Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Maj 2003

no.

Truskawki sa!!!!

Fajnie no nie???

Poza tym faceci to swinie.

W przciwienstwie do truskawek.

Ide na aerobik.(przynajmniej sie wykompie!!!).

A potem ze zezem ze szczecia pobiegam se po schodach.W gore i w dol.29874327348 razy.

Bo mam!!!!!!!!!!!
Mam schody!!!!!!
Tralalalla

(Uczcilam to bluzeczka w kolorze blu w stylu wczesna poludniowa japonia – jakby sie Pierwszy pytal – to mam ja od 4 lat.)

schody jak w Casino de Pari

No wiec mam schody.

Do samego nieba czyli do sypialni… hehehe

Dzis byl bardzo pozyteczny dzien.

Wpierw (nie zaczyna sie zdania od WPIERW!!! heheh a kiedys to bylam na rozmowie o prace i sie zapytali co skonczylam za szkoly to ja sie chwilke zastanowilam i zaczelam grzecznie: „No wiec wpierw to poszlam na studia”. Matko Boska!!!!) no wiec wpierw z samego rana to bylam w hurtowni marmurow.

Alez bylo!!!
Te marmury sobie staly w takich wielkich arkuszach i mozna sobie bylo je przegladac.

Ja nie wiem co ludzie pieknego widza w tych marmurach.

Ale taki rudy marmur…. no no.

Potem poznalam kolejna bardzo przydatne slowa: GALON i KORDON.
Sa to materialy wykonczeniowe przy tapicerowaniu mebli.
Bylo tez duzo kutasikow w tej hurtowni ale nie bralam bo mam swojego.
(kutasiki – takie dzyndzle do firan np. – przyp.autora)

A potem to juz standardzik:
stolarz, kafelkarz, tynkarz i schodziaz. LUZ.

A potem wsiadlam do samochodu i najnormalniej w swiecie tak jak NA filmach rozdarly mi sie spodnie na dupie.
A nie ze tam troszke.
Rozdarlo mi sie tak z 20 cm.

Luz.

I teraz se wroc do domu.
W domu 10 spoconych majstrow spragnionych kobiety (?), a ja do zasloniecia mam torebke wielkosci koperty DL.
I oczywiscie musze wejsc po drabinie.

LUZ.

Ale co tam.

Fajnie jest.

Chore sprzety Pana Kleksa

Dzis bylam odwiedzic maja toaletke po babci.

I fotel dziadkowy.

Leczeniu zostana poddane juz lada chwila.

Gleboko zluszczajacy peeling, usowanie zbyt grubych nozek, nowe wnetrze… i na koniec nowy makijarz.
Takie tam zwykle standardowe zabiegi meblowe.

Szpital chorych sprzetow prowadzi niedaleko naszego domu niejaki Pan W. renowator mebli.

Jest to tak uroczy dzentelmen starej daty z taka pasja opowiadajacy o swoich meblach, ze normalnie dziwie sie, ze do siedzenia uzywa krzesla, a nie unosi sie centymetr nad.
Ze jak przechodzi kolo mebli , ze one nie skrzypia przyjaznie, ze nie machaja na powitanie dzwiczkami, ze nie usmiechaja sie na lini szuflady..
Dziwne.

Dziwne, ze nie widzialm akurat zadnego plasterka na peknietym lustrze, ktory to jutro spowoduje, ze pekniecie zniknie…
Dziwne.

I te opowiesci.
„Tutej szanowna Pani mamy szfe bidermajerowska, z dobrze zachowanymi ornamentami. Odkryjemy glebsze sloje i nastepnie polerowac bedziemy az polysk sie ukarze…”

Mam nawet pokwitowanie od niego gdy zawozilam mu meble…:”Niniejszym kwituje odbior fotela bukowego oraz toalety brzozowej….”

Ah…..

Tymczasem opuszcze szanownych Panstwa i udam sie na łąkę ukwiecona makiem i chabrem celem nalapania motyli na kolacje i zaczerpniecia swierzego oddechu…

Adieu.

Na straganie w dzien targowy.

Jak ja sie czuje kobieco jak chodze sobie po rynku i sobie wygladam jak gwiazda filmowa.

