Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2003

Oliwki i czerwone wino

Barzo fjnie jest. Mam czerwne fino i olviki na dobry poczatek nocty.

Dzs mialam urlop.

Jestem wykonczona.

Bylam z V i S na zkupach.

Kupilysmy duzo niepotrzebnych rzeczy:
-wiaderko zeliwne,
-jeansy,
-koszulke,
-pojemnik na kosmetyki,
-stolik do lozka, taki ze S. juz teraz wogle nie bedzie wstawac tylko lzec i sobie klasc rozne rzeczy nba stoliku,
-cienie do oczu wiosenne,
-z 10 skrzydelek , 2 kukuryddze i litr koli w KFC.

Bylo zajebiscie.

Uwielbiam moje kolezanki.
Moge im powiedziec ze sa glupie albo ze z tym biustem to i tak sie nie zmieszcza w ta bluske. To sie nazywa komfort przyjazni.

Winko bdb.

Potem, pojechalam ze znajomymi robic te zkupy na 16 osob.
Po 3 h mialam lekko rozbiegany wzrok i niezdrowe wypieki na policzkach.
Zbilam litrowy sloik z musztarda i zbieglam do dzialu nabialy.

Na zakupach mimo to bylo fantastycznie bo to zawsze jakas forma wydawania pieniedzy… A to mnie bawi. Jak kazda kobiete.

Udalo nam sie to cale zarcie juz wpakowac do lodowki i do ciezarowki, ktora to poprowadze osobiscie do komunistycznego osrodka wczasowego niczym Matka Teresa na czele konwoju z Zywnoscia dla tszeciego swiata.

Potem wrocilam do domu, gdzie pierwszy zamiast czesc wreczyl mi katalog z kostka brukowa i powiedzial ” kochanie zrob cos!!!!”

A potem poszlam z psem do szkoly gdzie dostalam pochwale od trenera (chwalic nalezy wlascicieli nie psy to bardzo dobrze robi).
Wrocilam osliniona i pachnaca jak sklep miesny, ale w moich nowych jeansach pewnie i tak wygladam seksualnie.

Jezeli natomiast idzie o PITy ktore to trzeba zlozyc do jutra to Pierwszy Maz wyglada tak: „kochanie tylko skonczy sie ten film (jakas bulgarska szmira) i juz sie biore”

ale nic to.
Ja przeciez dzis bylam TYLKO na zakupach.

Po prosty kocham chodzic z kolezankami na zakupy.
Nawet jezeli marudza i ziewaja przerazliwie, i sie nabijaja ze mi posladki wyskakuja ze spodni i co chwile mowia ze im sie nudzi.

DZIEWCZYNY GORA!!!!

lalalllaa

Dzis zrobilam oficjalna liste zakupow na grupowy wyjazd majowy do osrodka komunistycznego polozonego nad pienknym jeziorem. Matko boska.
Zycze szczescia w zaplanowaniu zarcia dla 16 osob ma 3 dni.

Ale tam jest tak fajnie…. Takie boskie nierobstwo.

Mezczyzni udawaja ze spedzja aktywnie ten czas, w sensie, ze na 8 chlopa sa dwie deski do plywania i wszyscy plywaja po 4,5 minuty.

A kobiety tocza zarzarte dyskusje na brzegu dotyczace wrastania wlosow po depilacji, zmarszczek pod oczami i co robimy na kolacje.

Wogle to jestesmy mistrzami swiata w organizowaniu takich wyjazdow.
W zeszlym roku to na ostatnie sniadanie zjedlismy ostatnia paczke sera.
Majstersztyk.

I Pierwszy Maz spadl z tarasu….

Ale bedzie fajnie.

Dzis jeszcze babski wieczor. Z S i V. zamierzamy sie tak dobrze bawic… a jutro pojsc na zakupy i solarium… Ah….

Jak tam plany na majowy weekend?

„I do”

Malowalam juz tyle panien mlodych i o kazdej mozna by napisac historie.

Kazda byla inna.(Moze wydam ksiazke? „Rys psychologiczny kobiet w dniu slubu”??)
Ale do czego zmiezam.

Ze te emocje w dniu slubu robia z kobieta rozne rzeczy.

- jedna powiedzial mi ze nie chyba jednak nie chce wychodzic za niego za maz,
- jedna kazala sie wymalowac jak Pamela Anderson,
- jedna prosila o zatuszowanie siniaka, bo jej szafa wczoraj spadla na reke,
- jedna kazala wpierw jesc golabki,
- jedna kazala sobie zalozyc ponczochy bo sama nie bya w stanie (za dlugie tipsy),
- jedna miala katar o po 6 panadolu powiedzial ze ma srube,
- jednej matka podczas malowania jezdzila mi odkurzaczem miedzy nogami,
- z jedna sie zaprzyjaznilam i trwa to do dzis,
- jedna powiedziala „kurwa gruba co ja robie?” (to A. – moja psiapsiulka),
- jednej przyszly maz napisal sobie na podeszwach „help” (co mialo sie ukazac publice jak bedzie kleczal w kosciele. Pomysl bdb),
- z dwie sie rozmyslily,
- jedna zaczela plakac bo fryzura nie wyszla,
- jedna zaprosila mnie na wesele,
- jedna w czasie makijarzu karmila szczeniaki z butelki,
- jedna chciala makijaz w kolorze red.
itd.

