi mi sie to se wymyslam.
obecnie mamy katar wiec nawet czynnosc spacerowa zostala wstrzymana. zebysmy sobie to wyjasnili. to nie ja mam katar. nie nie nic nie insynuuje. naprawde.
w dodatku jedna z nas ma wysypke na czole.
i ja tak siedze i se wymyslam. i wymyslilam ze napewno zosia bedzie uczulona na koty. na pewno. i wtedy nastapi koniec swiata bo nie wiem co zrobie z kotami. ja wiem ze jestem potworem bo jakby wybor jest prosty (koty??). ale zrozumie mnie tylko ten co ma koty.
kuzwa nie wiem co wtedy. zabijcie mnie.
byla by to pewna tragedia.
i jak sobie tylko o tym pomysle to chce mi sie plakac, biore koty na kolana i sie z nimi zegnam. nie nie no co wy wogle nie mam schizy.
ja wiem ze dziecko moze byc uczulone na milion rzeczy, na kurz rowniez. i pocieszam sie tym ze od poczatku jest w tej siersci i ze alergie sie tez dziedziczy.

no i takie mam przemyslenia pomiedzy jednym a drugim odcinkiem sexu&city.
odrobine w letarg taki wpadlam i odrobine mi sie nudzi i odrobine ktos mnie powinien w dupe kopnac.
zieeeeewwwww

ide spac.

krotko

czytalam se dzis vive i tam pewna biedna bardzo zona pewnego biznesmena co go biedaka aresztowali zupelnie nieslusznie bo on ci przecie niewinny byl, no i ta zona zapytana czym sie zajmowala u boku meza odpowiedziala ORGANIZOWANIEM ZYCIA TOWARZYSKIEGO.

ja tez chcem!!! teraz zaraz!!! chce sie zajmowac organizowaniem zycia towarzyskiego, prowadzic otwarty dom (i zamknieta piwnice),i promowac wsrod czlonkow klubu polo polskie tradycje. cos czuje ze jestem dotego stworzona. w zasadzie jestem przkonana.

przegladajac dalej prase naszly mnię watpliwosci co do cholery z ta Rusin i Lisem . rozstali sie czy nie do cholery. i czy manadryna nadal jest z wisniewskim czy rowniez kaszana. czy ktos moze mi to wszytsko wyjasnic?

bo to ze britnej na dniach urodzi to wiem.
bardzo milo jest poczytac cos innego nic PIERWSZY ROK ZYCIA DZIECKA.

POZA TYM MOJ MAZ ZABRAL SIE DO PEDZENIA BIMBRU.
w weekend czeka mnie odszypulkowanie 40 kg winogron. luz. dam rade.
zaproponowalam ugniatanie w wannie za pomoca wlasnych nog ale spotkalo sie to z dezaprobata.

no nic.

bede raportowac z procesu fermentacji.

seja

ot tak.

uspokoilam sie w sumie znacznie. wrecz jak to powiedziala siostra cierpie na smutek pomarzeniowy. w sensie ze spelnilo sie marzenie i teraz jestem troche wyzuta i pusta bo jest tak jak mialo byc. jestem spelniona czy jak.

cos zawsze za pozno zabieram sie za te notki i troche przysypiam. pozwolicie wiec ze jutro postaram sie zjawic wczesniej.

adieu

Sofii

.

zapomnialam wam powiedziec o jednej rzeczy.

urodzilam zdrowa corke.

jak tylko o tym sobie pomysle chce mi sie plakac ze szczescia. tak strasznie to doceniam.

i sie poryczala.

ps. tu jeszcze zosia insajd

bluzeczki w rozowe kreseczki

no wiec wszytsko bylo fajnie do momentu az sie okazalo ze ja jednak musze wyjsc z domu. musze do lekarza teraz zaraz.
tja.

i tu sie okazalo ze znacznie to bylo prostsze gdy ja i brzuch bylismy caloscia.
teraz po podziale jest to jakby skomplikowane. bo brzuch trzeba nakarmic przewinac i ubrac i zaladowac do fotelika i jakby wyjscie z domu nie zajmuje mi juz 2 a 4 h.
umowmy sie ze w miare mi to dzis wyszlo ale nie ukrywam ze duzo sie musze jeszcze nauczyc chcac wyjsc z domu o zaplanowanej godzinie.
czasami nie sadze zeby to bylo mozliwe.

