Archiwa

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Marzec 2003

hmmm

Snilo mi sie dzis, ze Pierwszy Maz dal mi obraczke na ktorej byla wygrawerowana dedykacja:
Merlin Monroe – Charlie Chaplin.

Nie ma to jak sie utorzsamiac z bochaterami filmowymi.

Pierwszy maz utonal w Pitach wiec ja sobie chyba piwko otworze.

„Ej!!! Szefowa!!! Skoczy Pani po piwko???”

Remont zbliza sie nieublagalnie.
Z pierwszymmezem boimy sie go potwornie ale odwlekac juz chyba nie mozemy.

Jakos tak nie lubie remontow. No doprawdy nie wiem czemu. Moze powinnam walczyc ze swoimi lekami i tez zostac majstrem? Mogla bym bezkarnie pic piwo w pracy… I to jest argument!!!

Znowu sie zacznie:
„Szefowa!!! Bo gips nam sie skonczyl!! Moze szefowa skoczyc?”
„Szefowa a zacieramy ten beton na chropowato czy na gladko??” (i tu moge ich zaskoczyc!!! Na chropowato, bo pod kafelki to na chropowato!!).
„Szefowa a mozemy se troche tych orzechow/drzemow/cebuli/desek/zlomu/ wzionc bo tak lezom??”
„Szefowa a jutro (niedziela) to my by przyszli o 4.57, bo tak nam pociong pasuje”
„Szefowa a tera to my przez miesionc nie przyjdziemy bo beton schnoc musi”
„Szefowa a na 11 to my potrzebujemy 58 litrow lakieru”
„Szefowa zaryli my sie ciezarowkom na podworku. Jest tu jakis traktor zeby wyciongnac?”
„Szefowa a porysali my troche drzwi jak Zdzichu wnosil betoniatre. Ale to sie zamaluje”

Beton w zebach, beton w bieliznie, beton w talerzach.
I do sypialni po drabinie.

Doprawdy nie wiem czemu mnie odrzuca.

Oda do pralki

Pralka automatyczna jest dziwna.
Jakis mam taki emocjonalny do niej stosunek.
Moze symbolizuje oczyszczenie??
Z brudnych mysli, z zapachów poprzedniej nocy (wliczajac zapach wczoraj poznanego gaha), z blota, ze sladow psich lap, ze sladow pomadki co na nia usiadlam tydzien temu, z czerwonego wina, zoltego piwa i bialej wodki, z zielonej trawy, z rozsypaneho brokatu..
No nie wiem.

A jednoczesnie odglosy pralki sa takie domowe.
Takie uspokajajace. Jak milo jest zasypiac a pralka w tle sobie mruczy (poczym rozpoczyna wirowanie i wedruje na korytarz).

Nie wspomne juz o terapi wirowaniem.
Nie ma to jak usiasc w lazience na podlodze i patrzec jak tenisowki wiruja i wiruja.

W zaistnialej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak pojsc zrobic pranie.
Mam persil pachnacy jak proszki z NRF, i plyn do plukania o zapachu zielonej herbaty.

Jest tak cieplo ze wywiesze pranie na dworze…
I usiade i popatrze jak schnie.

kto ma klucze do drzwi???

Znienacka zadzwonilo pare dziwczyn ze studiow co by sie spotkac.

I sama nie wiem jakie mam odzucia po tym.
Mysle, ze pozytywne.
Mysle, ze jestesmy szczesliwe. Kazda na swoj sposob.
Niektore z pilka plazowa w brzuchu inne juz z „doroslymi” latoroslami, inne poszukujace.
Ale zadna tragedia nas nie spotkala.
Nie utylysmy specjalnie, nie wypadly nam wlosy, nie zginelysmy w katastrofie lotniczej.

Ale to kurde sklania do przemyslen.
Podobno sie zmienilam.
Jakies wlosy sobie dokleilam i sie jakos tak spowaznialam.
Nie wiem co o tym myslec. To, ze mi wlosy urosly to moge zaakceptowac. Ale boje sie stwierdzenia, ze sie uspokoilam.

Musze koniecznie zrobic cos szalonego…
Moze dokoncze to winko co je tu mam?

zdjecia

Kizia Mizia jak i oraz Psiutek Siutek

ZIEEEEEEEEEEW

Jak pada deszcz to lubie sie zakopac pod kocem i podrzemac.
Jak pada deszcz to lubie ogladac komedie romatyczne z meg ryjan najlepiej.
Jak pada deszcz to lubie pic herbate z cytrynom.
Jak pada deszcz to lubie siedziec w bluzie polamionej jajkiem (i co z tego ze to plagiat).
Jak pada deszcz to jest tak intymnie.