Mam na mysli taki rynek co „dziala” od 3.58 i na nim sa warzywa owoce kwiaty, i wiejskie przekupki z trzema rzodkiewkami co to im urosly w nocy.

Wiem, znowu za duzo amerykanskich filmow.(dokladnie dwoch, bo znam dwa takie filmy kiedy to glowna bohaterka romatycznie kupuje cale wiechcie polnych kwiatow. „9 i 1/2 tygodnia” i „kogel mogiel” a i jeszcze Hjudż Grant w „Nothing Hill”).

No i jak ja to lubie.
Tak pachnie na takim rynku, i tak jest slonecznie i „pani kup pani kwiatka”.

To jakies takie chyba jest romantyczne.

Tzn najbardziej romntyczny jest sam poczatek tego chodzenia po tym rynku, bo potem zakupiwszy 3 kg ziemniakow, wloszczyzne i truskawki i jablka, i pomidory i ogorki ledwo moge doniesc te siaty do samochodu, z czego polowa mi sie urywa po drodze i fruuuuuuuuuu piekne czerwone pomidorki tocza sie po calym rynku (jedno oczywiscie pod nogi zabojczo przystojnego chlopa malorolnego ze wsi Siekierki Dolne).

Ale cos w tym jest.
Jeszcze nie wiem co ale lubie to.

Dzis kupilam margaretki.
Dla mamy.

cholera

Nic mi sie nie miesci w torebce.

Bo sa takie dni, ze no nie zdaze zrobic rano oka i wrzucam wszystkie kosmetyki tak jak leci do torebki.

A tam juz sa:
- pasta do butow (czasami sie otwiera sama i wtedy siegajac po komoreczke pieknie sie upierdole na czarno)
- aparat fotograficzny (zawsze moze byc moment, ktory bede chciala uwiecznic na wieki np. jak ostatnio przy wejsciu do
sklepu utknely mi w kratce dwa obcasy
iwlecialam na boso a mila pani zza lady mi powiedziala „Trzeba tez pod nogi patrzec!!!!”)
- 846278942942783 faktur o tematyce budowlano-remontowej
- ksiazka Kinga – 569 stron
- 3 pary okularow
- 300 dyskietek
- 2 perfumy
- bulka z wczoraj
- masa okruszkow na dnie – do polowy torebki
- z dwie garscie drobnych
- 4 peki kluczy
- ksiazeczka zdrowia psa.

No i jak ja mam tam upchac te kosmetyki co?
Wogle to chciala bym miec torebke bardzie w poziomie zeby po otwarciu bylo widac co tam jest a nie dluga pionowa rure.

Kupie sobie taki kuferek albo okleje skajem karton po butach.
Albo dorobie uchwyt do miski.

Dobra. Czas stanac w blokach startowych i czekac az wybije piata i fiuuuuuuuuu do domu.

Idziemy dzis na Matrixa.
Traktujeto czysto towarzysko, bo z filmu znowu pewnie nic nie zrozumiem.

Ale na pewno beda jakies fajne reklamy przed.

szansą i mamba

Matko boska.
Ale jaja.

www.posikalmasiezesmiechublog.pl

Bylam na aerobiku.

heheheh

Co po niektorzy znaja moja koordynacje reka-noga i wiedza ze nie zartuje.
W dodatku mam tez problemy z okresleniem szybko prawa-lewa.

No wiec tak.

Oczywiscie wszystkie panienki byly wtajemniczone oprocz mnie.

I teraz tak.

Istruktorka bardzo probowala przekrzyczec muze, wiec darla sie w nieboglosy przy okazji wykonywala rozne ruchy rekoma i oczami, co mialo ulatwic zgadniecie nastepnego kroku.

Kroki byly proscizna.
Wszystkim znane, najbardziej oczywiste SZANSĄ, MAMBO I SZANSĄ Z OBROTEM.
Luz.
Popierdolilo mi sie juz w maszerowaniu a co dopiero SZANSĄ.

I nogami to ja moge robic rozne rzeczy. Ale jak mozna nogami w prawo a rekoma w lewo?? no jak?
A jak ona mowi w prawo to znaczy, ze w ktore prawo?
W jej prawo czy w jej odbicia prawo?