no nic zapakowalam wiec mala larwe do fotelika i pojechalysmy z predkoscia wiatru.
zwarzywszy na to iz byla to moja pierwsza wizyta w miescie od miesiaca czulam sie jak wypuszczona z wiezienia.
wszytsko wydawalo mi sie takie piekne. piekne ulice, piekni ludzie, piekne plakaty wyborcze, piekne chodniki, piekne autobusy. no mowie wam. zajebiscie.

do pojscia do lekarza potrzebny jest rowniez maz. maz przyjechal na 16 min posiedziec z mala w samochodzie. jezu no super. wiem. i teraz tak do konca zycia.

mala na szczesice nie wie ze gdziekolwiek byla. Acz jakos tam na swoj sposob to przezyla sadzac po zawartosci pieluchy.

jutro czeka nas rowniez podroz do pediatry.
juz widze to wicie sie i wycie.
na szczescie po wyciu mala spi.

no jest to wszystko dziwne wiecie.
wziac corke i pojechac z nia gdzies. jezu. troche tego nie kumam.
ze niby skad ona sie wziela?

z tej rozowej kreseczki na tescie????

z pola boju

poki co jest naprawde fajnie. Zosia plakala przez ostatnie 2 tyg 2x wiec naprawde jest fajnie. spotykamy sie na cycku co 3-4h , gadamy sobie o trendach w spioszkach, czasmi troszke sobie pochrumciamy, pomlaszczemy i ogolnie ok.

ja tez juz doszlam do siebie. siadam na wlasnym tylku samodzielnie, cycki mam jak stad do warszawy i ogolnie git.
w nocy natomiast moj organizm pozbywa sie nagromadzonej przez cala ciaze wody. poce sie jak mysz i nie to ze lekutko tylko kurna maksymalnie. ale to podobno normalne. rozwazam spanie w wannie zeby od razu sciekalo.

tak wiec poki co jest ok.
naprawde wysypiam sie w miare, w dzien strzelam se jeszcze drzemke i jest fajnie.

chwilami wrecz nudno i usze sobie przypominac ze mam jakies obowiazki i ze juz jestem mama i halo ale trzeba sie opiekowac.

stej tjund

skad sie biora dzieci part two

No wiec na czym to ja.
Aha . ze odlot.
Przewiezli mnie na zwykly oddzial i zostawili. Mialam lekka schize ze mój brzuch znajduje się gdzie indziej i nie wiem co z nim, i zaangazowalam pol odddzialu żeby dzwonil i dowiadywal się o zdrowie Zosi.
Z perspektywy czasu jestem im za to wdzieczna ze ja wzieli bo naprawde się wyspalam.
Wpakowali mnie do pokoju dwu osobowego ale na szczescie z dziewczyna nader spokojna zez spokojnym oseskiem.
Rano kazali wstac i isc siku. Pfffffffff
Latwizna Se mysle no co. W koncu parlam 15 min i się wyspalam to przeciez no co to za big dil.
Tja.
Nie zemdlałam. To był sukces tego dnia.
Nastepnie zarzadalam widzenia z Zofia. Zawiezli mnie wiec na UWAGA wozku pietro wyzej.
Matko.
Naprawde nie pamiętałam co urodziłam. Wiec lekko bylam zdenerwowana.
Zosia tymczasem leżała na oddziale przejściowym pelnym takich jak ona.
Zabijcie mnie w zyciu nie wiedziała bym ze to akurat moje.
W zyciu.
Podeszłam do niej i oczywiście się rozryczałam.
Była tak podobna do mojego meza ze szok. Normalnie urodziłam pierwsza mezowa córkę. Jezu.
I ona spala i ja ja dotknęłam.

Oczywiście pielegniary nie były mi w stanie powiedziec nic jak mala się czuje czy jadla i czy o mnie pytala. Jedynie kobieta co karmila obok powiedziala mi ze mala jadla i nie placze.