Ale tylko dwie sie cieszyly.
Tylko dwie naprawde sie cieszyly tym dniem.
Nie byly zestresowane.

Byly szczesliwe.

Cholerna symbioza

Jak sie nie ma faceta to jest tragedia.

A jak sie ma to jest tragedia.

Zawsze wkurza mnie na maxa wspolna zelznosc od drugiej osoby jak sie z nia mieszka.
Niezaleznie od naszej woli ta druga osoba oddzialywuje na nas i burzy caly misternie przygotowany plan.
Takie sa niestety konsekwencje.

Przyklad 1
Ona zdrowa jak ryba, masa planow na kolejny tydzien, je witamine C bo to jesien i trzeba na siebie uwazac.
A on??
On lata z golym tylkiem albo z mokra glowa i ma ogolnie pojety luzik.I oczywiscie lapie katar.
I co? I jako ze on jest facet o odporny na zarazki i ma katar przez 0,5 dnia i luz.
A ona ma zaraz grype, angine i zapalenie pluc i mimo tego, ze tak o siebie dbala dupa zbita.
Szlag mnie trafia.

Przyklad 2
Majacy miejsce wczoraj i dzisiaj.
Mialam dobry humor. No powaznie.
I co z tego skoro on ma zly (bo on ma remont, ja nie).
I co? Wkurwiona jestem potwornie.
A jak mi ktos dzis pokaze faceta to zabije.
A pierwszy niech wogle zniknie mi z oczu.
Mam dosc gdy robi mi scene od rana ze kot zostawia klaki a majstry rozlaly beton.

I to jest wlasnie ta symbioza w ktorej zyjemy.
Pelna wymiana plynow i slow.

Chyba czas zalozyc filtry.
Albo sie wyluzowac.

Nocny smooth jazz

Bardzo lubie moje noce na strychu z jazz fm i jakims drineczkiem…

Jedna psiapsiulka juz pozegnana.
GRRRR. Nie lubie.
Ale fajnie bylo. No i milion pytan co by bylo jakby nie wyjechala. Ale co tam. Bedzie dobrze.
Zobaczymy sie we wrzesniu.

No i wracam ci ja do domu z tych pozegnan. Cala w sumie w dobrym humorze. Bo pierwszy powrocil z wojazy i wogle bedzie mily wieczor.

taaa. A pierwszy nadal ryje w scianach i zaklada kable (jak to mowia moi koledzy „ciagnie druta”).
Troche pechowo trafilam, bo na moment jak Pierwszy taka wyrzynarka co wyrzyna w scianch rowki na kable wyrzyna te rowki.
Natenczas nagle podczas tego wyrzynania gasna swiatla w calym domu.
„Kurwa jak to jest mozliwe zeby w tym miejscu szedl kabel?”
Jest, jest i pierwszy wlasnie przerznal ten kabel.

No i tyle bylo romantycznego wieczora.
Jak to mowi Pierwszy „chuj bombki strzelil, choinki nie bedzie”.

W desperackiej potrzebie dzis probowalam juz nabyc jakiekolwiek ciuchy, jak juz butow nie ma.

Ciuchow tez nie ma.
Mozna sie przyzwyczaic.

Ale jedno mnie trzyma przy zyciu.
Jak juz sie skonczy ten remont i bede miec tak pieknie w domu i czysto. i nie bede miala kurzu to sie poloze na podlodze i bedze sobie lezec.
I nie bede musiala myc rak co 3 min. Oj jak bedzie fajnie.

A. Posialam rzodkiewke.
Oczywiscie fama wsrod slimakow juz poszla ze za miesiac wyrzera w kwadracie B6 mojego ogrodu.

Posieje sobie jeszcze groszek i bob.

Taaa.

Mam przeczucie ze bedzie fajnie.
Na pewno.

raj-stopy

Chciala bym sobie kupic buty.
Nie zadne tam wymyslne. Nie.
Normalne czarne szpilki, takie z szesciocentymetrowym obcasem, zeby byly ladne i ze ladne.
Zebym mogla byc ta dziwka w sypialni i dama w salonie.
Ze do roboty i ze na te bale co na nie chodze non stop.

Dodam, ze nosze malo spotykany rozmiar 37 lub 38. O numerze 37 i 1/2 to wogle nie marze. Gdziez bym smiala. Uprzejme ekspedientki by sie uprzejmie postukaly w glowe. Chyba Pani ocipiala.

No. Byla bym w stanie przeznaczyc na te w/w obuwie nawet i 500 zł. Nie wspominajac oczywiscie pierwszemu bo by zemdlal na widok recipa.

Ale.

Butow nie ma.

Nigdzie.
Przyzekam.

W sklepach natomiast sa:
- po jednym bucie z danego wzoru w rozmiarach – 34 i 43,
- koncowka serii z zeszlego lata kiedy to krolowal roz,
- a wogle to cala rozmiarowka to byla w poniedzielek a dzis jest poniedzialek po poludniu,
- i wogle kurwa co mi pani tu dupe truje i znowu musze isc na zaplecze przewalac te kartony.