W duzym skrocie wygladalo to tak, ze cala sala odwalala ruchy zsynchronizowane, a ja podskakiwalam, wymachiwalam rekoma i nogami w rozne strony i czekalam az jakies ruchy przez przypadek mi wyjda rowno. Z dwa razy wpadlam na kolezanke obok, trzy razy kogos kopnelam. Oj tam.

W koncu se znalazlam jakas gwiazde przede mna ktora te ukladziki miala rozpykane.
I jak jej sie zaczelo pieprzyc, ktora prawa, ktora lewa to wymieklam.

Naszczescie potem nastapilam czesc statyczna czyli brzuszki.
Ale jakze sie mylilam!!!
Brzuszki mozna tez poprzeplatac jakimis tajemniczymi figurami.

No nic to.
Nie zniechecam sie.
Bede walczyc.

Ale jaja.
hihi

Zeby nie bylo

ze dramatyzuje.

Mezczyzna z rana jak smietana

Budzik dzwoni co 5 min przez 45 minut.
On nic.

Po 45 min on otwiera jedno oko.
„kochanie zaraz sie porzygam z niewyspania”

Po 55 min. on Wstaje. On juz jest spozniony ale oj tam.

Zaczyna sie taniec pjanego koguta.

Prasowanie koszuli.
Tylko rekawy i gora przodu.
Reszte sie upcha pod kamizelka.

„kochanie nie widzialas mojego portfela/kluczy/telefonu/laptopa/teczki/bardzowaznychpapierow (www.bardzowaznepapiery.blog.pl)/krawata/wizytowkiderektorabankuswiatowego”

Chwila ciszy. On je sniadnie.
„O zesz kurwa, maslo mi spadlo na spodnie, kochanie ratunku!!!!”

Taniec koguta z drugim garniturem.

Po 35 min on wychodzi.

po 3,5,7,9 min cofa sie po: komorke, klucze, kluczyki, bardzowaznepapiery.

Ale kiedy juz pojdzie…

Jest taka cisza. I taki spokoj.
Mozna sobie powoli twarz robic.
Napic sie melisy z pomarancza.
Przemyslec pare bardzo waznych kobiecych kwestii.
Przejzec program telewizyjny.
Napisac z 3 SMS.
Skomponowac kolorystycznie swoj stroj.
Popatrzec sobie przez okno.
Poglaskac kota.
Pogadac z psem.
Poprawic usta.
Muzyczke….

O zesz kurwa juz za pietnascie????

www.znowusiespoznilam.blog.pl

no.

Ide po ciastko i kawe do Mc donalda.

urlop mam tak?????

No. zebysmy sie dobrze zrozumieli tak???

No.

Z ranca przyjechaly 2 tony kafelkow.
Myslalam, ze umre zez szczescia.
Bo wszystko sie zgadzalo!!!

Zeby bylo potem bardziej romatycznie to posadzilam stokrotki. Ah…

no. i Chuj urlop strzelil, bo juz jest 19.31.

A jeszcze udalo mi sie wylac farbe.

Drugi raz. Zeby nie bylo, ze ja czasami tylko taka nieprzytomna jestem.

Poprzednio szlam z puszka zielonej farby celem wyprobowania jej na mym murze i sie potknelam.
I farba poszla na spodnie, betoniare i ziemie.

I nastepnego dnia majster Ireneusz Kwiatek zblizyl sie do tej betoniary i oczom nie wierzy.

A ja mu na to „Panie Kwiatek no sory no ze ja tak Panu ta betoniare tak machnelam, a ja nawet nie wiem czy majster lubi zielony. Moze ja odkupie ta betoniare??”

Majster nowej nie chcial. Moze zielen jest trendi??

No i ten mur malowalam z resztek co zostaly na spodniach i ziemi.

I dzis klasycznie juz otworzylam ta puszke i poszlam gdzies i wrocilam i jak koplam to pooooooooszlooooooooo!!!

Tym razem skromnie, bo poszlo na mlotek i szpachle majstra Kwiatka.

Bedzie mial do kompletu z betoniara.

Komplecik: Betoniareczka I Berecik.