O 12 doczekalam się ze mi ja przywiezli bo wszystko już jej przebadali i wszystko było ok.
Pokwitowałam odbiór dziecka. (pani nawet odwinęła pieluche żeby było ze daje mi dziewczynke) i co.
No i zostałyśmy.
Ona spi ja się gapie i nie wiem co dalej.
No super. Dostajesz córkę jesu i co dalej. Skad ona przyszla??? I czemu na boga to jest dziecko mojego meza?
Boze Zosia no daj jakis sygnal? Może jakis blysk brokatu? Rudy kosmyk? Pomadesia w pampersie? Śpioszek od prady? No cokolwiek!!!
A ona nic. Ona spi i jest podobna do pierwszego!!!!

Nastepnie dziewczyna co z nia bylam w pokoju poszla do domu i zostałyśmy same.
Przyszedł pierwszy.
Nie ukrywam ze bym lekko jeszcze sztywny po porodzie. Szczerze mu wspolczuje bo ja tam bym sobie miedzy nogi nie zaglądała. A on i owszem.
Zaglądał to ma.
Wyglądał jakos tak dziwnie i był lekko sztywny.
No nic. Próbowałam mala jakos tak przystawic do cycka bo to podobno jest trendi.
Mala cos tam numflala ale jakos tak bez przekonania. I tu z nieba spadla nam pani z pogotowia laktacyjnego co po prostu się pojawila i wsadzila malej cycka do buzi.
Mala zassala az poczulam w brzuchu ze cos mnie wysysa.

Na noc zostałyśmy same.
Jeżeli ktos tydzień temu powiedział by mi ze mam sama zostac z tymi malymi stopkami to powiedziała bym mu ze oszalal.
Ale jakos to było.
W nocy od razu się dogadałyśmy ze ona spi u siebie ja u siebie i spotykamy się na cycku 3x.
Dala pospac!!!

Ale to było wszystko takie dziwne.
Taka letnia noc za oknem.
Okno otwarte, słychać było jak ludzie chodza po ulicy która tak często przejeżdżałam. Naprzeciwko w kamienicy ludzie zyli swoim zyciem.
A ja w tym szpitalnym pokoju chodziłam, trzymalam Zosie na rekach i po prostu płakałam.
Z tak olbrzymiej ulgi i takiego szczęścia.

I tak milnely nam dwa dni.
Budziłam mala na zarcie, sama duzo leżałam, spalam, bralam przeciwbolowe i tak o.
Mój spokoj chyba się jej udzielil bo spala non stop.

Potem mala dostala żółtaczki a do pokoju dowalaili mi jakas znerwicowana dziewuche.
I tu zaczela się jazda.
Srednio nam się z Zosia podobalo ze ktos nam lata po pokoju usmarowany niemowleca kupa i nie jest to osesek tylko jego matka z wrzaskiem wolajaca polozna ze o matko!!! Kupa!!!
Pol nocy nastepnie darl się ten osesek a pol nocy Zofia bo do cholery ile można.
Rano wiec podziękowałam za macierzyństwo.

Wypuścili mnie po 5 dniach bo zoltaczka zaczela spadac.
Jezu. Co za ulga.

I w sumie tak.
Nie jest zle na tej polnej. Naprawde.
I lekarz mi się sprawdzil bo nie był na 15 min tak jak niektórzy przewidywali tylko naprawde się przyłożył.
A potem na oddziale polozne to wiadomo. Siksy z tipsami, którym się za wiele nie chce.
Trzeba było z nich wyciągać ale trafialy się jakies sensowne.
No ale samo lezenie po porodzie na tym oddziale jest lekko uwłaczające godności kobiecej.
To pokazywanie krocza wszystkim jak leci , ten brak fryzjera i porządnej specjalistki od pedikiru. I te kobiety odziane w te zgrzebne szpitalne koszulki z wycięciami do pepka.
Takie traktowanie letko nieludzkie.
No wiem ze się czepiam. Wiem. Wiem ze mi się poprzewracalo w glowie ze zadam by na oddziale poporodowym celebrowac cud narodzin. Wiem.

W piątek wiec zawinęłam Zosie w rozowy kocyk , ubrałam w śpioszki od gucziego outkutir fall autum 2005 i pojechałyśmy do domu.