Boze jak jest leniwie………
Tylko ten swterek co mam na sobie strasznie gryzie…

Ziew….

kuraw

mamy nowe przeklenstwo swiateczne wielkanocne: KURAW.

wogle jest ok.

Slucham se jazz fm z londona i wogle nie czuje ze jestem u siebie nastrychu.

Jest tak jakos strasznie pozytywnie!!!

Bardzo dziekuje wszystkim co sie przyczynili do mojego dobrego humoru:

- Pierwszemu mezowi za wspomaganie w walce z ISDN,
- W. i M. za walke z moim kompem,
- Siostrze za towarzystwo,
- butelce wina (choc nie wiem czy nie powinno byc na pierwszym miejscu….),
- jazz-owi fm.

We love you. peace.

Tego oskara dedykuje calemu swiatowi.

Yyyyy. ale fjnie.
kuraw.

No i sru

I sie zaczelo. Wszystko wyglodniale po tej zimie teraz bedzie sie rozbierac.
Znowu pojawia sie opalone w solarium brzuchy i spodniczki z opaski na glowe.

Chyba wiosna jest.
Jest gdzies tak z +54.
Czas zmienic ponczoszki z 60 DEN na 15 DEN.
Czas wyrzucic barchanowe gacie!!!!
Uwolnic (orke i) biust spetlony stanikiem, niech polopocze na wietrze!!!
Czas zalozyc powiewne sukienki i niech nas podwiewa jak Merlin nad kratka wentylacyjna!!!

Musze rzucic robote.
Nie mam czasu na takie pierdoly.

leniwy czwartek

Leniwie pije kawke. Nic mi sie nie chce.
Telefony nie dzwonia… (nie dzwonia!!!halo!!!).
Myslami jestem w kieliszku czerwonego wina. Tego co go mam w lodowce.
I jeszcze troche zachaczam o cieply trawnik i brzuch kota.

AAAAAAAAA……… to sie rozmarzylam.
Czas rzucic ta robote i zajac sie marzeniami.

Pojde po loda a polewa czekoladowa dla mojej ciezarnej kolezanki.

Pierwsza zona w kosmosie

Znowu przemieszczalam sie miedzy kontynentami w nocy.
Znowu bylam w Dublinie.
Znowu robilam zakupy.
Wszystko pamietam. Bardzo prosze: w Tomasie Braunie kupowalam cienie do oczu.

Ale musze przyznac, ze moja podswiadomosc jest bardzo inteligentna i omija drazliwe tematy.
Nic nie bylo o lataniu…. Uffff.

Pomijajac ten drobny fakt, ze ludzie nie lataja (patrz Ikar „mitologia” J.Parandowski), to wszystko super.
A jak juz lataja to zazwyczaj po locie maja strasznego kaca….
I te stjuardesy fauszywe malpy co maja wpojone, ze podczas spadania nalezy sie usmiechac (czyli usmiechaja sie caly czas).Zdziry.
Ostatnio nawet podczas lotu pilot cala droge czytal ksiazke. Mam nadzije, ze chodziaz nadmuchal automatycznego pilota.

Przemieszczanie wogle jest dziwne.
No bo jak mozna rano wstawac z lozka w domu (ten znamienny pierszy krok z lozka na podloge – jako PIERWSZY KROK PODROZY), nastepnie zrobic mase zakupow w sklepach na lotnisku, ubombac sie z 2 x i wieczorem siedziec u Siostry 2000km dalej i ogladac TV??? No jak??

Ale i tak gorzej w samolocie maja muchy i pajaki.
Taka mucha sobie wleci w Warszawie tylko na chwile do samolotu celem sprawdzenia co tam i wogle i nie zdazy wysiasc!!!
I kurde sobie tam bzyku bzyk i chce wysiasc a tu np. jakas wyspa tropikalna. I ma przesrane u miejscowej szychy – Tse-Tse.

Ale mimo wszystko jak sobie ide do roboty i widze jak przelatuje samolot to tak zazdroszcze tym ludziom co powoli sacza drinki tam w gorze.

Maja inne spojrzenie na to wszystko.
Takie bardziej globalne czy cos…
I lekko zamlglone…