O ja pierdole.
Mi sie to w glowie nie miesci, ze w sklepie z butami to ja powinnam stac w kolejce albo zrobic napad na konwoj (pilnie strzezony) ktory dowozi buty.
I jak to ze nie ma wszystkich rozmiarow najnowszej kolekcji? No jak??

Przeciez mnie jasny szalg trafi.

Jak zaraz nie kupie tych butow to te pieniadze wywedruja mi w nocy z portfela.

Ale co tam.
Przeznacze te pieniadze na jakis szlachetny cel.
Kupie 300kg szpachli uniwersalnej.

Piwo malinowe

mam w lodowce i bardzo mnie juz do niego ciagnie.
Zakorkowane jest jak szampan wienc dzis Nju jers iw.

Pierwszy Maz jest przed okresem wczoraj powiedzial:
„Cholera niech sie wreszcie skonczy ten remont !! mam caly czas takie wysuszone rece!”
„Cholerny siersciuch (to o naszym kotku, wszystkie klaki mu z dupy powyrywam jezeli jeszcze raz wejdzie do sypialni!”
„Kurwa te klaki wogle nie chca mi wylezc z garnituru”
„Ty juz sie wogle wyluzowalas jezeli chodzi o remont!! czy ty wiesz w ktorm przewodzie kominowym chcesz miec wentylacje?”
„Tu masz wniosek do energetyki o okreslenie warunkow przylaczenia dla podmiotow ubiegajacych sie o przylaczenie z moca przylaczeniowa nie wieksza niz 40 kW i prosze cie zebys go jutro wypelnila!!”
„Nie smiej sie jak do ciebie mowie”

hihi – powiem krotko.

………………

ale o so chodzi

Naprawde chcialam.
Naprawde.
Pobyczyc sie przed telewizorem z maseczka na twarzy w seksualnym kolorze zielonym + plasterki ogorkow na oczach.
Z piwem i w bluzie poplamionej jajkiem.
I nie miec zadnych planow na wieczor.
I nie wychodzic przez caly dzien.

Naprawde.

A tu prosze.

Rozeszly sie wiesci, ze siedze sama.
I sie rozdzwonilo: „A moge wpasc do ciebie? Mam wino!!”, „To ja wpadne do ciebie! Masz wino?”,
„To my przyjdziemy bo mamy dosc starych!”, „To ja bede u ciebie spac bo nie chce wracac do chaty”, „Boze jak u ciebie spokojnie! Moge zostac?”

I tym sposobem udalo mi sie obejrzec Perl Harbon i Flobersy w pospiechu jedzac ta pizze (o nie przepraszam, pizze mi zjedzono… :)) i bob, cudem sie nie udusiwszy, popic to szklanka koli i ju z bym dzwonek do drzwi…

Ktoregos wieczoru juz wymieklam i poszlam spac a goscie wypuscili sie sami.

Troche nowatorskim wydawal mi sie pomysl kregli w pierwsze swieto… ale trzeba isc z duchem czasow.
Za to pieczona kielbacha i ziemniaki…. Ah.

Ale byl o milo. No niech wam bedzie.
Wreszcie swieta spedzilam z tym z kim chcialam.

A tak wogle to wczoraj nastapil ten moment…
Kiedy to z przyjaciolka wybieralam suknie slubna…
Suknia jest zajebista.
Matko boska jak sie wzruszylam.

Decyzja podjeta. Pierwsza to byla decyzja i trafiona.
Skarg i zarzalen nie przyjmuje sie.
Tylko ksiedza bede musiala ogluszyc i oslepic.

Ale oj tam.

zaczelo sie

bylam na zakupach swiatecznych.
Kupilam:
-piwo reds,
-powo malinowe (z korkiem jak szampan),
-piwo corona,
-pizza w kartoniku raz,
-orzeszki w miodzie 3 rodzaje,
-mozarella,
-sledzie, ogorki,kabanosy (to jakby ktoras z drytyjskich psiapsiulek przyiszla),
-bob mrozony,
-trufle,
-haribo cola,
-lody carte dior (DIOR???)
-czipsy 4 smaki,
-pepsi lemon,
-oliwki,
-tampony (i tu uwaga. podczas gdy sobie lukalam na ta polke z tymi tymi podeszedl do mnie PAN i zapytal sie czy mi doradzic w kwestii podpasek. Doprawdy nie wiedzialam czy mam sie obrazic… juz to widze…”Bo ja wie pan mam takie srednie to krwawienie.. z reguly te podpaski mi sie rylaja!! A w stringach!! Chodzil pan kiedys w stringach podczas okresu??” Matko Boska)

No.

Psiapsiulki juz prawie sa.
Jedna odebralam z PKP, roniac przy tym mase lez… a druga sie przemieszcza w kierunku Poznania w sobie tylko znany sposob.

Doprawdy zapowiadaj sie swieta mojego zycia….

Oczywiscie jak wszyscy wyjada i zostawia mnie sama, tak jak chcialam to zrobi mi sie smutno.