I co słusznie zauważyła soso było najdziwniejszego ze ona chyba przyjechala na stale.
Bo wiesz – mowi soso – goscie zazwyczaj wyjeżdżają po weekendzie.
A ona wiesz chyba zostanie. I chyba będzie się panoszyc jak u siebie. Wiec uwazaj.

Uwazam.

Jak to było czyli skad biora się dzieci

wspomnienia cioci pierwszej przy Polowie kieliszka wina i przy Casablance lecącej gdzies w tle (w zyciu nie widziałam tego filmu wiec Se na niego będę luukac lednym okiem)

Uprasza się osoby o slabych nerwach ewentualnie w ciazy ewentualnie chcące być w ciazy ewentualnie wrażliwych facetow o nie czytanie tego wogle. Bądź skontaktowanie się z lekarzem lub farmaceuta.

W niedziele 4.09 bylam ci ja umowiona z lekarzem moim na kontrol. Na osma trzydzieści. Powiedział pani przyjdzie to zobaczymy i cos zadecydujemy. Niech pani wezmie torbe.
Podstepna szuja z niego mowie wam.
Zjedliśmy sniadanie nakarmiliśmy zwierzęta trzasnęłam se makijaż założyłam japoneczki w rzucik z cyrkoni i pojechaliśmy.
Przeczucia mialam nader dobre. Ze po prostu odesle mnie do domu żeby lezec do srody a potem odstawic prochy i może urodzic za 2 tyg. Wiec jakby luz.
Lekarz się zjawil i dalejże mnie oglądać.
Powiedział krotko : OJ . TU MAMY 3,5 cm ROZWARCIA. DZIS PANI URODZI. Jasnowidz jak boga kocham.
Ide do pierwszego co to se czyta gazetke w poczekalni i mu mowie.
A ten ze chyba jaja se robie.
Za nic w swiecie nie uwierzyłam lekarzowi bo skad on niby to wie co.
Poszliśmy na porodowke. Ot tak o. w japoneczkach w makijażu i w zgrzebnej koszulce szpitalnej.
To jest ale kosmiczne uczucie. Wchodzisz do pokoju i wiesz ze jak z niego wyjdziesz nic już nie będzie tak samo. Ze w tym pokoju dokona się cud i koniec. Pokoj jak pokoj. A jednak.
Swoja droga porodowki maja naprawde niezle. Lozka wielkie , jeżdżące we wszystkie strony zdalnie sterowane, fotel dla taty, lazienka, no naprawde niezle. Acz w pewnym momencie porodu zaczyna to chyba jakby wisiec.
Tak wiec jak tam już się położyliśmy, poukładaliśmy swoje rzeczy w szafkach i maskotki na polkach , podlaczyli mnie do roznych sprzętów i tyle. Była gdzies tak może i 9.30.
Lekarz zaglądał co pol godziny i mniej wiecej mowil co będzie dalej. Polozne tez przychodzily, oglądali to moje ktg i w sumie tyle.
I tak upłynęło nam pare godzin. Troche się zdrzemnęliśmy, troche skorczy mialam ale bezbolesnych. Za jakis czas fenoterol co go wzielam rano przestal działać wiec i sytuacja się znacznie posunęła do przodu. Nadal nic mnie nie bolalo. A podobno polowe porodu mialam już za soba. No nie wiem.
Z pokoi obok dochodzily tylko czasami krzyki najpierw matek potem dzieci. Lekko zazdrość strzyka jak słyszy się krzyk dziecka.
No nic. Generalnie nadal nie wierzyłam ze jak to jaki porod o co chodzi. Czas na szczescie mijal bardzo szybko. Wiedziałam ze ja sobie poradze. No nie wiem. Nagle zyskalam jakas potworna pewność siebie ze dam rade i wszystko wytrzymie byle bym urodzila zdrowe dziecko.

Była może osiemnasta. Skurcze mialam acz bezbolesne, rozwarcie 6 cm wiec podobno niezle.
No ale chyba czas już był. Naprawde nie wiem jak to się stalo ze mój organizm rzeczywiście wziął się za ten porod. Powaznie. Bez mojej wiedzy.
Potem w pewnym momencie lekarzowi chyba zaczęło się nudzic bo tez wziol się za mnie.
Dokonal czynosci wdarcia się do domu Zosi.

I tu się jakby zaczela jazda. Po tym jak Zosia zostala pozbawiona wody w basenie zaczela wierzgac.
Od tego momentu jakby zrobilo się mniej fajnie. Dosłownie za 3 min zlapal mnie skurcz pierwszy bolesny skurczysyn.
Od razu zarzadalam przeciwbolowego bo dosc napieprzalo.
Dostalam w zyle i odpadlam.
Nie bylam w stanie utrzymac na leżąco glowy na wprost. Powiedzialm tylko o Jezu ale mam srube i jakby stracilam troche kontakt. Tyle ze to znieczulenie działało przez 3 min,. Zaczelam się lekko skręcać . wbijac paznokcie w fotelik no i takie tam. I kazali oddychac. Niech Se kurna sami oddychaja. Spadowa. Pierwszy zaczal mna dyrygowac i non stop gadal o tym oddychaniu. Upierdliwy był na maxa. Polozna tez tylko o tym. Acz polozna naprawde była super. Mówiła do mnie z naprawde duza czułością i kurde naprawde się starala.
Wtem nagle cos się zmienilo. Mój organizm wybitnie robil se ze mnie jaja.
Już nie będę pisac może szczegółów tak ale zaczely się skurcze parte.
Podczas pierwszego powiedzialm tylko ZARAZ URODZE. Jasnowidz ze mnie troche nie???
Przy takich skorczach jakby swiat przestaje istniec. I jest to cos na co absolutnie nie ma się wpływu.
Uslyszlam tylko lekarza TO CO?? RODZIMY?Wszyscy chwycili mnie za co mogli i zaczeli naprawde się rządzić.
Pierwsze parcie mi nie wyszlo bo teraz się wszystkim nagle odmienilo i nie kazali oddychac a ja oddychałam.
Nastepne już współpracowałam. Pierwszy się darl ze PRZYJ, lekarz leżał mi na brzuchu, polozna dyrygowala oddychaniem.
Trzy takie parcia. To już nawet nie jest bol. To ogromna chec wydalenia tego czegos teraz zaraz. Glowka przeszla po 3 parciu. Reszta wyszla sama.
Mala się lekko poddusila ale zaraz już się wydarla. Pokazali nam ja niestety tylko na chwile po czym musieli ja zabrac bo mimo wszystko była wcześniakiem. Lekko oszołomionym.
Wazyla 2900 i miala 55 cm. Nie mam pojecia jak wyglądała.
Pierwszy polecial jeszcze ja doglądać co jej tam robia a mi dali głupiego Jasia na czynności koncowe. Jezu jaki odlot. Masakra.
Czesc bolaca porodu trwala wiec tak na oko z godzine może półtora. Może 20 min. Nie mam pojecia. Choc poczekajcie. W karcie mam wpisane – druga faza porodu 10 min. Wiec może i dziesięć. Nie mam pojecia.
Potem przewiezli nas na oddzial poporodowy i dali chwile odetchnąć.
Kazałam jeszcze milion razy chodzic sprawdzac mezowi na oddzial noworodkow co z Zosia. Bo mialam obsesje ze wszyscy mnie oszukuja.
Zadzwoniliśmy do rodzicow. (nic nie wiedzieli bo byli wyjechani i nie chcieliśmy żeby mieli caly dzien z glowy).
A potem już mnie zabrali na zwykly oddzial. Pierwszy pojechal do domu. Mala zostala na noc na oddziale noworodkow z racji wcześniactwa.

Ja natomiast odpłynęłam.

cdn

moja córka Zofia

czas zmienic lekture.
z W OCZEKIWANIU NA DZIECKO
na PIERWSZY ROK ZYCIA

Czwartego wrzesnia dzies ta kolo dwudziestej Zosia krzykiem oznajmila ze juz jest.

Goscie zazwyczaj wyjezdzaja po weekendzie.
Ale Zosia chyba zostanie.

i to jest najdziwnijsze.